2 kwietnia 1969 roku w Beskidach doszło do jednej z najtragiczniejszych katastrof w historii polskiego lotnictwa pasażerskiego. Samolot Polskich Linii Lotniczych LOT, wykonujący regularny rejs z Warszawy do Krakowa, nie dotarł do miejsca przeznaczenia. Maszyna znalazła się kilkadziesiąt kilometrów od planowanego miejsca lądowania i rozbiła się na zboczu Policy. Zginęły wszystkie 53 osoby znajdujące się na pokładzie, a okoliczności tragedii do dziś pozostają przedmiotem historycznych analiz i wątpliwości.

Samolot miał wylądować w Krakowie. Rozbił się na zboczu Policy

W środę 2 kwietnia 1969 roku o godzinie 15:20 z warszawskiego lotniska Okęcie wystartował samolot pasażerski Antonow An-24 o numerze rejestracyjnym SP-LTF. Maszyna Polskich Linii Lotniczych LOT wykonywała rejs numer 165 do Krakowa. Lot miał potrwać około 55 minut, a lądowanie na lotnisku w Balicach zaplanowano na godzinę 16:15. Na pokładzie znajdowało się 47 pasażerów oraz sześciu członków załogi. Dowódcą samolotu był kapitan Czesław Doliński, pilot z około dwudziestoletnim doświadczeniem lotniczym. Początkowy etap podróży przebiegał bez zgłaszanych problemów. Sytuacja zaczęła się jednak komplikować podczas zbliżania do Krakowa, kiedy pojawiły się trudności z określeniem rzeczywistego położenia maszyny.

Jednym z pierwszych sygnałów nieprawidłowości były sprzeczne meldunki dotyczące przelotu nad radiolatarnią w Jędrzejowie, stanowiącą ważny punkt nawigacyjny na trasie do Krakowa. Piloci podawali różne godziny minięcia tego miejsca, a kontrolerzy ruchu lotniczego nie potrafili jednoznacznie ustalić pozycji samolotu. Pomimo utrzymywanej łączności radiowej maszyna minęła rejon planowanego lądowania i kontynuowała lot w kierunku południowym. Załoga próbowała odnaleźć właściwy kurs, korzystając ze wskazówek przekazywanych przez kontrolę ruchu lotniczego w Balicach. Jak wykazały późniejsze analizy, informacje te nie pozwalały jednak na bezpieczne naprowadzenie samolotu na lotnisko.

Tymczasem nisko lecącą maszynę zaczęli zauważać mieszkańcy miejscowości położonych w rejonie Makowa Podhalańskiego, Suchej Beskidzkiej, Skawicy i Zawoi. Szczególnie istotne okazały się relacje osób przebywających w gajówce w Zawoi-Podpolicach, które obserwowały samolot kierujący się w stronę górskich szczytów. Warunki atmosferyczne były bardzo trudne. W wyższych partiach Beskidów padał śnieg, a ograniczona widoczność uniemożliwiała dostrzeżenie przeszkód terenowych z większej odległości. Maszyna zniknęła obserwatorom z pola widzenia, a niedługo później usłyszeli oni odgłosy uderzenia. Samolot rozbił się na zalesionym północnym zboczu Policy, jednego z najwyższych szczytów Pasma Babiogórskiego, na wysokości około 1200–1300 metrów nad poziomem morza. Podczas uderzenia w drzewa i stok maszyna uległa całkowitemu zniszczeniu.

Po otrzymaniu informacji o możliwej katastrofie rozpoczęto akcję poszukiwawczą, w którą zaangażowano ratowników GOPR, wojsko, milicję oraz mieszkańców okolicznych miejscowości. Dotarcie do wraku utrudniały strome zbocza, zalegający śnieg i niesprzyjające warunki pogodowe. Pierwsi ratownicy odnaleźli szczątki samolotu jeszcze tego samego wieczoru. Okazało się, że nikt z 53 osób znajdujących się na pokładzie nie przeżył. Działania na miejscu katastrofy trwały przez kolejne dni i obejmowały zabezpieczanie szczątków oraz transport ciał ofiar z trudno dostępnego górskiego terenu. Wśród pasażerów znajdował się profesor Zenon Klemensiewicz, wybitny polski językoznawca związany z Uniwersytetem Jagiellońskim. Zginęli również Irena Tetelowska, dyrektorka krakowskiego Ośrodka Badań Prasoznawczych, były minister lasów Stanisław Tkaczow oraz duchowny Kościoła Polskokatolickiego Antoni Naumczyk wraz z rodziną. Jedną z osób, które uniknęły katastrofy, był późniejszy profesor Walery Pisarek. Według jego wspomnień odstąpił swoje miejsce w samolocie Irenie Tetelowskiej, wybierając późniejsze połączenie do Krakowa.

Beskidy mają swoją tragiczną historię. W 1969 roku na zboczu Policy zginęły 53 osoby
fot. NAC

Dlaczego samolot znalazł się nad Beskidami? Śledztwo nie wyjaśniło wszystkich okoliczności

Ustalenie przyczyn katastrofy powierzono Głównej Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Śledczy analizowali przebieg lotu, korespondencję radiową, działanie urządzeń nawigacyjnych oraz decyzje podejmowane przez pilotów i kontrolerów. Jedną z rozpatrywanych przyczyn była utrata orientacji nawigacyjnej przez załogę, która nie potrafiła prawidłowo określić położenia samolotu. W toku postępowania ujawniono również nieprawidłowości w pracy służb kontroli ruchu lotniczego. Szczególne znaczenie miało wykorzystanie radaru DECCA 424 na lotnisku w Balicach. Urządzenie nie było formalnie dopuszczone do eksploatacji, a kontrolerzy błędnie zidentyfikowali jedno z widocznych na ekranie ech jako poszukiwany samolot. W konsekwencji załodze mogły być przekazywane instrukcje oparte na nieprawidłowych informacjach o jej położeniu.

W pierwszych ustaleniach zwrócono także uwagę na stan zdrowia kapitana Czesława Dolińskiego. Podczas badań pośmiertnych stwierdzono zmiany wskazujące na przebyte problemy kardiologiczne, co doprowadziło do pojawienia się hipotezy o możliwym zawale serca podczas lotu. Późniejsze ekspertyzy zakwestionowały jednak tę interpretację. Nie potwierdzono, aby stan zdrowia dowódcy stanowił bezpośrednią przyczynę katastrofy. Analizy wskazywały również, że piloci do ostatnich chwil podejmowali działania mające na celu kontrolowanie maszyny. Ostateczne ustalenia koncentrowały się przede wszystkim na błędach nawigacyjnych i zaniedbaniach w funkcjonowaniu kontroli ruchu lotniczego.

W czerwcu 1970 roku Prokuratura Wojewódzka w Krakowie skierowała akt oskarżenia przeciwko trzem pracownikom kontroli lotów: Franciszkowi Detce, Zbigniewowi Mytnikowi i Zdzisławowi Rutkowskiemu. Zarzucano im nieumyślne przyczynienie się do katastrofy poprzez nieprawidłowe wykonywanie obowiązków. Do procesu jednak nie doszło, ponieważ postępowanie umorzono na podstawie przepisów o amnestii. Żaden z oskarżonych kontrolerów nie został prawomocnie skazany. Pomimo przeprowadzonego śledztwa nie udało się jednoznacznie odtworzyć wszystkich wydarzeń, które doprowadziły do znalezienia się samolotu nad Policą.

W kolejnych latach pojawiały się również alternatywne hipotezy dotyczące przyczyn tragedii. Jedna z nich zakładała możliwość próby uprowadzenia samolotu i skierowania go poza granice Polski. Zwracano przy tym uwagę na informacje o nastawieniu jednego z urządzeń nawigacyjnych na radiolatarnię lotniska w Wiedniu. Rozważano także możliwość awarii, celowej zmiany kursu, a nawet zestrzelenia maszyny. Żadna z tych teorii nie została jednak poparta dowodami pozwalającymi uznać ją za potwierdzone wyjaśnienie katastrofy. Do sprawy wielokrotnie wracali historycy i dziennikarze, korzystający między innymi z dokumentacji śledczej zachowanej w archiwach Instytutu Pamięci Narodowej. Materiały te pozwalają lepiej poznać przebieg postępowania, ale nie rozstrzygają wszystkich wątpliwości związanych z ostatnimi minutami lotu.

O wydarzeniach z 2 kwietnia 1969 roku przypomina dziś miejsce pamięci znajdujące się na Policy. W 2009 roku, w 40. rocznicę katastrofy, odsłonięto pomnik poświęcony wszystkim 53 ofiarom, z tablicą zawierającą ich nazwiska. W rejonie katastrofy znajduje się również krzyż upamiętniający tragedię. Z jednym z pasażerów związana jest także nazwa rezerwatu przyrody imienia profesora Zenona Klemensiewicza, utworzonego w 1972 roku na północnym stoku góry w celu ochrony naturalnego boru świerkowego.

Beskidy mają swoją tragiczną historię. W 1969 roku na zboczu Policy zginęły 53 osoby
fot. Mrug