13 września 1944 roku nad okupowaną Żywiecczyzną pojawił się ciężko uszkodzony amerykański bombowiec B-24J Liberator „Dinah Might”. Maszyna wracała znad niemieckich zakładów przemysłowych IG Farben w Oświęcimiu-Dworach, gdy jej dowódca podjął próbę ratowania załogi i sprowadzenia samolotu na ziemię. Awaryjne lądowanie na polach w Jeleśni zakończyło się przełamaniem kadłuba i śmiercią dwóch lotników. Dokładnie 82 lata później wydarzenie pozostaje jednym z najważniejszych epizodów lotniczych II wojny światowej zapisanych w historii Żywiecczyzny.
Z południowych Włoch nad Oświęcim – ostatnia misja „Dinah Might”
„Dinah Might” był czterosilnikowym bombowcem Consolidated B-24J-10-DT Liberator o numerze seryjnym 42-51408. Należał do 761. Dywizjonu Bombowego wchodzącego w skład 460. Grupy Bombowej amerykańskich sił powietrznych USAAF. Jednostka stacjonowała na lotnisku Spinazzola w południowych Włoszech i podlegała 15. Armii Powietrznej, prowadzącej strategiczne naloty na cele położone w południowej oraz środkowej części Europy.
B-24 należał do najważniejszych ciężkich bombowców wykorzystywanych przez Stany Zjednoczone podczas II wojny światowej. Konstrukcja miała duży zasięg i mogła przenosić znaczny ładunek bomb, dzięki czemu dobrze nadawała się do długich operacji prowadzonych z baz we Włoszech. Ceną za te możliwości była jednak trudna charakterystyka pilotażowa, szczególnie w przypadku uszkodzenia silników, instalacji sterowania albo zbiorników paliwa. Awaryjne lądowanie tak dużej maszyny na nierównym, nieprzygotowanym terenie wiązało się z ogromnym ryzykiem.
Celem wyprawy z 13 września 1944 roku były niemieckie zakłady IG Farben w Oświęcimiu-Dworach. Powstający kompleks przemysłowy miał produkować kauczuk syntetyczny i paliwa, a jego budowę prowadzono z wykorzystaniem przymusowej pracy więźniów KL Auschwitz III-Monowitz. Obiekt stanowił część niemieckiego zaplecza przemysłowego, które alianci próbowali osłabić systematycznymi nalotami na rafinerie, fabryki paliw syntetycznych, zakłady chemiczne oraz węzły komunikacyjne.
Atak z 13 września był kolejnym alianckim nalotem na przemysłowy kompleks w rejonie Oświęcimia. W operacji uczestniczyła duża formacja amerykańskich Liberatorów, które po starcie z południowych Włoch musiały pokonać kilkaset kilometrów nad terytoriami kontrolowanymi przez Niemców. Lot odbywał się w ścisłym ugrupowaniu, ponieważ wspólny ogień broni pokładowej zwiększał możliwość obrony przed myśliwcami. Zwarta formacja ułatwiała również wykonanie skoordynowanego zrzutu bomb.
W rejonie celu bombowce znalazły się pod ostrzałem niemieckiej artylerii przeciwlotniczej. „Dinah Might” został trafiony tuż przed zrzuceniem ładunku. Uszkodzeniu uległ jeden z silników oraz kadłub, a dostępne relacje wskazują również na problemy z kolejną jednostką napędową. Maszyna zaczęła tracić wysokość i nie była w stanie utrzymać miejsca w szyku. Powrót do bazy w Spinazzoli stał się nierealny, dlatego załoga skierowała samolot na południe, w stronę gór.

Uszkodzony B-24 nad Sopotnią i dramatyczna próba lądowania w Jeleśni
Liberator znalazł się nad Beskidem Żywieckim jako ciężko uszkodzona maszyna, której dalszy lot z każdą minutą stawał się trudniejszy. Utrata mocy i obniżanie wysokości były szczególnie niebezpieczne nad górzystym terenem. Załoga musiała jednocześnie kontrolować stan samolotu, poszukiwać odpowiedniego kierunku lotu i przygotowywać się do opuszczenia pokładu albo awaryjnego lądowania.
Nad rejonem Sopotni dowódca maszyny, podporucznik John J. Wegener, wydał rozkaz opuszczenia bombowca. Część lotników wyskoczyła ze spadochronami, zanim B-24 zniżył się nad doliny Żywiecczyzny. Decyzja pozwalała zmniejszyć liczbę osób znajdujących się w samolocie podczas niebezpiecznego lądowania, lecz rozdzielała załogę na okupowanym obszarze, na którym działały zarówno oddziały niemieckie, jak i polska partyzantka.
Nie wszyscy opuścili pokład. W samolocie pozostali między innymi pilot oraz członkowie załogi, którzy pomagali utrzymać maszynę w powietrzu i przygotować ją do kontaktu z ziemią. John Wegener skierował bombowiec w stronę Jeleśni, gdzie znajdował się bardziej otwarty teren. Nie było tam lotniska ani pasa przeznaczonego dla ciężkich samolotów. Za potencjalne miejsce lądowania mogły posłużyć jedynie pola położone w dolinie.
Próba przyziemienia odbywała się w wyjątkowo trudnych warunkach. B-24 miał rozpiętość skrzydeł przekraczającą 33 metry, długość ponad 20 metrów i masę liczoną w wielu tonach. Pola w Jeleśni były zbyt krótkie i nierówne dla tak dużego bombowca. Maszyna zetknęła się z ziemią, lecz konstrukcja nie wytrzymała przeciążeń. Kadłub przełamał się na dwie części, a fragmenty samolotu zostały rozrzucone na miejscu lądowania.
W katastrofie zginęli drugi pilot Lester Porter oraz nawigator Leo Dietz. John Wegener został ranny w głowę, ale przeżył. Ocalało również siedmiu pozostałych członków dziesięcioosobowej załogi. Fakt, że mimo poważnych uszkodzeń samolotu, górskiego położenia Jeleśni i braku przygotowanego lądowiska uratowało się osiem osób, świadczy o tym, że do ostatniej chwili zachowano częściową kontrolę nad bombowcem.
Ciała Lestera Portera i Leo Dietza pochowano początkowo na cmentarzu w Żywcu. Po zakończeniu wojny zostały ekshumowane, a następnie przeniesione na miejsca ostatecznego spoczynku. Obaj lotnicy pozostali jedynymi członkami załogi „Dinah Might”, którzy ponieśli śmierć w następstwie wydarzeń z 13 września 1944 roku.
Rozdzielona załoga, pomoc partyzantów i niemiecka niewola
Losy ocalałych lotników nie zakończyły się wraz z rozbiciem Liberatora. Ci, którzy wylądowali na spadochronach w rejonie Sopotni, znaleźli się w różnych miejscach i przez pewien czas nie mieli ze sobą kontaktu. Niektórzy zostali szybko zatrzymani przez Niemców. Inni otrzymali pomoc od miejscowej ludności oraz działających w Beskidzie Żywieckim partyzantów.
Podporucznik John Wegener, bombardier Charles H. Keutman, inżynier pokładowy Leuther E. Davis, radiooperator Richard Sullivan oraz strzelcy Floyd Gossett i James Creamer trafili do niemieckiej niewoli. Nazwiska lotników w polskich opracowaniach bywają zapisywane w kilku wariantach, co jest następstwem powojennego przepisywania dokumentów, niepełnych relacji oraz błędów powielanych w kolejnych publikacjach. Szczególnie często nazwisko dowódcy pojawia się w skróconej formie „Wegner”, choć pełny zapis brzmi John J. Wegener.
Howard Luzier i James McCormick, którzy opuścili maszynę na spadochronach, zostali przejęci przez partyzantów. Przez pewien czas znajdowali się pod ich opieką, jednak sytuacja na okupowanej Żywiecczyźnie nie pozwoliła na trwałe ukrycie Amerykanów ani bezpieczne przeprowadzenie ich poza obszar kontrolowany przez Niemców. Ostatecznie również oni dostali się do niewoli.

Wszyscy ośmiu ocalali członkowie załogi doczekali końca wojny. Ich historia pokazuje, jak skomplikowane były losy alianckich lotników zestrzelonych nad okupowaną Polską. Samo przeżycie katastrofy nie oznaczało bezpieczeństwa. Lotnicy musieli unikać niemieckich patroli, znaleźć schronienie i nawiązać kontakt z ludźmi gotowymi udzielić pomocy, mimo grożących za to represji.
Szczególne miejsce w powojennej historii „Dinah Might” zajął Charles H. Keutman. W chwili ostatniego lotu bombowca miał zaledwie 19 lat i pełnił funkcję bombardiera. Po wielu latach wrócił do Jeleśni, uczestnicząc w uroczystościach poświęconych załodze i spotykając się z mieszkańcami oraz osobami zajmującymi się dokumentowaniem katastrofy. Jego obecność pozwoliła połączyć lokalne relacje z doświadczeniem bezpośredniego uczestnika wydarzeń.
Historia załogi obejmuje także postawę mieszkańców i partyzantów, którzy zetknęli się z Amerykanami po ich lądowaniu. Udzielenie pomocy alianckim żołnierzom na terenie wcielonym do III Rzeszy było działaniem obciążonym poważnym ryzykiem. Niemieckie władze okupacyjne zwalczały wszelkie próby ukrywania lotników i wspierania oddziałów partyzanckich. Z tego powodu wydarzenie z Jeleśni jest częścią nie tylko historii lotnictwa, lecz również dziejów lokalnego oporu i cywilnej pomocy udzielanej żołnierzom państw alianckich.
Od fragmentów wraku do pomnika – pamięć o Liberatorze na Żywiecczyźnie
Po katastrofie wrak samolotu stał się obiektem zainteresowania niemieckich służb, ale jego fragmenty trafiły również do mieszkańców. Aluminium lotnicze i elementy wyposażenia miały w warunkach wojennych dużą wartość. Części konstrukcji przez kolejne dziesięciolecia pozostawały w prywatnych zbiorach, gospodarstwach i rodzinnych archiwach, nie zawsze od razu rozpoznawane jako pozostałości amerykańskiego bombowca.
Zachowane fragmenty „Dinah Might” nabrały z czasem znaczenia dokumentacyjnego. Tabliczki znamionowe, elementy poszycia, wyposażenie kabiny oraz drobniejsze części pozwalały potwierdzać typ i tożsamość maszyny. Badania prowadzone przez historyków lotnictwa umożliwiły uporządkowanie wiadomości o jednostce, numerze seryjnym samolotu, składzie załogi i przebiegu jej ostatniej misji.
Katastrofę upamiętnia w Jeleśni pomnik poświęcony amerykańskim lotnikom. Jego najważniejszym elementem jest model ciężkiego bombowca umieszczony na postumencie. Monument utrwala związek miejscowości z historią alianckich operacji powietrznych oraz przypomina nazwiska ludzi, którzy znaleźli się nad Żywiecczyzną podczas powrotu z nalotu na niemiecki przemysł wojenny.
Pamięć o wydarzeniu jest podtrzymywana podczas rocznicowych uroczystości organizowanych z udziałem mieszkańców, władz samorządowych, przedstawicieli wojska, instytucji kultury i środowisk historycznych. Spotkania odbywające się w Jeleśni służą nie tylko oddaniu hołdu Lesterowi Porterowi i Leo Dietzowi, lecz również przypomnieniu losów całej załogi oraz osób, które próbowały pomagać amerykańskim lotnikom.
Historia „Dinah Might” łączy lokalne dzieje Żywiecczyzny z szerszym obrazem alianckiej wojny powietrznej. Bombowiec wystartował z południowych Włoch, uczestniczył w operacji wymierzonej w niemiecki kompleks przemysłowy w Oświęcimiu, został uszkodzony nad celem, a swój ostatni lot zakończył na polach w Jeleśni. W jednym wydarzeniu zetknęły się strategiczne działania 15. Armii Powietrznej, niemiecka gospodarka wojenna, system pracy przymusowej oraz realia okupacji w beskidzkiej miejscowości.
W 82. rocznicę katastrofy nazwę „Dinah Might” nadal można odnaleźć w lokalnej przestrzeni pamięci, opracowaniach historycznych oraz archiwach poświęconych lotnictwu. Wydarzenie z 13 września 1944 roku pozostaje jednym z najlepiej rozpoznawalnych przypadków awaryjnego lądowania alianckiego ciężkiego bombowca na terenie południowej Polski.

Źródła
Oficjalny portal Gminy Jeleśnia – materiały dotyczące rocznic awaryjnego lądowania B-24 „Dinah Might”
Gminny Ośrodek Kultury w Jeleśni – historia załogi i materiały poświęcone Charlesowi H. Keutmanowi
Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie – „White Stars Over Poland” i karta miejsca pamięci w Jeleśni
Wojskowe Centrum Rekrutacji w Bielsku-Białej – materiały z obchodów 80. rocznicy katastrofy
Kielce Air Collection – Muzeum Lotnictwa i Techniki Militarnej – opracowanie „Liberator z Jeleśni”
15th Air Force – Army Air Corps Library and Museum – historia 460. Grupy Bombowej oraz 15. Armii Powietrznej
Wollheim Memorial – materiały dotyczące nalotów na zakłady IG Farben i kompleks Auschwitz-Monowitz




