1 września 2026 roku przypada 87. rocznica wybuchu II wojny światowej. W pamięci ogólnopolskiej początek konfliktu łączy się przede wszystkim z Westerplatte i Wieluniem, jednak dla mieszkańców Żywiecczyzny, Bielska, Białej i okolicznych miejscowości wojna od pierwszych godzin miała również wymiar lokalny. Niemieckie oddziały przekraczały beskidzkie przełęcze, trwały walki pod Zwardoniem, uruchomiono stanowiska obronne wokół Bielska, nad regionem pojawiły się samoloty Luftwaffe, a mieszkańcy obserwowali mobilizację, odwrót wojska i pierwsze działania dywersyjne. W ciągu zaledwie trzech dni front przeszedł od granicznych szczytów do Żywca oraz Bielska i Białej.
Beskidy miały zatrzymać atak nadchodzący od południa
Po zajęciu Czech i podporządkowaniu Słowacji III Rzesza mogła zaatakować Polskę także od południa. Szczególnego znaczenia nabrały przełęcze oraz doliny prowadzące przez Beskid Śląski i Beskid Żywiecki. Droga biegnąca z rejonu Czadcy przez Zwardoń, Milówkę i Węgierską Górkę otwierała dostęp do Żywca, a następnie do Małopolski. Podobne znaczenie miała trasa przez Przełęcz Glinne, Korbielów i Jeleśnię.
Obrona regionu należała do Armii „Kraków”, dowodzonej przez generała Antoniego Szyllinga. Na jej południowym skrzydle działała Grupa Operacyjna „Bielsko” generała Mieczysława Boruty-Spiechowicza. Na Żywiecczyźnie rozlokowano oddziały 1. Brygady Górskiej Korpusu Ochrony Pogranicza, batalion Obrony Narodowej „Żywiec”, kompanie z Milówki i Rajczy oraz niewielkie siły artyleryjskie. Doliny Soły bronił przede wszystkim batalion KOP „Berezwecz”, którym dowodził major Kazimierz Czarkowski.
Przygotowania widoczne były już od wiosny 1939 roku. W rejonie Węgierskiej Górki rozpoczęto budowę systemu żelbetowych schronów mających zablokować dolinę Soły. Powstało pięć obiektów, ale do walki można było przygotować tylko cztery. Schron „Wyrwidąb” pozostał nieukończony i nie został uzbrojony. Kolejne umocnienia wznoszono w Krzyżowej i Przyborowie, gdzie powstało pięć z planowanych dziesięciu schronów.
Sygnały zbliżającego się konfliktu pojawiały się jeszcze przed oficjalnym wybuchem wojny. W rejonie granicy dochodziło do prowokacji i ostrzeliwania ludzi pracujących w polu. Ostrzelany został również pociąg kursujący na trasie Skalite – Zwardoń – Węgierska Górka – Żywiec. W drugiej połowie sierpnia ograniczono ruch turystyczny, a letnicy przebywający w miejscowościach przygranicznych otrzymali polecenie opuszczenia zagrożonego terenu.

Zwardoń znalazł się na pierwszej linii niemieckiego uderzenia
O świcie 1 września 1939 roku niemiecka 7. Dywizja Piechoty, sformowana w Bawarii, rozpoczęła natarcie z terytorium Słowacji. Czujki rozstawione przy granicy w rejonie Zwardonia dostrzegły zbliżających się żołnierzy około godziny 4.00. Padły pierwsze strzały, na które Niemcy odpowiedzieli ogniem karabinów maszynowych i moździerzy. Dla Żywiecczyzny nie był to więc dzień oczekiwania na informacje z innych części kraju, lecz początek bezpośrednich działań wojennych.
Zwardoń został zaatakowany zarówno od strony Przełęczy Zwardońskiej, jak i od Koniakowa. Niewielkie polskie siły tworzyli żołnierze KOP, Straży Granicznej oraz plutony Obrony Narodowej. Odcinka bronił porucznik Roman Talarek. Przewaga liczebna i siła ognia przeciwnika uniemożliwiały dłuższe utrzymanie granicy, dlatego po kilku godzinach walk polskie pododdziały rozpoczęły odwrót w stronę głównej linii obronnej.
Natarcie nie ograniczało się do Zwardonia. Walki i starcia toczyły się również w rejonie Ujsół, Milówki, Kamesznicy oraz na podejściach prowadzących w stronę Korbielowa i Jeleśni. Niemieckie oddziały próbowały wykorzystać górskie drogi i boczne przejścia, aby ominąć przygotowane stanowiska. Rygiel w Krzyżowej i Przyborowie nie został zaatakowany frontalnie. Jednostki niemieckiej 3. Dywizji Górskiej obeszły go przez wschodnią część doliny Koszarawy.
Istotną rolę odgrywała znajomość beskidzkiego terenu. Niemieckim oddziałom pomagali ludzie związani przed wojną z organizacjami niemieckimi i działający w ramach dywersji. Jednym z nich był Alojzy Wagner, kierownik niemieckiego schroniska na Hali Lipowskiej, który poprowadził przednią straż niemieckiej dywizji górskimi drogami. W kolejnych dniach wykorzystano również trasy prowadzące przez rejon Rysianki i Romanki. Dzięki temu niemieckie pododdziały mogły pojawić się od strony Bystrej, Wieprza i Sporysza, omijając część polskich stanowisk.

W Bielsku czekały schrony, a w Aleksandrowicach polskie myśliwce
W 1939 roku Bielsko i Biała były jeszcze dwoma oddzielnymi miastami. Bielsko należało do województwa śląskiego, natomiast Biała Krakowska znajdowała się w województwie krakowskim. W miejscowych koszarach stacjonowały oddziały 21. Dywizji Piechoty Górskiej generała Józefa Kustronia. W razie ataku miały bronić podejść do miasta i współdziałać z innymi jednostkami Grupy Operacyjnej „Bielsko”.
Na zachodnich i północnych przedpolach Bielska przygotowano rozbudowaną pozycję obronną. Ciągnęła się ona przez około dziesięć kilometrów, obejmując doliny Wapienicy i Iłownicy oraz podejścia od strony masywu Klimczoka. Planowano wzniesienie 64 żelbetowych obiektów, ale do końca sierpnia ukończono 21 schronów dla broni maszynowej. Powstały także rowy przeciwczołgowe, zasieki, niewielkie pola minowe oraz stanowiska urządzone w piwnicach wybranych budynków.
1 września polskie jednostki obsadziły bielską linię umocnień, jednak nie doszło na niej do dużej bitwy. Niemieckie przełamanie pod Pszczyną stworzyło zagrożenie obejścia i zamknięcia polskich oddziałów. Utrzymywanie pozycji wokół Bielska mogło doprowadzić do ich odcięcia od pozostałych sił Armii „Kraków”. Wieczorem 2 września schrony opuszczono, a żołnierze rozpoczęli odwrót w kierunku Kęt i Wadowic. Niedokończona linia obronna pozostała praktycznie niewykorzystana.
Do walki doszło natomiast w powietrzu. Na lotnisku w Aleksandrowicach ukryto cztery myśliwce PZL P.11 należące do 121. Eskadry Myśliwskiej. Maszyny zamaskowano poza głównymi zabudowaniami lotniska, dzięki czemu uniknęły zniszczenia. Rankiem 1 września niemieckie bombowce pojawiły się nad Bielskiem, lecz bomby przeznaczone prawdopodobnie dla lotniska spadły na błonia w Mikuszowicach. Polskim pilotom operującym z Aleksandrowic przypisano zestrzelenie trzech niemieckich samolotów. Najlepiej udokumentowane pozostaje strącenie bombowca Dornier Do 17, natomiast część pozostałych sukcesów nadal jest przedmiotem historycznych analiz.

Wojna dotarła również do Czechowic, Dziedzic i Zabrzega
W Dziedzicach wiadomość o rozpoczęciu wojny dotarła około godziny 5.15, gdy uruchomiono syreny zakładowe. Wkrótce nad okolicą pojawiły się niemieckie samoloty rozpoznawcze. Oddziały stacjonujące w Czechowicach, Dziedzicach i sąsiednich miejscowościach postawiono w stan pogotowia, wydano amunicję i przygotowano działa. Szczególnie ważne były linie kolejowe, zakłady przemysłowe oraz przeprawy w dolinie Wisły.
Polska artyleria zajęła stanowiska między innymi w rejonie Kaniowa i Dziedzic. Obserwatorzy zauważyli ruch niemieckich jednostek na trasie prowadzącej przez Międzyrzecze Górne i Zabrzeg. Pojawienie się sił zmotoryzowanych oznaczało możliwość szybkiego uderzenia na węzeł kolejowy oraz obejścia polskich pozycji od północy.
W rejonie Ochodzy polscy saperzy przygotowali przeszkodę drogową, a piechota próbowała powstrzymać niemieckie rozpoznanie. Artyleria prowadziła ostrzał dróg, którymi przemieszczały się wrogie oddziały. Pierwszego dnia nie udało się Niemcom przełamać głównej pozycji pod Dziedzicami. Obrońcy wytrzymali nacisk i pozostali na swoich stanowiskach.
Równocześnie rozpoczęto przygotowania do zniszczenia dziedzickiej rafinerii. Zakład miał znaczenie gospodarcze i wojskowe, dlatego nie mógł zostać pozostawiony nacierającym wojskom w stanie umożliwiającym natychmiastowe wznowienie produkcji. Działania saperów pokazywały, że polskie dowództwo brało już pod uwagę konieczność odwrotu i pozbawienia przeciwnika dostępu do ważnej infrastruktury przemysłowej.

Obrona Węgierskiej Górki rozpoczęła się po walkach granicznych
Węgierska Górka jest najważniejszym symbolem kampanii wrześniowej na Żywiecczyźnie, jednak zasadnicza bitwa przy schronach nie rozegrała się rano 1 września. Pierwszy dzień wojny upłynął na walkach granicznych i wycofywaniu polskich oddziałów przez Zwardoń, Milówkę i okoliczne doliny. Niemieckie jednostki dotarły pod Węgierską Górkę nocą z 1 na 2 września.
Cztery uzbrojone schrony obsadziła 151. Kompania Forteczna pod dowództwem kapitana Tadeusza Semika. Były to „Wędrowiec”, „Włóczęga”, „Waligóra” i „Wąwóz”. Każdy z obiektów miał inne zadanie i uzbrojenie. „Waligóra” był schronem artyleryjskim, natomiast pozostałe obiekty wyposażono przede wszystkim w działa przeciwpancerne i ciężkie karabiny maszynowe. Nie zdołano zamontować całego planowanego wyposażenia, między innymi części kopuł pancernych.
2 września Niemcy zaatakowali polskie pozycje po przygotowaniu artyleryjskim. Ostrzał objął nie tylko umocnienia, ale także zabudowania Milówki. Pierwsze natarcie piechoty zostało zatrzymane ogniem karabinów maszynowych. Kolejne szturmy prowadzono przy wsparciu saperów, którzy próbowali podchodzić pod strzelnice i wejścia do schronów. Niedokończone obiekty okazały się znacznie trudniejsze do zdobycia, niż zakładało niemieckie dowództwo.
Wobec sytuacji na pozostałych odcinkach frontu polskie jednostki otrzymały rozkaz odwrotu w stronę Oczkowa. Załogi „Waligóry” i „Wąwozu” opuściły pozycje, natomiast rozkaz nie dotarł na czas do wszystkich obrońców. „Włóczęga” i „Wędrowiec” pozostały bez wsparcia. Pierwszy z tych schronów skapitulował rankiem 3 września, drugi bronił się do godzin popołudniowych. W walkach na Żywiecczyźnie poległo około 20–25 polskich żołnierzy, kilkudziesięciu zostało rannych, a około 40 dostało się do niewoli.

3 września zakończył krótki etap otwartej obrony regionu
Nad ranem 3 września ostatnie polskie oddziały opuściły Bielsko i Białą. W nocy saperzy wysadzili tunel kolejowy w centrum Bielska, aby utrudnić Niemcom korzystanie z miejscowego węzła komunikacyjnego. Podczas odwrotu dochodziło do starć z niemieckimi grupami dywersyjnymi. Część miejscowej ludności niemieckiej uczestniczyła w działaniach wymierzonych w polskie wojsko, administrację oraz organizacje społeczne. Jednocześnie znane są przypadki mieszkańców niemieckiego pochodzenia, którzy pozostali lojalni wobec państwa polskiego.
Tego samego dnia niemieckie jednostki wkroczyły do Żywca i Sporysza. Zajęcie miasta oznaczało zamknięcie kilkudniowego etapu walk granicznych, ale nie kończyło działań polskich żołnierzy. Wycofujące się oddziały maszerowały dalej przez Oczków, Kęty, Wadowice i wschodnią Małopolskę. Wielu żołnierzy pochodzących z regionu uczestniczyło następnie w kolejnych bitwach kampanii wrześniowej.
Okupanci połączyli Bielsko i Białą w jeden organizm miejski nazwany Bielitz. Biała Krakowska została włączona jako wschodnia część miasta. Cały region przyłączono bezpośrednio do III Rzeszy, co odróżniało jego sytuację od terenów Generalnego Gubernatorstwa. Rozpoczęły się aresztowania, konfiskaty majątku oraz prześladowania mieszkańców polskiego i żydowskiego pochodzenia.
Na Żywiecczyźnie konsekwencją niemieckiej polityki okupacyjnej była późniejsza Aktion Saybusch. Jesienią 1940 roku z 35 miejscowości deportowano około 20 tysięcy Polaków, rozpoczynając od Jeleśni i Sopotni Małej. Do końca wojny różnymi formami wysiedleń objęto około 50 tysięcy mieszkańców powiatu żywieckiego. Pierwsze strzały pod Zwardoniem i kilkudniowa obrona beskidzkich dolin otworzyły więc okres okupacji, który całkowicie zmienił strukturę społeczną, narodowościową i administracyjną regionu.
Źródła
Muzeum Miejskie w Żywcu – „1 września 1939”
Śląski Oddział Straży Granicznej – historia obrony Węgierskiej Górki
Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej – „Historia miast i okolic do 1989 r.”
Muzeum Historyczne w Bielsku-Białej – „Bielski wrzesień. Pamięć o latach okupacji”
Archiwa Państwowe – sesja „Bielski wrzesień. Pamięć o latach okupacji”




