DŁUGOŚĆ SZLAKU
17.6KM
SUMA WZNIESIEŃ
1201m
CZAS PRZEJSCIA
6:50h
TYP TRASY
Pętla
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1725m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★★☆
Szlak na Babią Górę przez Małą Babią z Zawoi
Babia Góra nie bez powodu ma tyle ksywek i legend dookoła siebie. To najwyższy szczyt Beskidu Żywieckiego i – poza Tatrami – najwyżej położony punkt w Polsce, więc nic dziwnego, że ludzi ciągnie tu jak do lodówki po północy. Na wierzchołku stoi Diablak, a sama nazwa brzmi tak, jakby szczyt miał własną umowę z pogodą… ale spokojnie, dziś skupiamy się na samej wędrówce, bez dramatów i wielkich słów.
Plan jest bardzo logiczny: wejście od strony Zawoi, zahaczenie o Małą Babią Górę (Cyl), potem klasyczne „przeskoczenie” przez Przełęcz Brona i finał na Diablaku. Na liczniku wychodzi około 17,6 km i mniej więcej 6 godzin 50 minut samego przejścia, więc to wycieczka, która robi dzień – ale nie musi robić z ciebie bohatera filmu akcji. Po drodze wpadasz też do schroniska na Markowych Szczawinach, czyli miejsca, które potrafi uratować humor szybciej niż najlepszy mem.
Zawoja Czatoża: spokojny start, zanim zrobi się serio
Zaczynamy w Zawoi Czatoża – to przysiółek Zawoi, rozciągnięty w dolinie potoku Jałowiec (zwanego też Czatożanką). Brzmi niewinnie i w sumie takie jest: dobry punkt, żeby złapać rytm, ułożyć kroki, a głowie dać chwilę na przejście z trybu „miasto” na tryb „las i ścieżka”.
Pierwsze fragmenty mają ten fajny klimat rozgrzewki: idziemy spokojnie, wchodzimy w zieleń, a rozmowy same wskakują na luźne tory. Warto od razu przyjąć prostą zasadę: tempo ma być takie, żeby dało się normalnie oddychać i nie robić z przerwy na łyk wody wydarzenia sportowego. Babia i tak poczeka – ona tu stoi od dawna i nigdzie się nie wybiera.
Przełęcz Jałowiecka: naturalny „przystanek na zmianę biegów”
W pewnym momencie dochodzimy do Przełęczy Jałowieckiej – miejsca, które łączy podejście z dalszym grzbietem. Sama przełęcz ma okolice nieco poniżej 1000 m n.p.m. i często mówi się o dwóch obniżeniach: południowym i północnym, rozdzielonych Jałowieckim Garbem. To takie górskie „rozstanie dróg”, zanim zacznie się przyjemniejsza część grani.
Warto tu na chwilę zwolnić – nie dlatego, że „trzeba”, tylko dlatego, że to jeden z tych punktów, gdzie dobrze poukładać sobie dalszy marsz w głowie. Dalej zaczyna się odcinek, na którym coraz wyraźniej czuć, że idziemy w stronę masywu Babiej Góry. I właśnie tu wiele osób łapie ten moment: „okej, teraz wchodzimy w większą górę”.
Żywieckie Rozstaje: las, granica i węzeł szlaków
Kawałek dalej pojawiają się Żywieckie Rozstaje – rozdroże schowane w lesie na grzbiecie opadającym z rejonu Cyla. Co ciekawe, grzbietem biegnie też granica polsko-słowacka, więc to miejsce ma w sobie coś z cichego „skrzyżowania świata”: z jednej strony Polska, z drugiej Słowacja, a pośrodku po prostu normalna ścieżka i znaki.
To dobry fragment, żeby trzymać się konsekwentnie znaków i nie kombinować. Las potrafi wyglądać podobnie w każdą stronę, a człowiek bywa kreatywny w najmniej potrzebnym momencie. Idziemy dalej grzbietem, coraz bliżej Cyla, a teren powoli zaczyna przypominać typową „babiogórską” robotę: dłużej pod górę, bardziej konkretnie i z poczuciem, że nagroda będzie dopiero później.
Mała Babia Góra (Cyl): świetny przystanek przed finałem
Wchodzimy na Małą Babią Górę, czyli Cyl – ma 1516 m n.p.m. i jest jednym z wierzchołków w masywie Babiej Góry. Nazwa „Cyl” pasuje jak ulał: szczyt jest dość charakterystyczny, a ludzie lubią tu zaglądać, bo to mocny punkt widokowy i świetne „przedfinałowe” miejsce na złapanie oddechu.
Zwykle przy dobrej widoczności da się stąd popatrzeć na Beskidy, a w dalekich planach często przewijają się Tatry czy pasma po stronie słowackiej. Nie ma co się spinać na „polowanie na panoramy” – jeśli akurat są, to super, jeśli nie, to i tak zostaje satysfakcja z wejścia na solidny szczyt. Cyl ma w sobie ten fajny klimat: już jest wysoko, już czuć góry, a jednocześnie do Diablaka wciąż jest kawałek historii do opowiedzenia nogami.
Przełęcz Brona: bramka na Diablaka
Z Cyla schodzimy na Przełęcz Brona – klasyczny punkt na Babiej, położony mniej więcej na 1412 m n.p.m. To miejsce jest jak bramka na stadion: wielu dochodzi tu z różnych stron, a dalej wszyscy mają podobny cel. Sama nazwa po słowacku („Brána”) też zresztą brzmi jak zaproszenie: przejście dalej jest oczywiste.
W tym rejonie jesteśmy już w Babiogórskim Parku Narodowym, więc obowiązują zasady parku, w tym bilety wstępu. Warto o tym pamiętać, bo Babia jest popularna i dobrze ogarnięta „organizacyjnie” – a park to park, ma swoje reguły.
Babia Góra (Diablak): najwyżej w Beskidach Zachodnich
Z Przełęczo Brona idziemy na Diablaka, najwyższy wierzchołek masywu. Wysokość to 1724 m n.p.m. (często spotkasz też zaokrąglenie do 1725 m), a przez szczyt przebiega granica polsko-słowacka. To ten moment, kiedy czujesz, że „weszło się na serio” – nawet jeśli w głowie leci tylko myśl: „dobra, teraz by się przydało coś do jedzenia”.
Diablak ma w sobie coś symbolicznego, bo to punkt, który dla wielu jest „najwyżej, jak się da bez Tatr”. Przy dobrej pogodzie często wypatruje się stąd Tatr i szerokich panoram Beskidów, ale niezależnie od widoków samo stanie na szczycie daje świetną kropkę nad „i”. No i nazwa „Diablak” sprawia, że brzmi to zawsze trochę bardziej epicko, niż gdyby nazywał się po prostu „Bardzo Wysoka Góra Numer 1”.
Markowe Szczawiny: schronisko, które cieszy samą nazwą
Wracamy w stronę Przełęczy Brona i schodzimy do schroniska PTTK Markowe Szczawiny. Leży na wysokości 1180 m n.p.m., na polanie o tej samej nazwie, i jest jednym z najbardziej znanych miejsc noclegowo-odpoczynkowych w tej części Beskidów. Pierwsze schronisko działa tu od 1906 roku, a obecny budynek otwarto w 2009 – to kawał historii górskiej w praktyce, tylko podany w formie herbaty i ławki.
To też świetny punkt orientacyjny: nawet jeśli nie planujesz długiego postoju, samo „zahaczenie” o Markowe daje wędrówce fajny rytm. Wiele osób robi tu bazę wypadową na Babią, bo stąd na szczyt jest już konkretny, ale sensowny kawałek. A jeśli ktoś twierdzi, że nie lubi schronisk, to zwykle mówi tak do momentu, aż usiądzie w środku – wtedy nagle lubi, tylko „niech nikt nie patrzy”.
Powrót do Zawoi: domknięcie pętli bez pośpiechu
Ze schroniska schodzimy w dół w stronę Zawoi, po drodze mijając miejsca typu Kolista Polana – taki węzeł szlaków, który pomaga utrzymać dobry kierunek i tempo. To fragment, gdzie nogi już wiedzą, że robota została zrobiona, a głowa zaczyna układać sobie w pamięci całą pętlę.
Końcówka jest najlepsza wtedy, gdy nie próbujesz jej „przyspieszyć na siłę”. Lepiej utrzymać równe tempo i spokojnie domknąć trasę w Czatoży, niż robić finisz jak na zawodach. To wędrówka, która ma smak właśnie dlatego, że jest pełna punktów charakterystycznych – Cyl, Przełęcz Brona, Diablak, Markowe – i każdy z nich daje trochę inny rodzaj satysfakcji.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej trasy oceniam jako wysoką na Beskidzkie standardy: jest tu i długi dystans, i sporo przewyższeń, więc nogi mają co robić od startu do samego końca. To raczej nie jest najlepszy wybór na „pierwszy raz w Beskidach”, bo podejść jest dużo, a do tego dochodzi solidny kawał drogi, który trzeba po prostu przejść – bez skrótów i bez udawania, że „już prawie”. Sam marsz to około 7 godzin, a jeśli doliczyć kilka postojów, coś na jedzenie i chwilę na złapanie oddechu, spokojnie robi się z tego cały dzień górskiej zabawy. Jeśli masz już za sobą parę dłuższych wycieczek i wiesz, jak gospodarować siłami, ta pętla odwdzięczy się świetnym, konkretnym górskim dniem – takim, po którym wieczorem kanapa smakuje wyjątkowo dobrze.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Zawoja Czatoża – Mała Babia Góra (Cyl) – Przełęcz Brona – Babia Góra (Diablak) – Przełęcz Brona – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Zawoja Czatoża
Babia-Góra (Diablak) przez Małą Babią Górę z Zawoi Czatoża (FAQ)
Najwygodniej celować w okolice punktu startowego oznaczonego jako „Zawoja, Czatoża, skrzyżowanie” – to praktycznie wejście w podejście i najprostszy logistycznie start pętli. W weekendy i w sezonie miejsca znikają szybko, więc realnie najlepiej być rano, zanim zrobi się tłoczno.
Raczej nie jako „debiut”, bo tu nie chodzi o jeden trudniejszy fragment, tylko o to, że trudniejsze rzeczy dzieją się przez dłuższy czas: podejścia, wysokość i dystans sumują się w porządny wysiłek. To jest świetna propozycja dla osób, które mają już w nogach kilka dłuższych wycieczek i wiedzą, jak gospodarować siłami, kiedy zwolnić, a kiedy trzymać równe tempo. Na plus działa to, że idziesz logicznie: najpierw Cyl, potem Przełęcz Brona i dopiero Diablak, więc „najwyżej” jest w swoim czasie, a nie od razu na dzień dobry. Jeśli zależy ci na pierwszym wejściu bez dużej presji, lepiej celować w krótsze i prostsze warianty, a tę pętlę zostawić jako krok wyżej.
Dla rodzin z małymi dziećmi to zwykle będzie za duże wyzwanie, bo to całodniowa pętla z długim podejściem i odcinkami, na których pogoda potrafi „przycisnąć”. Z nastolatkami, które już chodzą po górach i dobrze znoszą dłuższy wysiłek, trasa może być świetną przygodą – pod warunkiem wczesnego startu i sensownego tempa. W praktyce najlepiej sprawdza się jako plan dla rodzin, które mają już kilka dłuższych wycieczek w nogach, a nie jako „pierwszy raz na Babiej”.
Tak – po zejściu z rejonu Przełęczy Brona schodzisz do Schroniska PTTK Markowe Szczawiny (1180 m), które jest naturalnym miejscem na odpoczynek i „reset” przed domknięciem pętli do Czatoży. To schronisko leży dokładnie na Twoim wariancie przejścia i dobrze spina plan dnia, bo wypada już po zdobyciu Diablaka.
W tym wariancie nie – trasa wchodzi na teren Babiogórskiego Parku Narodowego, gdzie obowiązuje zakaz wprowadzania psów (poza wyjątkami na wybranych odcinkach, które nie rozwiązują tego konkretnego przejścia na Diablak). Jeśli chcesz iść z psem w tej okolicy, trzeba planować trasę tak, żeby w całości trzymać się dopuszczonych odcinków – ten konkretny przebieg pętli się w to nie „spina”.
Najlepszym „przystankiem widokowym” po drodze jest Mała Babia Góra (Cyl) – przy dobrej przejrzystości powietrza masz rozległe panoramy na Beskidy, a Babia/Diablak wygląda stąd bardzo efektownie, bo widać dalszy przebieg grani. Z kolei na Diablaku (1724/1725 m) wchodzisz już w klasyczny klimat „najwyżej w Beskidach Zachodnich” – panorama potrafi sięgać bardzo daleko, łącznie z Tatrami przy dobrej widoczności. Jeśli trafisz na mocny wiatr albo mleko, bywa surowo, ale nawet wtedy sama grań i przestrzeń robią robotę.
Najpewniejsze warunki na tę pętlę są zwykle od późnej wiosny do jesieni, kiedy dzień jest długi i łatwiej „zmieścić” całą trasę bez pośpiechu. Na Babiej kluczowe jest polowanie nie na porę roku, tylko na stabilną prognozę: bez silnego wiatru i bez burz, bo grań (Cyl–Diablak) potrafi szybko zweryfikować plan. Zimą ta trasa robi się opcją dla osób bardzo doświadczonych (wiatr, oblodzenia, ryzyko lawinowe w rejonie masywu), więc jeśli nie masz zimowej praktyki, lepiej wybierać łatwiejsze i bezpieczniejsze cele. Przed wyjściem warto też sprawdzić bieżące komunikaty BgPN o ewentualnych utrudnieniach na szlakach.









