30 października mija 47 lat od jednej z najtragiczniejszych katastrof w historii kopalni „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach. W 1979 roku pod ziemią wybuchł pożar, który pochłonął życie 22 górników. Akcja ratownicza trwała niemal siedem tygodni i należała do najdłuższych w historii polskiego górnictwa węgla kamiennego. Wydarzenia sprzed blisko pół wieku pozostawiły trwały ślad w historii miasta.
Pożar na głębokości 460 metrów. Górnicy zostali odcięci pod ziemią
Do katastrofy doszło 30 października 1979 roku w Kopalni Węgla Kamiennego „Silesia” w Czechowicach-Dziedzicach. Ogień pojawił się na głębokości około 460 metrów, w rejonie przenośnika taśmowego znajdującego się w upadowej transportowej, czyli pochyłym wyrobisku służącym do przewozu materiałów.
Za najbardziej prawdopodobną przyczynę pożaru uznano zapalenie się taśmy przenośnika w rejonie urządzenia napędowego. Według ustaleń przytaczanych w materiałach historycznych doszło do zablokowania ruchu taśmy, co mogło doprowadzić do jej zapłonu.
Rozwijający się pożar odciął drogę ucieczki górnikom pracującym w zagrożonym rejonie. W wyniku katastrofy śmierć poniosło 22 pracowników kopalni. Byli również poszkodowani, którzy doznali ciężkich poparzeń.
Warunki panujące w podziemnych wyrobiskach znacznie utrudniały prowadzenie działań ratowniczych. Wysoka temperatura i rozprzestrzeniający się ogień uniemożliwiały szybkie dotarcie do miejsc, w których znajdowali się górnicy.
Akcja ratownicza trwała niemal 50 dni. Tragedia pozostawiła trwały ślad w historii miasta
Działania ratownicze rozpoczęte 30 października zakończyły się dopiero 18 grudnia 1979 roku. Była to jedna z najdłuższych akcji tego rodzaju w historii polskiego górnictwa węgla kamiennego.
O wyjątkowo trudnych warunkach pracy ratowników pisał publicysta Jan Dziadul, który obserwował działania prowadzone na powierzchni i rozmawiał z uczestnikami akcji. Z ich relacji wynikało, że przedostawanie się w głąb zagrożonych wyrobisk wymagało stopniowego schładzania rozgrzanego stropu i otoczenia. Ratownicy mogli pracować w takich warunkach zaledwie przez kilka minut, po czym konieczna była zmiana zastępu.
Dopiero po wielu dniach udało się rozpocząć wydobywanie ciał ofiar. W realiach PRL szczegóły przebiegu katastrofy i akcji ratowniczej nie były szeroko ujawniane.
Pożar z 1979 roku był drugą wielką katastrofą w czechowickiej kopalni w ciągu zaledwie pięciu lat. Wcześniej, 28 czerwca 1974 roku, doszło tam do wybuchu metanu i pyłu węglowego. Zginęło wówczas 34 górników. Łącznie obie katastrofy pochłonęły życie 56 pracowników zakładu.
Ich pamięć upamiętnia pomnik znajdujący się przy kopalni, przy ulicy Górniczej 60. Monument został odsłonięty i poświęcony 2 sierpnia 1981 roku przez biskupa Herberta Bednorza. Powstał z inicjatywy środowiska górniczego, a przy jego budowie zaangażowali się pracownicy kopalni oraz organizacje związkowe.
Z tragicznymi wydarzeniami związana jest również historia pobliskiego kościoła św. Barbary. W październiku 1980 roku, w pierwszą rocznicę katastrofy, biskup Czesław Domin odprawił nabożeństwo w pobliżu kopalni. W kolejnych latach rozpoczęto budowę świątyni, której architektura miała nawiązywać do tragicznych pożarów.
Projektant kościoła, Antoni Czernow, nadał jego bryle formę przypominającą płomienie ognia. Świątynię poświęcono 4 lipca 1992 roku.
Pamięć o ofiarach katastrofy jest podtrzymywana podczas corocznych uroczystości organizowanych przy kopalnianym pomniku. Przedstawiciele środowiska górniczego, organizacji związkowych i samorządu składają tam kwiaty i zapalają znicze, upamiętniając pracowników, którzy zginęli w katastrofach z 1974 i 1979 roku.













