Dla jednych masaż jest sposobem na napięty kark po wielu godzinach przy komputerze. Dla innych to element regeneracji po treningu albo jedna z niewielu chwil w tygodniu, kiedy naprawdę mogą się zatrzymać. Martyna Kucharska od początku chciała połączyć te potrzeby w jednym miejscu.
Prowadzi w Bielsku-Białej własny, kameralny gabinet Masaż by Martyna Kucharska, rozwija wiedzę na studiach fizjoterapeutycznych i sama jest związana ze sportem. Jej nazwisko jest częścią nazwy firmy, a kontakt z marką prowadzi bezpośrednio do niej. W praktyce lokalne hasło masażystka bielsko prowadzi tu do konkretnej osoby, jej historii i sposobu pracy, a nie do bezosobowego salonu. W ciągu pierwszego roku działalności zbudowała markę, która zgromadziła już dziesiątki bardzo dobrych opinii klientów.
Rozmawiamy o tym, skąd wzięło się zainteresowanie masażem i czego nauczył ją pierwszy rok prowadzenia własnej firmy. Martyna opowiada też, dlaczego nie istnieje jeden masaż odpowiedni dla wszystkich i co jest dla niej najważniejsze w pracy z drugim człowiekiem.
Kiedy poczułaś, że masaż może być czymś więcej niż tylko zawodem?
Myślę, że zaczęło się to dość wcześnie. Już kiedy wybierałam szkołę o profilu masażysty, czułam, że chcę pracować z ludźmi i robić coś, po czym druga osoba rzeczywiście odczuwa zmianę. Od zawsze interesowały mnie też sport, ruch i funkcjonowanie ludzkiego ciała, więc z czasem wszystko zaczęło się naturalnie łączyć.
Później zobaczyłam, jak różne osoby trafiają na masaż. Jedna przychodzi, bo od kilku dni nie może swobodnie ruszyć karkiem, druga jest przeciążona treningami, a ktoś inny mówi po prostu: „jestem tak zestresowana, że nie potrafię się już rozluźnić”. Wtedy zaczęłam rozumieć, że masaż nie sprowadza się wyłącznie do poznania kilku technik.
Najwięcej satysfakcji daje mi moment, kiedy ktoś po masażu wstaje i mówi, że czuje większą swobodę albo pierwszy raz od dawna naprawdę odpoczął. To mogą wydawać się drobne sytuacje. Właśnie one przekonały mnie jednak, że chcę rozwijać się w tym kierunku.
Dlatego zdecydowałam się również na studia z fizjoterapii. Im więcej pracuję z ludźmi, tym wyraźniej widzę, ile jeszcze można nauczyć się o ciele, ruchu i źródłach różnych napięć. Zależy mi, żeby tę wiedzę cały czas poszerzać.

Co sprawiło, że zdecydowałaś się otworzyć własny gabinet masażu w Bielsku-Białej?
Chciałam stworzyć miejsce po swojemu. Zależało mi na gabinecie, w którym klient nie czuje, że jest kolejną osobą w grafiku i za chwilę trzeba zrobić miejsce następnej.
Ważna była dla mnie spokojna atmosfera i czas na rozmowę. Przed masażem chcę móc zapytać, z czym ktoś przychodzi, jak wygląda jego dzień, czy pracuje siedząco, czy trenuje, gdzie czuje największe napięcie i czego oczekuje od wizyty. Czasami już podczas takiej krótkiej rozmowy okazuje się, że masaż wybrany przy rezerwacji niekoniecznie odpowiada temu, czego dana osoba najbardziej potrzebuje.
Własny gabinet daje mi możliwość pracy właśnie w taki sposób.
Na początku było oczywiście sporo niepewności. Prowadzenie gabinetu szybko okazało się czymś znacznie szerszym niż samo wykonywanie masaży. Nagle dochodzą rezerwacje, organizacja, promocja, strona internetowa, opinie klientów i wiele spraw, o których wcześniej człowiek nawet nie myśli.
Z czasem zaczęły wracać pierwsze osoby, pojawiały się polecenia i kolejne opinie. To dało mi potwierdzenie, że obrany kierunek ma sens. Szczególnie ważne było dla mnie to, że klienci pisali nie tylko o samym masażu, ale też o atmosferze, rozmowie i indywidualnym podejściu. Właśnie takie miejsce chciałam stworzyć.
Z jakimi problemami klienci najczęściej przychodzą dziś na masaż?
Bardzo często widzę konsekwencje codziennego trybu życia. Wiele osób przez osiem czy dziewięć godzin siedzi przed komputerem, później wsiada do samochodu, a wieczorem odpoczywa z telefonem w ręku. Ciało praktycznie przez cały dzień pozostaje więc w podobnej pozycji.
Najczęściej słyszę o napiętym karku, barkach, dyskomforcie między łopatkami czy sztywnych plecach. Nie dotyczy to wyłącznie osób starszych. Coraz więcej młodych ludzi zgłasza podobne problemy.
Drugą dużą grupą są osoby aktywne. Sama lubię sport, dlatego dobrze rozumiem ten moment, kiedy głowa chciałaby zrobić kolejny trening, ale ciało zaczyna już mówić: „daj mi chwilę”. Przeciążenia po bieganiu, treningu siłowym, rowerze czy sportach walki wyglądają inaczej niż u osoby siedzącej cały dzień przy biurku, dlatego sposób pracy również powinien być inny.
Jest też trzecia grupa, o której czasami zapominamy: osoby, którym właściwie nic konkretnego nie boli, ale są po prostu zmęczone i przebodźcowane.
Przychodzą i mówią: „chcę przez godzinę nic nie musieć”.
To jest dla mnie równie ważny powód do wizyty. Nie zawsze trzeba czekać, aż ciało zacznie bardzo mocno domagać się uwagi.
Skąd wiesz, jaki rodzaj masażu będzie odpowiedni dla konkretnej osoby?
Zaczynam od rozmowy. Nie chciałabym pracować w taki sposób, że ktoś wybiera nazwę masażu z cennika i od tego momentu mamy gotowy schemat na całą godzinę.
Pytam przede wszystkim, co dana osoba czuje i z czym przychodzi. Znaczenie mają charakter pracy, aktywność fizyczna, wcześniejsze urazy i obecne dolegliwości. Liczą się też zwykłe preferencje. Jedna osoba lubi mocniejszy nacisk, a dla drugiej ta sama intensywność będzie po prostu nieprzyjemna.
To szczególnie ważne przy pierwszej wizycie. Klient nie musi znać różnic pomiędzy wszystkimi rodzajami masażu. Moją rolą jest je wyjaśnić i wspólnie znaleźć opcję najlepiej dopasowaną do jego potrzeb.
Jeżeli ktoś przez większość dnia pracuje przy komputerze i najbardziej przeszkadza mu napięcie karku oraz górnej części pleców, skupimy się właśnie na tych obszarach. Po intensywnym okresie w pracy lepszym wyborem może być masaż relaksacyjny, kiedy główną potrzebą jest odpoczynek i wyciszenie. U osoby regularnie trenującej cel wizyty wygląda inaczej, dlatego wtedy możemy skupić się bardziej na regeneracji.
Staram się przede wszystkim słuchać. Nie zakładam, że skoro dana technika dobrze sprawdziła się u dziesięciu osób, jedenasta zareaguje dokładnie tak samo.

Masaż relaksacyjny, klasyczny czy sportowy – klienci wiedzą, czego potrzebują?
Często nie wiedzą. I naprawdę nie muszą wiedzieć.
Nazwy poszczególnych masaży są oczywiste dla osób pracujących w tej branży, ale klient może po prostu czuć, że ma spięte ciało i chce coś z tym zrobić. Nie oczekuję więc, że przed pierwszą wizytą będzie dokładnie znał wszystkie różnice.
Masaż klasyczny jest dość uniwersalnym rozwiązaniem, kiedy chcemy popracować nad ogólnym napięciem mięśni. Przy masażu relaksacyjnym tempo jest spokojniejsze, a większy nacisk kładziemy na wyciszenie. To dobry wybór szczególnie dla osób przeciążonych stresem i codziennym tempem życia.
Inny cel ma masaż sportowy, skierowany przede wszystkim do osób aktywnych. Sposób pracy zależy tutaj także od rodzaju sportu, częstotliwości treningów i etapu treningowego. Nie ma więc jednego identycznego schematu dla każdej aktywnej osoby.
Nie podoba mi się natomiast przekonanie, że dobry masaż musi boleć. Czasem słyszę: „proszę naprawdę mocno, bo inaczej nie będzie efektu”. Intensywność sama w sobie nie jest celem. Mocniejsza praca może być w danej sytuacji uzasadniona, ale nie powinna polegać na sprawdzaniu, ile klient jest w stanie wytrzymać.
Dlatego podczas pierwszej wizyty dużo rozmawiam i obserwuję reakcję ciała. Jeżeli trzeba, zmieniam nacisk albo sposób pracy.
Sama jesteś aktywna fizycznie i studiujesz fizjoterapię. Jak wpływa to na Twoją pracę?
Sport pomaga mi rozumieć osoby, które do mnie przychodzą. Sama wiem, jak wygląda zmęczenie po treningu, jak potrafią zachowywać się przeciążone mięśnie i jak trudno czasami zrobić sobie dzień odpoczynku, kiedy człowiek lubi aktywność. Dzięki temu łatwiej mi rozmawiać z osobami, które regularnie trenują.
Nie patrzę na regenerację jako na coś całkowicie oderwanego od treningu.
Studia z fizjoterapii są kolejnym etapem mojego rozwoju. Im więcej się uczę, tym wyraźniej widzę, że ciało nie jest prostym układem, w którym wystarczy znaleźć jedno spięte miejsce i je „naprawić”. Ta wiedza daje mi szersze spojrzenie na to, z czym przychodzi klient.
Nauczyło mnie to również większej ostrożności w składaniu obietnic. Nie chcę mówić klientowi: „zrobię jeden masaż i problem zniknie”, bo każdy organizm reaguje inaczej. Czasami poprawa komfortu jest odczuwalna bardzo szybko, a czasami potrzeba więcej czasu. Są też sytuacje, w których sam masaż nie jest właściwym rozwiązaniem i warto skonsultować problem z lekarzem lub fizjoterapeutą.
Wiedza daje mi więc więcej możliwości pracy. Jednocześnie coraz lepiej pokazuje mi, gdzie są jej granice.
Masz już wiele bardzo dobrych opinii klientów. Co jest dla Ciebie najważniejsze w budowaniu ich zaufania?
Najważniejsze jest dla mnie, żeby klient od początku wiedział, że może normalnie powiedzieć, czego potrzebuje. Nie musi dostosowywać się do mnie ani znosić czegoś tylko dlatego, że „tak wygląda masaż”.
Może powiedzieć, że nacisk jest za mocny. Może poprosić, żebym przez chwilę nie rozmawiała. Może też przyjść pierwszy raz i powiedzieć wprost: „trochę się stresuję, nigdy wcześniej nie byłem na masażu”. Dla mnie to są zupełnie normalne sytuacje.
Masaż jest bardzo bezpośrednią pracą z drugim człowiekiem. Bez poczucia komfortu trudno więc mówić o dobrej wizycie. Dlatego przed rozpoczęciem chcę dowiedzieć się czegoś o osobie, z którą będę pracować, a w trakcie zwracam uwagę na jej reakcję.
Cieszą mnie pozytywne opinie, szczególnie kiedy ktoś wspomina, że czuł się swobodnie i zaopiekowany. Oczywiście miło przeczytać, że komuś odpuścił napięty kark albo że wyszedł z gabinetu rozluźniony. Słowa o zaufaniu i atmosferze znaczą dla mnie jednak chyba jeszcze więcej.
W lokalnym biznesie takim jak gabinet masażu w Bielsku-Białej opinia klienta wiąże się też z dużą odpowiedzialnością. Ludzie często trafiają do mnie z polecenia albo po przeczytaniu recenzji innych osób. Mam świadomość, że kiedy ktoś po raz pierwszy przekracza drzwi gabinetu, przychodzi już z określonymi oczekiwaniami.
Nie próbuję więc za wszelką cenę udowadniać, że wiem wszystko. Wolę wysłuchać, sprawdzić, jak ciało reaguje, i dopiero wtedy dopasować sposób pracy.
Co chcesz rozwijać w swoim gabinecie w kolejnych latach?
Na pewno chcę dalej rozwijać swoją wiedzę. Fizjoterapia jest dla mnie naturalnym kierunkiem, bo pozwala coraz lepiej rozumieć ciało i pracę z osobami, które przychodzą z napięciami czy przeciążeniami.
Chcę również rozwijać gabinet, ale nie zależy mi na tym, żeby za wszelką cenę stworzyć ogromne miejsce, przez które dziennie przewijają się dziesiątki anonimowych osób. Bardzo lubię bezpośrednią relację z klientem i nie chciałabym jej stracić.
Pierwszy rok prowadzenia firmy dużo mnie nauczył. Na początku człowiek myśli przede wszystkim o zdobywaniu klientów. Później zauważa, że dużo ważniejsze jest to, żeby osoby, które już przyszły, chciały wracać i wiedziały, że mogą Ci zaufać.
Chciałabym więc, żeby rozwój gabinetu był naturalny. Więcej wiedzy, coraz lepsza jakość pracy, kolejne osoby trafiające z polecenia i oferta dopasowana do tego, czego rzeczywiście potrzebują klienci. Na tym kierunku zależy mi najbardziej.
Dla mnie nadal najważniejsza jest ta sama sytuacja, od której wszystko się zaczęło. Ktoś przychodzi spięty, zmęczony albo przeciążony, a wychodzi z poczuciem, że zrobił dla siebie coś dobrego. I jeżeli po czasie wraca i mówi: „Martyna, znowu potrzebuję Twojej pomocy”, to chyba najlepszy dowód, że ten gabinet rozwija się w dobrym kierunku.
*Artykuł Sponsorowany



