Pod koniec II wojny światowej jedno z najbardziej znanych schronisk Beskidu Małego znalazło się w poważnym niebezpieczeństwie. Wycofujący się niemieccy żołnierze mieli rozkaz podpalenia budynku, który od lat służył turystom. Schronisko jednak ocalało, a historia jego uratowania należy do najbardziej niezwykłych epizodów w dziejach beskidzkiej turystyki.

Niemcy otrzymali rozkaz podpalenia schroniska. Gospodarz sięgnął po bimber

Był styczeń 1945 roku. Niemieckie wojska wycofywały się z rejonu Wadowic w kierunku Bielska, a działania wojenne zbliżały się do końca. W tym czasie zagrożone zniszczeniem zostało schronisko pod Leskowcem, położone na zboczach Gronia Jana Pawła II, znanego wówczas jako Jaworzyna.

Według zachowanych relacji niemieccy żołnierze otrzymali rozkaz podpalenia budynku. Na miejscu przebywał jego wieloletni gospodarz Jan Targosz, który wraz z żoną opiekował się schroniskiem przez cały okres okupacji.

Jak wynika z historii opublikowanej na stronie schroniska PTTK, Targosz poczęstował niemieckich żołnierzy bimbrem. Alkohol miał przekonać ich do odstąpienia od wykonania rozkazu. Budynek nie został podpalony i przetrwał ostatnie miesiące wojny.

Opowieść ta pojawia się również w starszych publikacjach poświęconych historii turystyki górskiej. Tomasz Mianowski w artykule „Schroniska górskie w latach okupacji niemieckiej”, opublikowanym w maju 1995 roku w miesięczniku „Na Szlaku”, wskazywał, że Targosz przekupił alkoholem żołnierzy Volkssturmu, którzy mieli zniszczyć schronisko.

Nieco inaczej wydarzenie przedstawia Jan Gajczak w opracowaniu „Schronisko pod Leskowcem”, zamieszczonym w 2001 roku w czasopiśmie historyczno-kulturalnym „Wadoviana”. Autor pisze o rozkazie wydanym przez Wehrmacht i podkreśla, że małżonkowie Targoszowie przekonali żołnierzy, aby odstąpili od podpalenia. W tej relacji nie pojawia się jednak szczegół dotyczący alkoholu.

Oba opracowania są zgodne co do zasadniczego przebiegu wydarzeń: schronisko było przeznaczone do zniszczenia, a starania gospodarzy pozwoliły je ocalić. Różnią się natomiast w kwestii formacji wojskowej oraz sposobu przekonania żołnierzy.

Niemcy mieli spalić schronisko w Beskidzie Małym. Gospodarz poczęstował ich bimbrem i uratował budynek
fot. fotopolska.eu

Jan Targosz przez lata pilnował schroniska, mimo trudnych warunków

Historia budynku sięga 1932 roku. Schronisko powstało z inicjatywy działaczy Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego z Wadowic, którzy od 1926 roku zabiegali o utworzenie bazy noclegowej we wschodniej części Beskidu Małego.

Wiosną 1932 roku zakupiono teren pod szczytem Jaworzyny. Budowę nadzorował Czesław Panczakiewicz, jeden z najważniejszych organizatorów turystyki górskiej w regionie. Prace wykonał miejscowy cieśla Jan Bargiel z Targoszowa. Uroczyste otwarcie schroniska odbyło się 3 września 1932 roku.

Początkowo był to niewielki drewniany budynek na kamiennej podmurówce. Zainteresowanie turystów okazało się jednak na tyle duże, że już w 1934 roku dobudowano jadalnię i powiększono kuchnię. Pierwszym gospodarzem był Franciszek Byrski, którego w 1938 roku zastąpił Jan Targosz wraz z żoną.

Wybuch II wojny światowej całkowicie zmienił funkcjonowanie obiektu. Schronisko przeszło pod administrację niemieckiego towarzystwa turystycznego Beskidenverein. Mimo zmiany zarządu Targosz otrzymał polecenie dalszego prowadzenia budynku.

Warunki były wyjątkowo trudne. Ruch turystyczny niemal zamarł, a niemiecka organizacja nie wykazywała większego zainteresowania utrzymaniem obiektu. Jak opisuje Jan Gajczak, Targoszowie mieli utrzymywać się z niewielkich wpływów od nielicznych odwiedzających, co w praktyce oznaczało życie w ubóstwie.

Jan Targosz posiadał niewielkie gospodarstwo rolne w Targoszowie, jednak nie zdecydował się opuścić schroniska. Obawiał się, że pozostawiony bez opieki budynek zostanie rozgrabiony, zdewastowany lub spalony. Przez kolejne lata wraz z żoną pozostawał więc w górach, pilnując obiektu pomimo trudności związanych z wojną i brakiem dochodów.

Schronisko przetrwało wojnę, ale jego gospodarz musiał odejść

Ocalenie budynku przed podpaleniem nie oznaczało końca problemów. Po wycofaniu się niemieckich oddziałów w rejonie schroniska pojawili się partyzanci. Dla Jana Targosza oznaczało to kolejne trudności, tym razem związane z powstającą władzą komunistyczną.

Jak opisuje Jan Gajczak, powojenne organy bezpieczeństwa podejrzewały gospodarza o współpracę z oddziałami leśnymi, uznawanymi przez nowe władze za przeciwników politycznych. Ostatecznie Targosz zrezygnował z prowadzenia schroniska.

Sam budynek wyszedł z wojny bez poważniejszych uszkodzeń konstrukcyjnych, choć część jego wyposażenia została rozgrabiona. Po reaktywowaniu działalności Polskiego Towarzystwa Tatrzańskiego w Wadowicach Czesław Panczakiewicz rozpoczął działania zmierzające do zabezpieczenia schroniska i przywrócenia mu przedwojennej funkcji.

Następcą Targosza został Stefan Bargiel z Targoszowa, który po kilku miesiącach również zrezygnował z prowadzenia nierentownego obiektu. Kolejnymi gospodarzami byli Jan i Jadwiga Rzyccy z Ponikwi.

Historia schroniska pod Leskowcem nie była odosobnionym przypadkiem. Tomasz Mianowski opisał także podobne wydarzenie ze schroniska na Luboniu Wielkim. Tamtejsza gospodyni, Karolina Kaleciakowa, miała przekonać niemieckiego dowódcę do odstąpienia od podpalenia budynku, wręczając mu butelkę bimbru. Inne beskidzkie schroniska nie miały tyle szczęścia – podczas wojny zniszczono między innymi obiekty na Policy i Turbaczu.

W kolejnych dziesięcioleciach schronisko pod Leskowcem stopniowo modernizowano. W latach 50. XX wieku powstały dodatkowe pomieszczenia noclegowe, rozbudowano zaplecze gospodarcze i przeprowadzono prace konserwacyjne. Znacznie większą przebudowę wykonano na przełomie XX i XXI wieku.

W 2002 roku, podczas obchodów 70-lecia powstania obiektu, schronisku nadano imię Czesława Panczakiewicza, jednego z głównych inicjatorów jego budowy. Wydarzenie upamiętniono również tablicą umieszczoną na budynku.

Schronisko funkcjonuje do dziś pod nazwą Schronisko PTTK Leskowiec, chociaż faktycznie znajduje się pod szczytem Gronia Jana Pawła II, a nie bezpośrednio na Leskowcu. Jest jednym z najstarszych schronisk turystycznych we wschodniej części Beskidu Małego.