DŁUGOŚĆ SZLAKU
15.8KM
SUMA WZNIESIEŃ
969m
CZAS PRZEJSCIA
5:40h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Szlak na Pilsko z Sopotni Wielkiej – Zielonym szlakiem przez Halę Miziową
Są takie trasy, które od razu ustawiają dzień w trybie „konsekwentnie do celu”. Wejście na Pilsko z Sopotni Wielkiej (przysiółek Mrozków) właśnie takie jest: długo trzyma w napięciu, bo najpierw trzeba porządnie podejść, a dopiero potem zaczynają się te bardziej „grzbietowe” klimaty. To dobra opcja, jeśli lubisz wędrówki, gdzie po drodze dzieje się sporo: przełęcz, hale, schronisko i w końcu szczyt, który w Beskidzie Żywieckim robi za klasyka.
Najfajniejsze w tej trasie jest to, że prowadzi przez miejsca, które same w sobie są celem. Przełęcz Buczynka to takie górskie „drzwi” do wyższej części masywu, Hala Miziowa daje poczucie, że wchodzisz w serce Pilska, a dalej już idzie się grzbietem w stronę Góry Pięciu Kopców i samego wierzchołka. Całość w obie strony ma około 15,8 km i wychodzi mniej więcej 5 godzin 40 minut marszu, więc to wycieczka na pełny dzień – bez nerwowego zerkania na zegarek co pięć minut.
To propozycja dla osób, które chcą solidnego podejścia, ale bez kombinowania z logistyką i dojazdami „na dwa auta”. Idziesz tam i wracasz tą samą drogą, więc plan jest prosty: trzymasz zielony, a później pod schroniskiem i na grzbiecie pilnujesz oznaczeń. I tyle. Niby niewiele, a jak miło, kiedy w górach wszystko jest czytelne.
Start w Sopotni Wielkiej: spokojnie, ale to dopiero rozgrzewka
Zaczyna się w Sopotni Wielkiej, w rejonie Mrozkowa, gdzie najpierw łapiesz rytm na dojeściu drogą. Ten początek jest dość „cywilny” – kawałek idzie się szosą, zanim na serio wkręcisz się w zielone znaki i górski tryb. To moment, w którym nogi jeszcze udają, że to tylko spacer, a plecak dopiero uczy się, gdzie ma leżeć, żeby nie wkurzać po kwadransie.
Potem robi się bardziej terenowo: pojawiają się odcinki prowadzące leśnymi drogami i ścieżkami, już bez asfaltowej grzeczności. Szlak łapie wysokość konsekwentnie, bez teatralnych serpentyn „dla efektu”, raczej takim upartym „do góry, bo tak”. Dobrze jest trzymać równe tempo, bo ten fragment lubi zjadać minuty wtedy, kiedy człowiek przesadzi z ambicją na starcie.
Po drodze celem staje się Przełęcz Buczynka. Sama przełęcz to nie jest miejsce z wielkim placem i fanfarami, raczej praktyczny punkt na trasie – takie „ok, jesteśmy wyżej, teraz kolejny etap”. Wysokościowo to już okolice ponad 1100 m n.p.m., więc czuć, że wchodzisz w poważniejszą część Beskidu Żywieckiego.
Przełęcz Buczynka i Hala Górowa: beskidzki przystanek z klimatem
Za przełęczą wędrówka prowadzi dalej zielonym w stronę Hali Górowej. I tu robi się fajnie, bo to nie jest tylko „kolejny odcinek do zaliczenia”, ale miejsce, które ma swoją historię i charakter. Na Hali Górowej działa studencka baza namiotowa – sezonowa, znana wśród wędrowców jako punkt z takim prawdziwie wędrownym DNA. Nawet jeśli nie planujesz noclegu, samo minięcie tego miejsca dodaje trasie smaku: nagle to nie jest tylko szlak, tylko fragment większej górskiej opowieści.
Idzie się tu wciąż w dużej mierze leśnymi odcinkami, przeplatanymi halami. To dobry moment, żeby przypomnieć sobie, że Beskidy potrafią być konkretne: niby bez skalnych ścian, a jednak podejście robi robotę. I tak, to jest ta część, w której „jeszcze tylko kawałek” potrafi mieć bardzo elastyczne znaczenie.
Po minięciu Hali Górowej kierunek jest jasny: Hala Miziowa. Im bliżej, tym bardziej czuć, że zbliżasz się do dużego węzła szlaków, takiego miejsca, gdzie spotyka się kilka dróg i nagle robi się bardziej „turystycznie” w sensie infrastruktury i oznaczeń. W skrócie: jest gdzie skręcić, ale na szczęście wiadomo, gdzie i po co.
Hala Miziowa i schronisko: serce tej wycieczki
Hala Miziowa to szeroka, otwarta przestrzeń na wysokości około 1274 m n.p.m., kojarzona zarówno z turystyką pieszą, jak i narciarską – w okolicy działają wyciągi, jest też zaplecze ratownicze GOPR i stacja meteorologiczna IMGW. To miejsce, gdzie wiele osób robi naturalny przystanek „w drodze na Pilsko”, bo aż się prosi, żeby choć na chwilę zwolnić i złapać oddech.
Schronisko PTTK na Hali Miziowej jest właśnie takim punktem, który porządkuje dzień w górach. Bez względu na to, czy planujesz dłuższą przerwę, czy tylko krótkie zatrzymanie, samo dojście tutaj daje poczucie, że pierwszy duży etap jest załatwiony. I to jest przyjemne uczucie – takie „ok, teraz już idziemy po swoje”. Co ciekawe, obecne schronisko działa od 2003 roku; wcześniej historia tego miejsca była dość burzliwa, bo starszy obiekt spłonął, a przez lata funkcjonowały rozwiązania prowizoryczne.
Wokół schroniska łatwo zauważyć, że Hala Miziowa to skrzyżowanie szlaków: zielony, czerwony, żółty, czarny – kolorów jest tu więcej niż w pudełku kredek. Na tej trasie to akurat plus, bo przez chwilę idziesz wspólnymi odcinkami i masz poczucie, że jesteś na naprawdę popularnej górskiej „autostradzie”, tylko bez klaksonów i bez stania w korku.
Na grzbiet: Góra Pięciu Kopców i finisz na Pilsku
Za Halą Miziową wchodzisz w odcinek, który prowadzi już wyraźnie w stronę grzbietu: pojawiają się nazwy typu Pod Kopcem i Hala Słowikowa, a potem cel robi się czytelny – Góra Pięciu Kopców. To ważna kulminacja na polskiej stronie masywu, często traktowana jako „prawie Pilsko”, bo stąd na szczyt zostaje już tylko domknięcie planu. I właśnie to domykanie bywa zdradliwe: człowiek widzi, że „to już”, więc przyspiesza, a nogi mają wtedy własne zdanie.
Sam odcinek grzbietowy prowadzi w rejonie granicy polsko-słowackiej, bo Pilsko jest górą graniczną. To jeden z powodów, dla których tak wielu ludzi chce tu wejść: nie tylko dla wysokości, ale też dla tego specyficznego klimatu szerokich beskidzkich przestrzeni na granicznym grzbiecie.
Pilsko ma 1557 m n.p.m. i jest jednym z najwyższych punktów całych Beskidów, więc wejście tutaj zawsze smakuje jak „konkretny szczyt”, nie tylko spacer na lokalną górkę. Na wierzchołku bywa, że przy dobrej pogodzie widać szerokie panoramy na beskidzkie pasma, a czasem dalej – ale to już klasyka: góry pokazują, co chcą, a nie to, co człowiek sobie zaplanuje w domu.
Powrót tą samą drogą: prosto, czytelnie i bez kombinowania
Zejście jest dokładnie tym, co obiecuje plan: wracasz po swoich śladach, więc nie ma ryzyka, że nagle „z ciekawości” wylądujesz w innej dolinie. To wygodne szczególnie wtedy, gdy dzień ma być spokojnie kontrolowany: wiesz, ile mniej więcej zostało do schroniska, potem do przełęczy, a na końcu do startu w Sopotni. Trasa w naturalny sposób dzieli się na odcinki „do kolejnego znanego miejsca”, więc głowa ma za co się złapać.
Ten powrót ma też jeden plus psychologiczny: kiedy znowu pojawia się Hala Miziowa i schronisko, łatwo złapać drugi oddech. A potem zostaje już zejście w dół, które zwykle idzie sprawniej niż poranne podejście – choć kolana czasem mają ochotę dodać do tego własny komentarz. No cóż, każdy wędrówkowy duet ma w końcu swoje dramaty: ty i kolana, klasyka gatunku.
Na końcówce wraca też ten krótki, „cywilny” fragment, gdzie pojawia się szosa. I nagle okazuje się, że asfalt potrafi być bardziej bezlitosny niż górska ścieżka – bo przynajmniej w lesie jest na czym zawiesić wzrok. Tutaj pozostaje dokończyć marsz do miejsca startu i mentalnie przybić piątkę za domkniętą trasę.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej trasy można spokojnie określić jako średnią, ale to ten typ „średniej”, który daje w nogi pod koniec dnia. To jeden z dłuższych wariantów wejścia na Pilsko – sama wędrówka zajmuje blisko sześć godzin bez przerw, a suma podejść dochodzi do prawie tysiąca metrów, więc to już konkretna górska robota, a nie niedzielny spacer. Szlak jest wymagający kondycyjnie, momentami długi mentalnie, ale jak najbardziej do przejścia dla osób, które mają już trochę gór w nogach i wiedzą, jak rozłożyć siły. Dla rodzin z małymi dziećmi to po prostu za dużo jak na jeden dzień, natomiast ze starszymi, przyzwyczajonymi do dłuższych wycieczek, jak najbardziej ma to sens – pod warunkiem, że wszyscy są gotowi na prawdziwą, całodniową wyprawę, a nie szybki wyskok na górkę „na chwilę”.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Sopotnia Wielka – Przełęcz Buczynka – Hala Miziowa (Schronisko PTTK na Hali Miziowej) – Góra Pięciu Kopców – Pilsko – Powrót tą samą trasą
Szlak na Pilsko z Sopotni Wielkiej – Zielonym szlakiem przez Halę Miziową (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na parkingu „Na Tartaku” w Sopotni Wielkiej i dojść kawałek szosą do Mrozkowa, gdzie łapie się zielone znaki. To popularny punkt startowy, więc w ładne dni warto być rano, bo miejsca potrafią znikać szybciej niż drożdżówka przy szkolnym sklepiku.
Dla zupełnie początkujących to może być zbyt długi dzień w nogach, bo wariant z Sopotni jest jednym z dłuższych podejść na Pilsko i wymaga trzymania tempa przez kilka godzin. Jeśli masz już za sobą parę górskich wyjść i kondycję „na całodniową robotę”, to da się to zrobić spokojnie i bez dramatu.
Z małymi dziećmi raczej bym tego nie planował, bo długość i suma podejść robią swoje, a to nie jest trasa „z opcją szybkiego skrótu w razie fochów”. Ze starszymi dzieciakami, które już chodziły po górach i ogarniają dłuższy marsz, ten wariant może być jak najbardziej sensowny.
Tak — po drodze jest Schronisko PTTK na Hali Miziowej, czyli klasyczny przystanek na odpoczynek i coś ciepłego, zanim pójdzie się dalej na grzbiet. Samo miejsce leży na Hali Miziowej, która jest dużym węzłem szlaków i naturalnym „checkpointem” na tej trasie.
Na samym szlaku pies jest jak najbardziej do ogarnięcia, tylko standardowo trzeba mieć go pod kontrolą (zwłaszcza w okolicach schroniska i na halach). Jeśli planujesz wejść do schroniska z psem albo nocleg, to schronisko dopuszcza zwierzęta, ale obowiązują konkretne zasady (m.in. tylko pokoje indywidualne i dodatkowa opłata).
Na Hali Miziowej często świetnie widać Babią Górę — to jeden z tych widoków, które same robią „pauzę na zdjęcie”. Z Pilska przy dobrej przejrzystości powietrza trafiają się szerokie panoramy na Beskid Żywiecki i Tatry, więc warto zostawić w telefonie trochę miejsca.
Najbardziej komfortowo wychodzi późną wiosną, latem i jesienią, kiedy podejście leśnymi odcinkami jest suche, a na halach nie walczysz z zimowym oblodzeniem. Zimą da się tu iść, ale to już wyjście „na warunki” (wiatr, twardy śnieg, zmienna widoczność), więc przydają się doświadczenie i sensowny sprzęt.






