Miała ważyć około 50 kilogramów i pomóc dzikim zwierzętom. Tymczasem dynia wyhodowana przez mieszkańca Porąbki osiągnęła według wykonanych pomiarów szacunkową masę przekraczającą 140 kilogramów. Historia niezwykłej uprawy jest jednak tylko częścią większego projektu. Ronald van Rhijn, Holender mieszkający u podnóża Beskidów, od dwóch lat zmienia swój ogród w miejsce przyjazne dzikiej przyrodzie i dokumentuje pojawiające się tam zwierzęta.
Z ekstremalnego sportu do obserwowania przyrody w Porąbce
Ronald van Rhijn pochodzi z Holandii, a obecnie mieszka wraz z narzeczoną w Porąbce. Zanim przeprowadził się do Polski, przez wiele lat związany był ze sportem wyczynowym. Jak relacjonuje, ukończył ponad 100 ekstremalnych zawodów, w tym biegi przeszkodowe, biegi terenowe i górskie, zawody skyrunningowe oraz maratony po schodach.
Dwunastokrotnie brał także udział w zawodach Red Bull 400, których uczestnicy mierzą się z wyjątkowo stromym podbiegiem prowadzącym po skoczni narciarskiej.
Sportową karierę zakończył jednak poważny wypadek. W sierpniu 2023 roku podczas zawodów van Rhijn doznał ciężkiej kontuzji kolana. Uraz okazał się na tyle poważny, że dalsze starty na dotychczasowym poziomie nie były możliwe.
Wspólnie z narzeczoną zdecydował się wtedy rozpocząć nowy etap życia. Para przeprowadziła się do Polski i zamieszkała w Porąbce. Sportowe wyzwania zostały stopniowo zastąpione działalnością związaną z przyrodą. Ronald zaczął zajmować się ogrodem, obserwować zwierzęta oraz regularnie sprzątać pobliski las.
Duże znaczenie w rozwijaniu jego zainteresowania lokalną naturą miała również babcia, z którą utrzymywał codzienny kontakt. Kobieta interesowała się otoczeniem, w którym zamieszkał jej wnuk, dlatego regularnie otrzymywała od niego fotografie i nagrania przedstawiające przyrodę Beskidów.
Nie zdążyła jednak odwiedzić Porąbki. Zmarła w grudniu 2024 roku. Po jej śmierci Ronald zdecydował się kupić profesjonalne fotopułapki. W ten sposób powstał projekt „The Garden Observer”, którego celem jest dokumentowanie życia dzikich zwierząt pojawiających się w bezpośrednim sąsiedztwie domu.
LINK DO KANAŁU MOŻNA ZNALEŹĆ: TUTAJ
Mieszkaniec Porąbki podkreśla, że materiał powstaje bez aranżowania scen i ingerowania w zachowanie zwierząt. Nagrania pokazuje również na YouTube, prezentując przyrodę Beskidów w naturalnym otoczeniu.
Jego ogród znajduje się na skraju lasu, u podnóża Beskidów. Od około dwóch lat właściciel konsekwentnie ogranicza w nim ingerencję człowieka. Nie stosuje pestycydów, a część terenu pozostawia w naturalnym stanie.
Rezultaty zaczął zauważać stosunkowo szybko. W pierwszym roku naliczył w ogrodzie 23 gatunki motyli. W obecnym sezonie liczba ta zbliżyła się już do 50, przy czym zestawienie nie obejmuje motyli nocnych.
Zmianę szczególnie dobrze widać również po zmroku. Początkowo Ronald obserwował zaledwie jednego lub dwa świetliki. W tym sezonie w letnie noce pojawiały się ich już dziesiątki.
Ogród zaczął przyciągać także wiele innych zwierząt. Nocami można obserwować w nim nietoperze i sowy. Fotopułapki oraz regularne obserwacje pozwoliły natomiast udokumentować obecność jaszczurek zwinek, padalców, zaskrońców, dzierzb gąsiorków i dzięciołów.
W pobliżu pojawiają się również większe ssaki. Kamery rejestrowały jelenie, lisy, borsuki i dziki, a wśród udokumentowanych zwierząt znalazły się nawet wilki.

Dynia miała osiągnąć 50 kilogramów. Pomiar wskazuje już ponad 140 kg
W tym sezonie pojawił się kolejny pomysł związany z przyrodą. Ronald postanowił wyhodować dużą dynię, która docelowo miała zostać przeznaczona na wsparcie lokalnego ośrodka zajmującego się rehabilitacją dzikich zwierząt.
Początkowe założenie było znacznie skromniejsze. Celem było uzyskanie dyni ważącej około 50 kilogramów. Roślina rosła jednak znacznie szybciej, niż przewidywał jej właściciel.
Zgodnie z wykonanymi pomiarami metodą OTT, służącą do szacowania masy dużych dyń na podstawie ich obwodu i pozostałych wymiarów, jej przypuszczalna waga przekroczyła już 140 kilogramów.
Ogromna dynia stała się jednym z najbardziej charakterystycznych elementów ogrodu. Ronald dokumentuje kolejne etapy jej wzrostu, a na zdjęciach regularnie pojawiają się również dwa należące do niego mopsy, które właściciel żartobliwie nazywa „szefami” i strażnikami niezwykłej uprawy.
Pierwotny plan wykorzystania dyni trzeba było jednak zmienić. Lokalny ośrodek rehabilitacji dzikich zwierząt nie ma obecnie podopiecznych, dla których taka ilość dyni mogłaby zostać wykorzystana jako pokarm.
Ronald rozpoczął więc poszukiwania innego miejsca, w którym ponad 140-kilogramowa dynia mogłaby się przydać. Skontaktował się już między innymi z zagrodą żubrów i liczy, że niezwykła uprawa ostatecznie trafi tam, gdzie będzie mogła zostać wykorzystana jako pożywienie dla zwierząt.












