DŁUGOŚĆ SZLAKU
16.3KM
SUMA WZNIESIEŃ
1007m
CZAS PRZEJSCIA
5:30h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Śląski
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1257m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★☆☆
Opis szlaku
Skrzyczne to taki beskidzki „sprawdzian z obecności” – prędzej czy później większość osób i tak tu trafi. Wariant ze Szczyrku przez Becyrek jest fajny, bo nie pcha od razu na najbardziej strome wejście pod wyciągiem, tylko daje podejście bardziej „do ułożenia w nogach”.
To jest trasa dla tych, którzy chcą wejść normalnie pieszo, ale bez ciśnienia na rekord. Po drodze są miejsca, gdzie las się rozsuwa i robi miejsce na polany oraz stoki, a wyżej dochodzi klimat górskiej infrastruktury Skrzycznego: szlaki zbiegające się w jednym punkcie, górna stacja kolejki i schronisko PTTK tuż obok.
Start w Szczyrku i pierwsze minuty na luzie
Zaczynamy w Szczyrku Dolnym i przez chwilę idzie się jeszcze w „miejskim” rytmie – zabudowania, utwardzona nawierzchnia, rozgrzewka zanim łydki dostaną swoje zadanie na serio. Ten początek jest krótki, ale robi robotę: możesz złapać tempo, poprawić sznurówki i udawać, że to nadal spacer, a nie podejście na najwyższy szczyt Beskidu Śląskiego.
Jeśli podjeżdżasz autem, najprościej celować w parkingi miejskie i rozwiązania zbiorcze w Szczyrku (typu centrum przesiadkowe), bo wtedy nie musisz krążyć w kółko po wąskich uliczkach, tylko zostawiasz samochód i ruszasz z głową spokojną jak niedziela.
Zimnik pod Filipką i wejście w leśny odcinek
Po dojściu do Zimnika pod Filipką robi się wyraźna zmiana klimatu: zabudowania zostają za plecami, a wchodzisz w teren bardziej „szlakowy”, gdzie zaczyna się prawdziwe nabieranie wysokości. To miejsce często przewija się na trasach w tej części Beskidu Śląskiego, bo spina kilka wariantów dojścia i łatwo tu złapać właściwe oznaczenia.
Dalej trzymasz się czerwonych znaków i idziesz w stronę rozgałęzień, gdzie szlaki lubią się mieszać jak kable w szufladzie „przyda się”. Na szczęście w praktyce to jest czytelny odcinek, a tempo marszu układa się naturalnie: raz spokojniej, raz mocniej, bez wrażenia, że ktoś próbuje cię od razu przepalić na pierwszych kilometrach.
Rozwidlenie Godziszka – tu zaczyna się „górskie” myślenie
W okolicach rozwidlenia w rejonie Godziszki robi się bardziej turystycznie w tym sensie, że masz węzły i decyzje: pilnujesz znaków, wybierasz właściwy wariant, trzymasz kierunek na Becyrek. To nadal jest las i typowe beskidzkie podejście, ale już czuć, że idziesz w stronę miejsca, gdzie szlaki zbierają się jak ludzie przy ostatniej otwartej kasie w sklepie.
Ten fragment dobrze traktować jak „długi środek filmu”: niby bez fajerwerków, ale to on robi całą robotę. Jak wejdziesz w rytm, to nagle okazuje się, że kolejne punkty pojawiają się jeden po drugim, a Becyrek przestaje brzmieć jak coś, co się zamawia w budce z oscypkami, tylko jak realny cel pod nogami.
Becyrek – przełęcz, która spina pół Szczyrku
Becyrek to ważne miejsce na mapie tej okolicy, bo krzyżują się tu popularne szlaki: właśnie dlatego tak wiele osób przez niego przechodzi, idąc na Skrzyczne albo planując dłuższe przejścia w stronę innych beskidzkich klasyków. To taki punkt „ustawienia trasy”, gdzie można na chwilę zwolnić, sprawdzić oznaczenia i złapać oddech przed ostatnim podejściem.
Od Becyrku wchodzisz na odcinek, gdzie szlak potrafi wyprowadzić na otwarte przestrzenie związane ze stokami narciarskimi, a potem znowu chowa się w lesie. Latem to jest po prostu zmiana krajobrazu, zimą bywa bardziej wymagająco przez oblodzenia i fakt, że część drogi idzie w rejonie tras narciarskich.
Kaskada i okolice – polany, stoki i kawałek „widokowego” oddechu
W wyższej części, gdy dochodzisz do rejonu zwanego Kaskadą i pobliskich rozgałęzień szlaków, krajobraz robi się bardziej otwarty. To moment, w którym łatwiej złapać szersze spojrzenie na doliny, a sama wędrówka przestaje być tylko „lasem do góry”, bo co chwilę coś się odsłania między drzewami albo na skraju polany.
Tu też czuć, że jesteś w miejscu, gdzie turystyka spotyka się z narciarską stroną Skrzycznego: ślady infrastruktury, szerokie przecinki, charakterystyczne „stokowe” przestrzenie. I to jest w sumie całkiem uczciwe – Beskid Śląski nie udaje dzikiej puszczy, tylko pokazuje, jaki jest: blisko ludzi i z konkretnym zapleczem.
Skrzyczne: górna stacja, schronisko i finał trasy
Końcówka doprowadza do rejonu górnej stacji kolejki, a stąd już dosłownie chwila do schroniska PTTK Skrzyczne. Samo schronisko stoi bardzo blisko górnej stacji (to kwestia kilkuset metrów), więc nawet jeśli na szczycie robi się bardziej „ruchliwie”, to łatwo tu złapać swoje miejsce i zrobić przerwę bez kombinowania.
W tym wariancie całość zamyka się w około 16,3 km i mniej więcej 5 godz. 30 min marszu, bo wracasz dokładnie tą samą drogą. Powrót jest prosty logistycznie (nic nie trzeba dowozić ani planować dojazdów), za to warto pamiętać o jednym: zejścia w Beskidach potrafią zmęczyć inaczej niż podejścia, więc kolana dostają swój „bonus” na koniec, nawet jeśli głowa już jest w trybie „obiad w Szczyrku”.
Mapa szlaku na Skrzyczne ze Szczyrku przez Becyrek
TRASA: Szczyrk – Becyrek – Skrzyczne – Powrót tą samą trasą
Inne szlaki na Skrzyczne
Na Skrzyczne da się wejść na kilka sposobów i właśnie to jest w tej górze dobre — jeden wariant układa się spokojniej, inny szybciej przechodzi do konkretów, a jeszcze inny robi z całego wyjścia trochę dłuższe beskidzkie kółko.
Komu po drodze z bardziej oczywistym i krótszym wejściem od strony Szczyrku, temu może podejść szlak przez Małe Skrzyczne. To trasa bez większego kombinowania, dobra wtedy, gdy chcesz po prostu ruszyć na szczyt i trzymać się czytelnego planu od początku do końca.
Trochę inaczej wypada pętla ze Szczyrku, bo tutaj dochodzi jeszcze ten wygodny moment, że start i meta zamykają się w jednym miejscu. Dla wielu osób to właśnie taki układ jest najpraktyczniejszy, zwłaszcza gdy nie ma ochoty wracać dokładnie tą samą drogą.
Jest też wejście z Godziszki, które brzmi trochę mniej oczywiście niż start ze Szczyrku, ale właśnie dlatego może być ciekawą odmianą. To opcja dla tych, którzy wolą podejście trochę bardziej na uboczu i chcą spojrzeć na Skrzyczne z innej strony niż ta najbardziej oblegana.
Z kolei niebieski szlak z Lipowej jest bardziej bezpośredni i szybko przechodzi do roboty. Taki wariant zwykle wybierają osoby, które wolą krótszy konkret niż długie rozkręcanie się na dojściu.
A gdy samo Skrzyczne to trochę za mało, dobrze wygląda pętla z Lipowej przez Malinowską Skałę i Małe Skrzyczne. Ten układ ma już bardziej wycieczkowy charakter i lepiej pasuje na dzień, w którym liczy się nie tylko szczyt, ale całe przejście grzbietem.
Szlak na Skrzyczne ze Szczyrku przez Becyrek (FAQ)
Najpewniej zostawisz auto przy Centrum Przesiadkowym Skalite (ul. Kampingowa 5) albo na parkingu przy amfiteatrze Skalite (ul. Wypoczynkowa) – oba miejsca są blisko dolnej części Szczyrku, skąd najłatwiej wejść w odcinek prowadzący w stronę Zimnika i dalej na Becyrek. Jeśli wolisz stanąć jeszcze bliżej centrum, jest też parking przy ul. Zdrowia (płatny) i wtedy masz start praktycznie „z miasta”, bez szukania poboczy.
Tak, ale to początkujący „z cierpliwością”, bo całość ma około 16,3 km i zajmuje mniej więcej 5,5–6 godzin spokojnego marszu z powrotem tą samą drogą. Technicznie nie ma tu żadnych trudności, za to są podejścia i długość, więc największą robotę robi równe tempo i przerwy wtedy, kiedy naprawdę są potrzebne.
Tak, ale sensownie jest celować w rodziny z dziećmi, które już chodzą po górach i nie kończą wycieczki po pierwszej godzinie „bo nudy”. Dystans i suma podejść są do zrobienia, tylko trzeba założyć spokojny plan dnia i wrócić tą samą trasą bez gonitwy.
Tak – na górze masz Schronisko PTTK Skrzyczne, praktycznie obok rejonu górnej stacji, więc to naturalne miejsce na dłuższy postój przed zejściem. To schronisko jest „na finiszu”, a nie po drodze w połowie, więc jedzenie i odpoczynek planujesz raczej jako nagrodę na górze.
Tak, to normalny szlak turystyczny – pies daje radę, o ile idzie na smyczy, bo trafiają się mijanki, a wyżej rejon bywa bardziej „ruchliwy” przez okolice szczytu i schroniska. Najbezpieczniej zakładać przerwę z psem na zewnątrz przy schronisku (ławki/taras), bo to działa sprawnie i bez niepotrzebnych spięć.
W dolnej i środkowej części idziesz głównie w lesie, ale w górnych partiach pojawiają się bardziej otwarte fragmenty w rejonie stoków, więc co jakiś czas łapiesz szersze spojrzenie na dolinę. Na samym Skrzycznem, przy dobrej pogodzie, zwykle czeka szeroka panorama na pasma Beskidów – to jeden z tych szczytów, gdzie „po coś” się wchodzi na sam wierzchołek.
Najlepszy jest okres od późnej wiosny do jesieni, bo przy dłuższej trasie łatwiej o komfortowe warunki i sensowną widoczność na górze. Zimą ta trasa potrafi być śliska i twarda (szczególnie w górnych, bardziej otwartych odcinkach), więc wtedy bez sensownego przygotowania szybko robi się „średnio” tylko z nazwy.





