DŁUGOŚĆ SZLAKU
15.7KM
SUMA WZNIESIEŃ
762m
CZAS PRZEJSCIA
5:15h
TYP TRASY
Pętla
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1269m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★☆☆
Opis szlaku
Jeśli masz ochotę na beskidzką pętlę, która co chwilę zmienia klimat (raz łąki i hale, raz las, raz schronisko „na pięć minut”, a kończy się na „dobra, jeszcze herbatka”), to ta trasa z Żabnicy robi robotę. W skrócie: wchodzisz od strony hal, zahaczasz o kultowe schroniska i wracasz tak, żeby nogi miały co robić, ale bez udawania, że to wyprawa życia.
To jest propozycja dla kogoś, kto lubi chodzić cały dzień „w normalnym tempie”, zrobić przerwę w schronisku i mieć poczucie, że naprawdę był w górach, a nie tylko podjechał, cyknął fotkę i wrócił do auta. Całość domyka się w około 15,7 km i mniej więcej 5 godzin 15 minut marszu, więc spokojnie da się to ogarnąć bez nerwowego zerkaniu na zegarek co trzy minuty.
Warto też wiedzieć jedną rzecz z góry, zanim ktoś zacznie planować „wycieczkę z psem i kawką w termosie”: na trasie trafiają się odcinki z zakazem wstępu z psami, bo zahaczasz o rezerwat. Najrozsądniej po prostu trzymać się znaków w terenie i nie kombinować.
Start w Żabnica (Skałka) i szybkie wejście w tryb „góry”
Zaczynamy w Żabnicy w rejonie Skałki, tam gdzie człowiek jeszcze widzi domy, a już w głowie układa plan: „najpierw wejście, potem nagroda”. Na starcie zwykle da się ogarnąć miejsce, żeby zostawić auto w okolicy Skałki, bo to popularny punkt wyjścia na okoliczne hale.
Pierwsze minuty potrafią być trochę „podstępnie łatwe”, bo idziesz odcinkiem asfaltu między zabudowaniami. To ten moment, kiedy nogi same rwą do przodu, a mózg jeszcze udaje, że to spacer. Ale spokojnie, asfalt szybko się kończy i zaczyna się bardziej górsko: wchodzisz w las i łapiesz rytm podejścia.
Hala Boracza i schroniskowy klasyk
Podejście na Halę Boraczą jest przyjemne właśnie dlatego, że nie udaje autostrady do nieba. Po asfalcie zostaje wspomnienie, a dalej masz wygodniejszą, szeroką drogę przez las. To dobry odcinek na rozgrzewkę, bo nie wymaga kombinowania z nawigacją – po prostu idziesz i robisz swoje, a wysokość nabija się „po cichu”.
Na samej hali stoi schronisko PTTK na Hali Boraczej i to jest jedno z tych miejsc, które kojarzy się nie tylko z odpoczynkiem, ale też z konkretną tradycją: jagodzianki mają tu status lokalnej legendy. Nawet jeśli nie planujesz wielkiej uczty, to i tak trudno przejść obok obojętnie, bo zapach potrafi zrobić w głowie małe zamieszanie.
Między Boraczą a Polana Cukiernica – krótko, ale z fajną zmianą klimatu
Po Boraczej jest ten miły moment, kiedy nogi już pracują, ale trasa zaczyna się „otwierać”. Do Polany Cukiernica masz krótki łącznik, który robi robotę jako spokojne przejście między jednym miejscem odpoczynku a kolejną halą. To nie jest odcinek na wielkie filozofowanie, raczej na złapanie oddechu i ułożenie plecaka, zanim znowu zacznie się konkretniejsze podejście.
Sama Cukiernica to jedna z tych beskidzkich polan, które kojarzą się z wędrówkami „szlakiem hal” – niby wciąż jesteś w górach, ale czujesz, że to przestrzeń robiona dawniej pod pasterstwo. Taki przystanek, który porządkuje wędrówkę: nie biegniesz od punktu do punktu, tylko po drodze masz miejsca z własnym charakterem.
Wejście na Halę Redykalna i dłuższy odcinek grzbietem
Za Cukiernicą idziesz dalej w kierunku Redykalnej i tutaj klimat potrafi się zmienić. Trafiają się fragmenty, gdzie podłoże bywa luźniejsze, bardziej kamieniste, a droga przechodzi z szerszej w węższą – warto iść uważniej, bo łatwo złapać „za szybki krok” i potem poprawiać równowagę jak na lodowisku.
Hala Redykalna to już bardzo rozpoznawalne miejsce na tym grzbiecie: spora hala, dawne tereny pasterskie i punkt, w którym wiele osób robi dłuższy postój, bo po prostu jest gdzie stanąć i popatrzeć. Często przy dobrej pogodzie trafiają się tu szerokie widoki w stronę pasm Beskidu Żywieckiego i okolicznych grzbietów.
Hala Bacmańska, Bieguńska i podejście pod Lipowski Wierch
Dalej trzymasz kierunek na Halę Bacmańską i Halę Bieguńską, czyli odcinek, który ma w sobie coś bardzo „beskidzkiego”: idziesz grzbietem, raz bardziej w lesie, raz bardziej po otwartych fragmentach, a po drodze pojawiają się kolejne hale jak przystanki na trasie. To nie jest miejsce, gdzie trzeba robić wielką analizę, tylko spokojnie iść swoje, pilnować znaków i nie odpalać sprintu „bo schronisko już blisko”.
W okolicy podejścia w stronę Lipowskiej pojawia się też ważny wątek dla psiarzy: w pobliżu jest Rezerwat przyrody Lipowska, a rezerwaty rządzą się swoimi zasadami. Jeśli plan jest „pies też idzie”, to trzeba liczyć się z tym, że mogą być fragmenty, gdzie wejście z psem jest zabronione i znaki w terenie nie są tam dekoracją.
Schronisko PTTK Hala Lipowska i chwila na złapanie oddechu
Kiedy dochodzisz w rejon Hali Lipowskiej, wchodzisz w klasykę Beskidu Żywieckiego. To miejsce jest lubiane, bo działa tu schronisko, a hala sama w sobie leży wysoko i daje poczucie, że jesteś „w środku gór”, nie na obrzeżach. Zwykle to też dobry punkt, żeby zjeść coś ciepłego i dać nogom odsapnąć, zanim ruszysz dalej.
Między Lipowską a Rysianką jest bardzo krótki odcinek, który często idzie szeroką, dość równą drogą w lesie. To taki łącznik, na którym człowiek zdąży pomyśleć: „to już?”, po czym nagle jest przy kolejnym schronisku.
Schronisko PTTK na Rysiance i wyjście na Halę Pawlusia
Rysianka to jedno z tych miejsc, które mają renomę nie bez powodu. Sama hala jest kojarzona z szerokimi panoramami – przy dobrej pogodzie często wypatruje się stąd dalszych pasm, a czasem i Tatr, jeśli powietrze jest wyjątkowo przejrzyste. To naturalny punkt „na dłużej”, bo łatwo tu utknąć na klasyczne: herbata, coś słodkiego i nagle robi się pół godziny przerwy.
Potem wychodzisz na Halę Pawlusią, czyli dawną halę pasterską na grzbiecie schodzącym z rejonu Rysianki. Dziś to polana, która z czasem miejscami zarasta, ale nadal jest rozpoznawalnym punktem na szlaku i fajnym miejscem na krótkie zatrzymanie, zanim zacznie się zejście.
Zejście do Żabnica (Kolonia) i domknięcie pętli do Skałki
Z Hali Pawlusiej zaczyna się zejście zielonym szlakiem i tu warto przełączyć się w tryb „spokojnie, bez szarżowania”. Potrafi zrobić się stromo, a zejście idzie serpentynami w lesie, więc lepiej trzymać krok krótszy i pewniejszy, niż udowadniać butom, że mają hamulce. Po drodze schodzi się do drogi szutrowej, a niżej łapie się asfalt — i to jest bardzo czytelny sygnał, że cywilizacja wraca do gry.
W Żabnicy Kolonii wracasz już bardziej „w dolinny klimat”, a na końcówce do Skałki zostaje odcinek, który znów przypomina o asfaltowym początku — spokojny marsz między zabudowaniami, bez niespodzianek, za to z satysfakcją, że pętla się domknęła. W sumie to nawet wygodne: nogi już wiedzą, że robota zrobiona, więc ten finisz można potraktować jak naturalne schłodzenie po całym dniu.
Mapa szlaku na Rysiankę i Lipowską z Żabnicy
TRASA: Żanbnica (Skałka) – Hala Boracza – Polana Cukiernica – Hala Redykalna – Hala Bacmańska – Hala Bieguńska – Hala Liposka – Hala Rysianka – Hala Pawlusia – Żabnica (Kolonia) – Żabnica (Skałka)
Inne Szlaki na Halę Lipwoską i Rysiankę
Jeśli ten wariant z Żabnicy pasuje Ci za to, że po drodze naprawdę sporo się dzieje — od Boraczej, przez Redykalną, aż po oba schroniska – to okolice Rysianki i Lipowskiej dają też dwie zupełnie inne opcje dojścia, każda z trochę innym tempem i charakterem.
Dla kogoś, kto chce wejść bez rozwlekania dnia, dobrym skrótem będzie najkrótszy szlak ze Złatnej. To pętla wyraźnie krótsza od wariantu przez Boraczą i Redykalną, bardziej konkretna, z szybszym dojściem w rejon hal i schronisk niż z całodziennym krążeniem po grzbiecie.
Z kolei szlak z Sopotni Wielkiej ma bardziej klasyczny, spokojny rytm tam i z powrotem. To sensowna opcja, gdy chcesz dojść na Rysiankę i Lipowską bez dokładania pętli przez Boraczą, ale nadal z porządnym górskim spacerem, a nie tylko szybkim wypadem na skróty.
Szlak na Rysiankę i Lipowską przez Hale Boraczą i Redykalną (FAQ)
Najwygodniej celować w rejon przystanku Żabnica Skałka, gdzie działa niewielki, darmowy parking i to on najczęściej jest „punktem startowym” dla wejścia na Boraczą. Jest mały i szybko się zapełnia, więc w praktyce warto być wcześniej albo liczyć się z tym, że skończy się na poboczu w okolicy.
Tak, ale pod warunkiem, że początkujący ma już za sobą kilka krótszych wycieczek i wie, jak wygląda marsz przez większość dnia. Trudność jest umiarkowana: kilometrów i podejść jest na tyle dużo, że lepiej iść równo, bez zrywów „bo teraz jest lekko”.
Nadaje się, jeśli dzieci regularnie chodzą po górach i są gotowe na wycieczkę zajmującą dużą część dnia, a nie „godzinka i lody”. Plusem jest to, że po drodze masz kilka miejsc, gdzie da się normalnie usiąść i zrobić dłuższą przerwę bez gimnastyki na kamieniu.
Tak – po drodze wpadasz do schroniska na Hali Boraczej, potem do schroniska na Hali Lipowskiej i do schroniska na Rysiance, więc z jedzeniem i odpoczynkiem nie ma kombinowania. W praktyce ta pętla ma rytm „hala – przerwa – hala – przerwa”, co bardzo pomaga, kiedy chcesz rozłożyć siły bez spiny.
Nie – na tej pętli wchodzisz w rejon rezerwatu Lipowska, a tam obowiązują ograniczenia, więc ten wariant po prostu odpada z psem. Jeśli pies ma iść koniecznie, trzeba wybrać inną trasę, która omija rezerwat i jego zakazy.
Najbardziej „szeroko” robi się na halach i w okolicy Rysianki, bo to są miejsca znane z panoram – stoisz na otwartej przestrzeni, a nie między pniami. Przy dobrej przejrzystości powietrza często wypatruje się stąd dalszych pasm, a czasem nawet Tatr.
Najpewniejsze warunki są od późnej wiosny do jesieni, bo hale i grzbiet przechodzą się wtedy najwygodniej i bez zimowych niespodzianek. Zimą ten rejon potrafi trzymać śnieg długo (często od grudnia do połowy kwietnia), więc wtedy wchodzisz już w tryb wycieczki stricte zimowej.





