DŁUGOŚĆ SZLAKU
12.8KM
SUMA WZNIESIEŃ
673m
CZAS PRZEJSCIA
4:20h
TYP TRASY
Pętla
Szlak na Jałowiec ze Stryszawy przez Kolędówkę i Lechówkę
Są takie beskidzkie wycieczki, które robią robotę bez wielkich fanfar: jest konkretny szczyt, jest grzbietowe dreptanie, są polany, a na koniec wraca się do auta bez kombinowania z autobusami. Ta pętla ze Stryszawy to właśnie ten typ – sensowna, „pełna” trasa, ale bez górskiej telenoweli w piętnastu odcinkach.
Po drodze wpada Przełęcz Kolędówki, potem Jałowiec (tak, ten od „czterech jedynek”), dalej Polana Krawcowa i Lechówka, a wszystko spina się z powrotem w Stryszawie. Całość ma 12,8 km i zwykle zamyka się w okolicach 4 godz. 20 min marszu, więc spokojnie da się to ogarnąć jako porządny plan na dzień – zwłaszcza jeśli lubisz pętle, a nie wracanie tą samą drogą.
Start w Stryszawie: zanim na dobre zrobi się górsko
Zaczynamy w Stryszawie, w miejscu znanym jako Matusy. Jest tu parking przy przystanku, więc logistycznie temat jest prosty: wysiadasz z auta i już można udawać, że od zawsze żyje się w rytmie „szlak–herbata–szczyt”.
Pierwsze minuty to spokojne rozchodzenie nóg, bo na początku idzie się asfaltową drogą (takie eleganckie „wejście w klimat”, zanim buty zaczną zbierać leśne historie). Ten odcinek trwa mniej więcej 10–15 minut, a potem szlak wciąga do lasu i robi się bardziej konkretnie pod górę.
Podejście na Przełęcz Kolędówki: las, tempo i „o, to już?”
Po wejściu do lasu nachylenie rośnie i nagle okazuje się, że rozgrzewka była tylko grzecznościowa. Trzymasz się zielonych znaków i idziesz konsekwentnie, bez filozofii – tutaj działa klasyka: równe kroki, nie spalać się na pierwszych metrach, bo to jeszcze nie finałowy akord.
Przełęcz Kolędówki leży na wysokości około 809 m n.p.m. i jest takim naturalnym „węzłem” w Paśmie Jałowieckim – spotykają się tu szlaki, a po południowej stronie w okolicy zwykle widać zabudowania i pola Zawoi podchodzące wysoko pod grzbiet. Często właśnie stąd ludzie polują wzrokiem na Babią Górę, bo miejsce ma opinię widokowego.
Grzbietem w stronę Jałowca: szeroka droga i podejście na „1111”
Na przełęczy następuje ważny moment: zmiana znaków i kierunek na Jałowiec. Dalej prowadzi żółty szlak i to jest ten przyjemny odcinek, kiedy idzie się grzbietem wygodną, szeroką leśną drogą. Nogi dostają rytm, a głowa ma szansę przestawić się z „podchodzenia” na normalne wędrowanie.
Potem przychodzi końcówka na sam szczyt i znowu robi się bardziej „górsko”. Podejście potrafi iść kamienistą ścieżką przez bukowy las – bez dramatu, ale z wyraźnym sygnałem: „dobra, teraz pracujemy na widoki”. A Jałowiec to nie byle co w okolicy, bo to najwyższy szczyt Pasma Jałowieckiego – stoi pomiędzy innymi kulminacjami tego pasma i jest takim punktem, od którego grzbiety rozchodzą się dalej w różne strony.
Jałowiec: szczyt z charakterystyczną liczbą i polaną pod nogami
Na Jałowcu (1111 m n.p.m.) ta wysokość sama się zapamiętuje – jak kod do domofonu, tylko przyjemniejszy. Szczyt często kojarzy się z otwartą przestrzenią i panoramami, bo bywa tu polana nazywana Halą Trzebuńską, a na trasach spotyka się opisy szerokich widoków. Przy dobrej przejrzystości powietrza w tej części Beskidów wypatruje się m.in. Policy, Babiej Góry czy dalszych pasm na horyzoncie.
Tu warto na chwilę zwolnić, bo Jałowiec jest takim miejscem, które lubi „dać coś w zamian” za podejście – czasem w formie panoramy, czasem po prostu jako fajny punkt na grzbiecie, gdzie czujesz, że jesteś już wysoko i daleko od doliny. I spokojnie: nie trzeba od razu urządzać tu pikniku z trzema daniami. Czasem wystarczy łyk herbaty i to klasyczne „no dobra, idziemy dalej, bo pętla sama się nie zamknie”.
Zejście na Polanę Krawcową: niebieski szlak i przestrzeń na oddech
Z Jałowca trzymasz się niebieskich znaków w stronę Polany Krawcowej. Początek zejścia potrafi być dość stromy i prowadzi przez bukowy las, więc to nie jest odcinek do bicia rekordów na czas – raczej do spokojnego, pewnego stawiania stóp.
Polana Krawcowa to już zupełnie inny klimat: to polana na północno-zachodnim grzbiecie Jałowca, w Paśmie Jałowieckim. Takie miejsca w Beskidach są trochę jak „naturalne balkony” w lesie – wychodzisz z drzew i nagle robi się przestrzeń. Dlatego ludzie lubią tu przystanąć: nawet jeśli nie ma wielkiej infrastruktury, sama otwartość terenu robi swoje i daje fajną przerwę między leśnymi odcinkami.
Lechówka i domykanie pętli: grzbietem, potem asfaltowa kropka nad „i”
Z Polany Krawcowej kierunek prowadzi dalej niebieskim szlakiem w stronę Lechówki. W tej okolicy idzie się grzbietem wygodną drogą i to jest ten fragment, kiedy marsz znów robi się równy, a głowa może wrócić do trybu „wędrujemy” zamiast „schodzimy ostrożnie”. Lechówka pojawia się jako nazwa miejsca na trasie i dobrze działa jako punkt orientacyjny – w Beskidach takie „miejscówki” na grzbiecie często pomagają złapać poczucie, gdzie dokładnie jesteś na pętli.
Potem zostaje już spokojne domknięcie trasy w stronę Stryszawy. W końcówce pętli pojawia się odcinek asfaltowy między Siwcami a Matusami, czyli powrót „cywilizacją” do punktu startu. Niby nic wielkiego, a jednak człowiek docenia, że po leśnych ścieżkach i grzbietach da się wrócić bez przedzierania się przez chaszcze i bez zgadywania, czy to jeszcze szlak, czy już czyjś dojazd do drewutni.
Dla kogo jest ta trasa?
Moja ocena tej trasy jest prosta: to szlak łatwy. Jasne, po drodze trafia się kilka podejść i te parę setek metrów w górę da o sobie znać, ale nie ma tu nic „wyczynowego” ani takiego, co wymagałoby żelaznej kondycji. To świetna opcja na kilka godzin wędrówki – spokojnie poradzi sobie nawet początkujący, mimo całkiem sensownego dystansu. Z dziećmi też jak najbardziej, tylko z głową: bez gonienia za czasem, w równym tempie, z przerwami kiedy trzeba, bo ta trasa najlepiej smakuje właśnie na spokojnie.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Stryszawa – Przełęcz Kolędówki – Kolędówka – Jałowiec – Polana Krawcowa – Lechówka – Stryszawa
Szlak na Jałowiec ze Stryszawy przez Kolędówkę i Lechówkę (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w Stryszawie w przysiółku Matusy, na parkingu przy przystanku – dokładnie tam zaczyna się ta pętla.
Tak, to bardzo sensowna trasa na „pierwszą dłuższą” pętlę: ma 12,8 km i około 673 m podejść, ale przebieg jest czytelny i bez technicznych trudności. Najbardziej odczuwalne są dwa momenty: podejście po wejściu do lasu na Przełęcz Kolędówki oraz końcówka podejścia na sam Jałowiec, gdzie bywa kamieniście i wyraźnie pod górę. Jeśli idziesz równym tempem, całość zamyka się zwykle w okolicach 4 h 20 min samego marszu.
Nadaje się, ale najlepiej dla dzieci, które już potrafią przejść kilka godzin w terenie – bo dystans robi swoje. Kluczowe jest rozłożenie sił: spokojne tempo na podejściach i przerwa na polanach (szczególnie na Polanie Krawcowej), zamiast „ciśnięcia” na czas. Wózek odpada – to typowy szlak leśny z podejściami i fragmentami kamienistej ścieżki.
Na samej pętli nie ma schroniska PTTK ani stałego punktu gastronomicznego – idziesz głównie lasem i przez polany, a końcówkę domykasz spokojnym odcinkiem asfaltowym. Jedzenie i picie warto zabrać ze sobą od startu, bo przerwy robi się „w terenie” (polany, przełęcz, szczyt).
Tak, ten szlak spokojnie da się zrobić z psem, bo prowadzi normalnymi drogami leśnymi i grzbietami, bez ekspozycji czy odcinków wymagających asekuracji.
Pierwszy mocny punkt widokowy to Przełęcz Kolędówki – stąd często otwiera się perspektywa w stronę Zawoi i łatwo „złapać” Babią Górę. Najbardziej panoramicznie bywa w rejonie Jałowca (1111 m), zwłaszcza gdy trafisz na otwartą przestrzeń polan podszczytowych – w dobrą przejrzystość widać m.in. Policy i masyw Babiej. Polana Krawcowa to z kolei typowy „balkon” na oddech: wychodzisz z lasu, robi się przestrzeń i aż się prosi o dłuższą przerwę.
Najprzyjemniej jest od wiosny do późnej jesieni, bo wtedy pętla jest wygodna, a polany i przełęcz dają realne panoramy zamiast „mlecznej ściany”. Po deszczu podejścia i zejście w stronę Polany Krawcowej potrafią być śliskie (liście, błoto, kamienie), więc warto celować w suchy dzień albo przynajmniej stabilną pogodę. Zimą przejście też jest możliwe, ale czas wyraźnie rośnie i trzeba liczyć się z warunkami śniegowymi na stromszych fragmentach.




