DŁUGOŚĆ SZLAKU
12.2KM
SUMA WZNIESIEŃ
1007m
CZAS PRZEJSCIA
5:20h
TYP TRASY
Pętla
Percią Akademików na Babią Górę z Zawoi Markowej – pętla na Diablak
Jeśli ktoś lubi górską pętlę z konkretnym „wow” po drodze, to ten wariant na Babią Górę potrafi wciągnąć jak dobry serial. Startujesz w Zawoi Markowej, po drodze wpadasz do schroniska na Markowych Szczawinach, a potem robisz to, po co tu się przyjeżdża: wchodzisz na Diablak Percią Akademików. Jest w tym trochę ambicji, trochę górskiej klasyki i odrobina zabawy dla nóg (i rąk), ale bez robienia z tego ekspedycji na K2.
To propozycja dla osób, które chcą wejść na najwyższy punkt Beskidu Żywieckiego i jednocześnie dorzucić sobie fragment szlaku, o którym mówi się „ten z klamrami”. Całość jest do ogarnięcia w jeden dzień, bo pętla ma około 12,2 km i zajmuje mniej więcej 5 godzin 20 minut, więc da się to ułożyć bez biegania na stoper. I najfajniejsze: po drodze jest schronisko w takim miejscu, że aż szkoda nie zajrzeć, nawet jeśli plan był „tylko szybko na szczyt i z powrotem”.
Zawoja Markowa: rozgrzewka, zanim zrobi się serio
Zaczynamy w Zawoi Markowej i od razu warto przyjąć prostą zasadę: na początku nie ma co udawać kozaka. Wchodzisz w rytm, łapiesz oddech i pozwalasz nogom przypomnieć sobie, że dziś będą pracować. Ten fragment jest takim spokojnym „wprowadzeniem do tematu” – jeszcze bez ekspozycji, za to z konsekwentnym podejściem, które stopniowo podkręca intensywność.
Dobrze jest trzymać się myśli, że to dopiero rozgrzewka przed głównym daniem. Z czasem podejście robi się bardziej konkretne, a tempo naturalnie się uspokaja – nie dlatego, że nagle „brak formy”, tylko dlatego, że góry mają swoje zdanie. I mają rację: lepiej wejść wyżej z zapasem sił, niż udowadniać coś na pierwszych kilometrach, a potem negocjować z własnymi łydkami.
Markowe Szczawiny: schronisko, które zna tę górę od dawna
W pewnym momencie dochodzisz do Schroniska PTTK Markowe Szczawiny – miejsca, które na Babiej Górze jest jak przystanek „obowiązkowy”, niezależnie od tego, czy idziesz po rekord, czy po przyjemny dzień w terenie. Schronisko stoi na wysokości około 1180 m n.p.m. i leży w granicach Babiogórskiego Parku Narodowego, więc już tu czujesz, że jesteś „pod królową”, a nie na jakiejś przypadkowej górce.
To też miejsce z historią: pierwsze schronisko zbudowano tu na początku XX wieku, a sama idea noclegu pod Babią miała być czymś więcej niż wygodą – to był impuls do rozwoju turystyki w tym rejonie. W skrócie: zanim pojawiły się szybkie relacje w telefonie, Markowe Szczawiny już robiły robotę jako baza wypadowa.
Skręt Ratowników i moment, gdy włącza się tryb „żółty”
Po krótkim ogarnięciu tematu w schronisku przychodzi pora na to, co wielu ma na liście „do zrobienia przynajmniej raz”: Perć Akademików. Warto pamiętać o jednym szczególe, który oszczędza zamieszania – Perć Akademików jest szlakiem jednokierunkowym, czyli sens jest taki, żeby nią wejść, a nie schodzić.
Od tego momentu wszystko zaczyna się układać pod bardziej stromą robotę. Podejście jest wyraźnie mocniejsze, teren robi się surowszy i coraz częściej czujesz, że to nie będzie „spacer po lesie”, tylko górskie wejście z charakterem. Nie ma tu potrzeby nerwowego przyspieszania – lepiej iść równo, bo Perć lubi regularność: krok, oddech, krok, oddech.
Perć Akademików: krótko, stromo i z klamrami tam, gdzie trzeba
Perć Akademików poprowadzono północną, najbardziej stromą stroną masywu, więc nie ma co się dziwić, że w pewnym momencie robi się… pionowo. Najbardziej znany fragment to Czarny Dziób – około 8-metrowa ścianka zabezpieczona łańcuchem i klamrami, która daje ten przyjemny dreszczyk „okej, teraz ręce też idą do pracy”.
I tu ważna rzecz: te ubezpieczenia nie są po to, żeby robić z tego park linowy, tylko żeby bezpieczniej pokonać najtrudniejsze miejsca. Ruch jest dość intuicyjny – chwyt, krok, przestawienie i jesteś wyżej, a głowa szybko łapie, że to bardziej technika i spokój niż siłowanie. Dla wielu to właśnie ten fragment sprawia, że Perć zostaje w pamięci na długo, bo nagle Babia Góra przestaje być „tylko podejściem”, a staje się prawdziwą górską przygodą.
Po wyjściu z najostrzejszych miejsc teren dalej jest wymagający, ale już bez tego „pionowego akcentu”. Z czasem zaczynają się partie bardziej otwarte, a wraz z wysokością pojawia się też charakterystyczna strefa kosodrzewiny i wyżej – piętro halne, gdzie roślinność jest niska, a krajobraz robi się bardziej surowy i „alpejski” w odbiorze.
Diablak: najwyżej w Beskidach Zachodnich, bez kombinowania
W końcu dochodzisz na Diablak, czyli najwyższy punkt Babiej Góry – około 1725 m n.p.m. To jest ten moment, w którym nagle wszystko nabiera skali, bo Babia Góra jest najwyższym szczytem Beskidów Zachodnich i najwyższym w Polsce poza Tatrami, więc wysokość czuć nie tylko w nogach, ale i w panoramach, jeśli warunki na to pozwalają.
Zwykle ludzie przy dobrej pogodzie wypatrują stąd Tatr, Beskidów, czasem dalej – ale to już temat na dzień, w którym widoczność robi swoje. Tu warto po prostu dać sobie chwilę: nie na „zaliczenie”, tylko na zwykłe bycie na szczycie. Babia ma taki styl, że potrafi wyglądać groźnie z daleka, a na górze nagle okazuje się bardzo „konkretna” i czytelna – wiadomo, po co się tu przyszło.
Przełęcz Brona: siodełko pod szczytem i wygodne zejście do schroniska
Ze szczytu kierunek jest jasny: Przełęcz Brona. To przełęcz na wysokości około 1412 m n.p.m., takie naturalne „siodło” pod Diablakiem, gdzie krzyżuje się kilka szlaków i łatwo poczuć, że to ważny węzeł w masywie.
Ten odcinek ma w sobie dużo przestrzeni i często bywa bardziej „górski w widoku” niż w technice – idziesz grzbietem, a teren stopniowo odpuszcza. Brona jest też fajnym miejscem na krótkie złapanie oddechu przed powrotem do Markowych Szczawin, bo to taki punkt, który naturalnie porządkuje trasę: szczyt za tobą, schronisko z przodu, a dalej już tylko spokojniejsze zejście.
Po zejściu do schroniska znowu wracasz w bardziej osłonięty teren i trasa robi się wyraźnie łagodniejsza w odbiorze. To ten moment, kiedy nogi mówią „dziękujemy za emocje, teraz poprosimy tryb powrotu”. I dobrze – po Perciach i szczytach człowiek nagle docenia zwykłe, rytmiczne schodzenie, gdzie jedyną techniką jest nie potknąć się o własne zadowolenie.
Powrót do Zawoi Markowej: spokojne domknięcie pętli
Powrót do Zawoi Markowej domyka całość w sposób bardzo „logiczny” – bez kombinowania i bez nerwowego szukania drogi. Schodzisz niżej, wraca las, wraca ten przyjemny klimat, że góra już zrobiona, a teraz jest czas na spokojne wyciszenie. Jeśli Perć Akademików była daniem głównym, to ten fragment jest deserem: może mniej spektakularny, ale za to cieszy, bo kończy się dokładnie tam, gdzie trzeba.
I jest w tym coś fajnego, że ta pętla ma naturalny rytm. Najpierw podejście do schroniska, potem najciekawszy kawałek na szczyt, potem zejście przez Bronę i znów schronisko jako „punkt kontrolny”, a na koniec spokojny powrót. To taki dzień w górach, po którym łatwo złapać myśl: „okej, to było konkretne, ale wciąż przyjemne”.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej pętli oceniłbym jako średnią, momentami nawet trudną – niby na papierze jest na 4 gwiazdki, ale stromsze podejścia potrafią naprawdę dać w kość. Kluczowy jest odcinek Perć Akademików, bo to już nie jest zwykłe dreptanie: są łańcuchy i klamry, które dla wielu osób (nawet nastolatków) będą do przejścia bez dramatu, ale jednocześnie są też tacy, którym zdrowie albo lęk wysokości po prostu nie pozwoli czuć się tam komfortowo. Dlatego ciężko wrzucić tę trasę do jednej szufladki i powiedzieć „dla każdego” albo „tylko dla wyjadaczy” – dużo zależy od kondycji, obycia z ekspozycją i tego, jak reagujesz na bardziej techniczne fragmenty. Jeśli jednak masz ochotę na coś bardziej „górskiego” niż typowe beskidzkie wejścia i chcesz poczuć, że ręce też czasem mają co robić, to ta pętla potrafi dać świetną satysfakcję.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Zawoja Markowa – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Perć Akademików – Babia Góra (Diablak) – Przełęcz Brona – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Zawoja Markowa
Perć Akademików: szlak z Zawoi Markowej (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na oficjalnym parkingu „Zawoja Markowa” przy wejściu w rejon szlaków na Markowe Szczawiny. Opłaty są proste: 15 zł za pierwszą godzinę, potem 5 zł za każdą kolejną, a po 5 godzinach wchodzi stawka dobowa 30 zł, więc na tę pętlę bez problemu „łapiesz się” w dobówkę. Na miejscu są parkomaty i działa strefa całodobowo.
Nie jest to dobry wybór na pierwszy „poważny” szlak w górach, bo w drugiej części wchodzi stromy, techniczny fragment Perci Akademików z łańcuchami i klamrami oraz krótką ścianką Czarny Dziób (ok. 8 m). Całość ma ok. 12,2 km i ponad 1000 m podejść, więc oprócz kondycji liczy się też spokojna głowa i pewny krok na skale. Jeśli ktoś dopiero zaczyna, lepiej wybrać wejście/zejście wariantem przez Markowe Szczawiny i Przełęcz Bronę bez wchodzenia w Perć.
Dla małych dzieci ten wariant nie jest odpowiedni, bo Perć Akademików wymaga użycia rąk, wchodzenia po ubezpieczeniach i poruszania się w stromym terenie, gdzie łatwo o stres i przestoje. Z rodziną ma sens dopiero wtedy, gdy mówimy o starszych, sprawnych dzieciach/nastolatkach, które mają już obycie na szlakach i dobrze znoszą strome odcinki. Jeśli celem jest „rodzinna Babia” bez nerwów, bezpieczniej zrobić klasyczną pętlę przez Markowe Szczawiny i Bronę, omijając Perć.
Tak — po drodze masz Schronisko PTTK Markowe Szczawiny (ok. 1180 m n.p.m.), które wypada naturalnie jako pierwszy większy przystanek po podejściu z Zawoi Markowej i jednocześnie „baza” przed wejściem w żółty odcinek Perci. W praktyce to najlepsze miejsce na przerwę przed trudniejszą częścią (a po zejściu przez Bronę wracasz tam ponownie i możesz dobić energię przed spokojnym zejściem do parkingu).
Nie — ta trasa w całości wchodzi na teren Babiogórskiego Parku Narodowego, a na obszar Parku nie wolno wprowadzać psów (wyjątek dotyczy wyłącznie ścieżki „Mokry Kozub”, która nie ma związku z Percią Akademików ani dojściem na Diablak z Zawoi Markowej). Jeśli planujesz wyjście z psem, trzeba wybrać inny rejon niż szlaki na Babią w granicach Parku.
Do schroniska idziesz głównie w lesie, więc widoki są raczej „w przerwach”, a prawdziwa przestrzeń zaczyna się wyżej, gdy teren robi się bardziej otwarty (kosodrzewina i partie halne) i wchodzisz na grzbiet. Na Diablaku przy dobrej pogodzie masz szeroką panoramę, w której bardzo często łapią się Tatry oraz pasma Beskidów i Gorców — to jeden z powodów, dla których Babia potrafi zrobić efekt „wow” nawet przy krótkiej wizycie.
Najpewniejszy wybór to okres od późnej wiosny do jesieni, w dzień ze stabilną prognozą — Perć ma krótkie, strome odcinki po skale, więc mokro, silny wiatr, mgła albo burze potrafią szybko zamienić fajną przygodę w ryzyko. Zimą żółty szlak bywa zamykany i realnie odpada jako plan wejścia na szczyt (zdarzają się komunikaty o zamknięciu, gdy łańcuchy i klamry są pod śniegiem), więc w tym czasie nie zakładaj Perci jako „pewniaka”. Najlepiej startować rano, żeby zdążyć przed popołudniową zmianą pogody i mieć zapas czasu na spokojne przejście technicznych miejsc.









