DŁUGOŚĆ SZLAKU
9.3KM
SUMA WZNIESIEŃ
724m
CZAS PRZEJSCIA
3:40h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Nie
NAJWYŻSZY PUNKT
1725m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★☆☆☆
Najkrótszy szlak na Babią Górę z Przełęczy Krowiarki
Jeśli chcesz wejść na Babią Górę „bez kombinowania”, to start z Przełęczy Krowiarki jest właśnie tym patentem. To klasyka: idzie się grzbietem prosto na Diablak i wraca tą samą drogą, bez pętli, bez zagadek, za to z porządną porcją gór w krótkim czasie. Po drodze czekają kolejne kulminacje grani: Sokolica, Kępa i Gówniak — czyli takie małe „przystanki kontrolne”, które dobrze robią na morale, bo wiesz, że idziesz w dobrym kierunku.
To propozycja dla osób, które lubią konkretny cel i rytm: podejście, grań, szczyt, powrót. W sam raz na szybki wypad, kiedy chcesz poczuć wysokość i przestrzeń, ale niekoniecznie masz ochotę na całodzienną wyprawę z obiadem w termosie dla trzech pokoleń. Całość w tę i z powrotem ma 9,3 km i zajmuje około 3 godz. 30 min (nie uwzględniając odpoczynków), więc da się to ogarnąć bez biegu po rekord.
Warto też pamiętać, że to teren Babiogórskiego Parku Narodowego, a wejście do parku jest biletowane (obowiązek dotyczy całego obszaru parku). I to nie jest park „z nazwy” — Babia Góra ma status Rezerwatu Biosfery UNESCO w programie MAB, więc przyroda jest tu traktowana serio, a człowiek ma się zachowywać jak gość, nie jak właściciel.
Przełęcz Krowiarki – start bez filozofii
Zaczynamy na Przełęczy Krowiarki, czyli jednym z najwygodniejszych punktów wejścia na Babią. Sama przełęcz leży na styku świata „samochodowego” i „już-górskiego” — kilka kroków i robi się ciszej, bardziej leśnie, a po chwili czujesz, że to nie będzie spacer po bulwarze, tylko prawdziwe podejście. To miejsce jest popularne, bo daje szybki dostęp do grzbietu i pozwala wejść na masyw od razu od tej strony, gdzie trasa prowadzi przez kolejne wyraźne wzniesienia.
Na tym etapie warto nastawić głowę na prostą zasadę: idziemy w górę i trzymamy się czerwonego szlaku, który jest fragmentem Głównego Szlaku Beskidzkiego. To taki rodzaj „górskiej autostrady pieszej” — nie w sensie szerokości, tylko pewności, że prowadzi przez ważne miejsca grani. A jeśli ktoś lubi symbolikę, to fajnie mieć z tyłu głowy, że te znaki na drzewach są częścią dłuższej, beskidzkiej opowieści.
Sokolica – pierwsza poważna kulminacja i smak grani
Po wyjściu z lasu zaczyna się moment, na który wiele osób czeka: przestrzeń. Sokolica to jedna z kluczowych kulminacji grzbietu Babiej Góry, mniej więcej na 1367 m n.p.m., i często bywa pierwszym miejscem, gdzie czuć, że wchodzimy na „dużą górę”. To nie jest jeszcze finał, ale już jest wrażenie wysokości i tego, że dalej będzie tylko bardziej „graniowo”.
Z Sokolicy zwykle otwierają się szerokie panoramy na pasma Beskidów, a przy dobrej przejrzystości powietrza można wypatrywać dalszych łańcuchów górskich. To też fajny punkt, żeby złapać równy oddech, bo grań ma swój rytm: raz delikatniej, raz konkretniej, ale konsekwentnie prowadzi ku najwyższemu punktowi masywu. I tu mała uwaga z uśmiechem: Sokolica potrafi dać złudne poczucie, że „to już prawie”, a potem człowiek odkrywa, że Babia ma jeszcze kilka argumentów w zanadrzu.
Kępa i Gówniak – grań się odsłania, a nazwy robią swoje
Idąc dalej grzbietem, dochodzimy do Kępy, jednej z charakterystycznych kulminacji na około 1521 m n.p.m. To taki moment, kiedy krajobraz zwykle staje się bardziej surowy, a sama linia grani zaczyna przypominać, że Babia Góra to nie tylko „ładny widoczek”, ale porządny masyw z własnym mikroświatem. Kępa bywa kojarzona z dobrymi miejscami do podziwiania grzbietu — widać, jak teren układa się w stronę kolejnych wzniesień, i łatwiej wyobrazić sobie finał na Diablaku.
Potem przychodzi Gówniak, czyli kulminacja mniej więcej na 1617 m n.p.m., znana też z alternatywnej nazwy Wołowe Skałki. I tak, nazwa „Gówniak” robi robotę — trudno przejść obojętnie, bo każdy ma w głowie ten sam odruch uśmiechu: „kto to wymyślił?”. Jest w tym jednak sporo górskiej historii i pasterskich skojarzeń, a do tego sama kulminacja jest już blisko tej strefy, gdzie często robi się bardziej kamieniście i „wysokoalpejsko” jak na Beskidy.
Babia Góra (Diablak) – finał na najwyższym punkcie Beskidów Zachodnich
W końcu dochodzimy na Babią Górę, a dokładniej na Diablak — najwyższy wierzchołek masywu. W zależności od źródeł podaje się wysokość około 1724–1725 m n.p.m., ale w praktyce liczy się to, że to najwyższy szczyt Beskidów Zachodnich i najwyższy punkt w Polsce poza Tatrami. Przez wierzchołek przebiega też granica polsko-słowacka, więc można mieć satysfakcję, że stoi się na „dachu” tej części Beskidów z dodatkowym smaczkiem pogranicza.
Diablak jest jednym z tych miejsc, gdzie ludzie idą dla przestrzeni — bo to szczyt, który potrafi dać panoramę na bardzo dalekie pasma, a przy dobrej pogodzie często wypatruje się stąd Tatr. Sama Babia ma też opinię góry o mocnym charakterze: w literaturze i opisach często przewija się jej przydomek „Królowa Beskidów”, a rezerwat biosfery i ochrona parku tylko podkreślają, że to nie jest byle pagórek przy drodze.
Powrót tą samą drogą – znajome miejsca, ale inny rytm
Wracamy dokładnie tym samym szlakiem i to ma swój urok: te same kulminacje nagle układają się w inną opowieść, bo perspektywa się odwraca. Na grani łatwo złapać ten przyjemny moment, kiedy człowiek już wie, co go czeka za następnym garbem terenu, więc idzie się spokojniej, bardziej „po swojemu”. Kępa i Sokolica potrafią wtedy działać jak kolejne bramki do zejścia — każda z nich przybliża do przełęczy i do końca wycieczki bez nerwowego liczenia minut.
Warto tylko pamiętać o prostym fakcie: schodzenie bywa podstępne, bo nogi dostają w kość inaczej niż przy podejściu. Tu nie chodzi o straszenie, tylko o zdrowy rozsądek — Babia Góra jest wysoka jak na Beskidy, a końcówka potrafi przypomnieć, że „to już prawie” to w górach jednostka bardzo umowna. I dopiero kiedy wracamy na Przełęcz Krowiarki, pojawia się ta miła myśl, że w kilka godzin dało się przejść przez cały, porządny grzbiet w Beskidzie Żywieckim.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej trasy oceniam jako łatwą, mimo że na krótkim odcinku jest tu całkiem sporo podejść, które potrafią rozgrzać nogi szybciej, niż człowiek zdąży pomyśleć „to tylko Babia”. Moim zdaniem dzieci w wieku szkolnym poradzą sobie bez większego problemu, o ile podejdzie się do tego na spokojnie i bez napinki. W górach naprawdę warto traktować wyjście nie jak maraton do odhaczenia, tylko jako fajnie spędzony czas — z przerwami, oddechem i chwilą na rozejrzenie się dookoła. A o to akurat łatwo, bo po drodze jest sporo miejsc, gdzie można przystanąć i nacieszyć oczy widokami, które potrafią zatrzymać na dłużej niż planowałeś (i bardzo dobrze).
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Przełęcz Krowiarki – Sokolica – Kępa – Gówniak – Babia Góra (Diablak) – Powrót tą sama trasą
Babia-Góra (Diablak) z Przełęczy Krowiarki (FAQ)
Startujesz z rejonu Polany/Przełęczy Krowiarki – parking jest tuż przy wejściu na szlak, więc nie tracisz czasu na dojście asfaltem. Parking jest płatny: 15 zł za 1. godzinę, potem 5 zł za każdą kolejną, a po 5 godzinach wchodzi stawka dobowa 30 zł. W weekendy i w sezonie przyjedź możliwie wcześnie, bo to jeden z najpopularniejszych punktów startowych na Babią.
Tak, to najłatwiejszy i najkrótszy wariant na Babia Górę, ale mimo prostego prowadzenia szlak jest dość stromy miejscami i wymaga dobrej kondycji – podejścia potrafią solidnie „palić nogi”. Dla osób, które wcześniej nie chodziły po górach, wymagane jest nastawienie na podchodzenie – to nie jest płaski spacer.
Trasa może być zrobiona z dziećmi w wieku szkolnym, które potrafią iść kilka godzin pod górę z przerwami, ale dla bardzo małych dzieci bywa już męcząca. Jeśli planujesz iść z rodziną, warto liczyć więcej czasu na odpoczynki i przerwy, bo przewyższenie i długość dają się we znaki.
Na samej najkrótszej trasie grzbietem nie ma schroniska po drodze – idzie się w górę i wraca tą samą drogą bez mijania „bazy” do odpoczynku. Najbliższe schronisko (Markowe Szczawiny) znajduje się poza głównym wariantem wejścia, wymagając zejścia z grani na innym szlaku.
Na tej trasie nie wolno iść z psem, ponieważ cała trasa leży w granicach Babiogórskiego Parku Narodowego, w którym psy są zabronione na większości szlaków bez wyjątku. Jeśli więc planujesz wędrówkę z psem, trzeba wybrać inną trasę poza terenem parku.
Już po wyjściu z lasu na Sokolicy zaczynają się szerokie panoramy Beskidów, a im wyżej (na Kępie i Gówniaku) tym bardziej surowy i „otwarty” krajobraz – z daleka widać okoliczne pasma gór. Na szczycie Diablaka panorama jest bardzo rozległa i przy dobrej widoczności obejmuje dalsze góry, a często również Tatry w oddali.
Najlepszy czas to późna wiosna, lato i wczesna jesień, kiedy dzień jest długi, warunki na grani są suche, a widoczność dobra – wtedy panorama i przyjemność z wyjścia są największe. Zimą szlak jest znacznie trudniejszy z powodu oblodzeń i wiatru, więc bez doświadczenia i sprzętu zimowego lepiej go wtedy unikać.









