Maja Chwalińska zagra w głównej drabince Wimbledonu. Po znakomitym występie w Rolandzie Garrosie i awansie do finału turnieju wielkoszlemowego polska tenisistka znalazła się w wyjątkowej sytuacji: jej ranking gwałtownie wzrósł, ale zgłoszenia do Wimbledonu zamknięto jeszcze przed jej paryskim sukcesem. Decyzja organizatorów była więc wyczekiwana przez kibiców, sztab zawodniczki i środowisko tenisowe.
Maja Chwalińska z dziką kartą na Wimbledon
Organizatorzy Wimbledonu ogłosili we wtorek listę zawodniczek i zawodników, którzy otrzymali dzikie karty do tegorocznej edycji turnieju. Wśród nazwisk znalazła się Maja Chwalińska, co oznacza, że Polka nie będzie musiała rozpoczynać rywalizacji od kwalifikacji.
To ważna decyzja z punktu widzenia polskiego tenisa. Chwalińska w ostatnich tygodniach stała się jedną z największych historii sezonu. Turniej Roland Garros rozpoczęła od kwalifikacji, a następnie przeszła przez główną drabinkę aż do finału. Dopiero w meczu o tytuł zatrzymała ją Mirra Andriejewa.
Występ w Paryżu był życiowym sukcesem 24-letniej tenisistki. Po Rolandzie Garrosie Chwalińska po raz pierwszy w karierze znalazła się w czołowej setce rankingu WTA. Co więcej, awansowała aż na 21. miejsce i została drugą rakietą Polski.
Mimo tak wysokiej pozycji w rankingu jej udział w głównej drabince Wimbledonu nie był automatyczny. Powodem były terminy zgłoszeń. Lista uczestniczek została zamknięta jeszcze przed French Open, czyli zanim Chwalińska wywalczyła punkty, które dały jej ogromny awans w klasyfikacji.
W praktyce oznaczało to, że finalistka Rolanda Garrosa mogła zostać zmuszona do gry w kwalifikacjach Wimbledonu. Po jej paryskim występie taki scenariusz wywołał duże poruszenie wśród kibiców.
Presja, oficjalny wniosek i decyzja Wimbledonu
Po finale Rolanda Garrosa pojawiły się liczne głosy, że Chwalińska powinna otrzymać dziką kartę do Wimbledonu. Sprawa była szeroko komentowana, bo sytuacja Polki była nietypowa: rankingowo znalazła się już bardzo wysoko, ale formalnie nie zdążyło to wpłynąć na listę zgłoszeń do londyńskiego turnieju.
Sztab zawodniczki oraz Polski Związek Tenisowy złożyli oficjalny wniosek o przyznanie jej dzikiej karty. W kolejnych dniach temat nabrał jeszcze większego znaczenia, gdy głos zabrał Tim Henman, były brytyjski tenisista i jedna z osób uczestniczących w procesie opiniowania kandydatur.
Henman ocenił, że szanse Chwalińskiej na otrzymanie przepustki są duże. Podkreślił też, że jej historia może być inspiracją dla zawodniczek z czołowej dwusetki rankingu, które walczą o miejsce w największych turniejach przez kwalifikacje.
Na oficjalną decyzję trzeba było poczekać do 16 czerwca. Tego dnia Wimbledon opublikował listę dzikich kart. Z polskiej perspektywy najważniejsza informacja była jednoznaczna: Maja Chwalińska otrzymała miejsce w głównej drabince singla kobiet.
Dla Chwalińskiej będzie to kolejny wielki sprawdzian po najlepszym turnieju w karierze. Po finale w Paryżu polska tenisistka pojedzie do Londynu już nie jako zawodniczka próbująca przebić się do elity, ale jako finalistka turnieju wielkoszlemowego i jedna z najwyżej notowanych tenisistek świata.
źródło: Polsat Sport





