Kilkadziesiąt lat temu Beskid Żywiecki i Beskid Śląski wyglądały na archiwalnych fotografiach inaczej niż dziś w mediach społecznościowych, ale ich rozpoznawalny charakter pozostał ten sam. Czarno-białe kadry, pozbawione kolorów i mocnych kontrastów, potrafią oddać klimat hal, przełęczy i szczytów, a czasem także ludzi na szlaku. To zapis górskiej codzienności sprzed dekad oraz punkt wyjścia do krótkiej historii tego, jak w Polsce rodziła się turystyka górska – od pierwszych udokumentowanych wypraw po okres, gdy zaczęto znakować szlaki i budować kulturę wędrowania.


Beskidy na archiwalnych fotografiach: miejsca, które wciąż rozpoznajemy
Archiwalne fotografie Beskidu Żywieckiego i Beskidu Śląskiego przyciągają tym, że mimo ograniczeń techniki sprzed lat pokazują góry w sposób sugestywny i „poważny” w odbiorze. Brak barw nie odbiera im wyrazu, bo o sile tych zdjęć decydują przede wszystkim linie grzbietów, układ polan, hal i przełęczy oraz światło, które na czerni i bieli potrafi wyostrzyć faktury stoków i nieba. To właśnie dlatego takie kadry bywają odbierane jako bardziej tajemnicze, a jednocześnie oddają atmosferę uwiecznionych miejsc.
Na zdjęciach z Beskidu Żywieckiego i Beskidu Śląskiego sprzed kilkudziesięciu lat można dostrzec wiele lokalizacji, które do dziś należą do najczęściej odwiedzanych w regionie. Rozpoznawalna jest Babia Góra, pojawia się również szlak na Halę Miziową, a obok nich miejsca kojarzone przez stałych bywalców: Romanka, Hala Boracza, Polica wraz z Halą Krupową, a także Skrzyczne, Szyndzielnia i Malinowska Skała.
Część fotografii nie ogranicza się do samych pejzaży. Widać na nich także wędrujących ludzi uchwyconych na tle beskidzkich panoram, co nadaje obrazom wymiar dokumentalny: pokazuje skalę i sposób poruszania się po górach, a przy okazji pozwala „złapać” proporcje krajobrazu. To ważne, bo archiwum nie jest tylko kolekcją widokówek – to zapis tego, jak wyglądała obecność człowieka w górach i jaką rolę pełniły szlaki oraz miejsca postoju.


Choć czarno-białe ujęcia nie pokażą wielobarwnej, jesiennej roślinności, to nadrabiają czytelnością rzeźby terenu. Charakterystyczne ukształtowanie beskidzkich grzbietów, przełęczy i hal samo w sobie buduje wrażenie przestrzeni, a na wielu zdjęciach mocno wybija się zimowy krajobraz. Śnieżne czapy, widoczne na szczytach i rozległych partiach grzbietów, wzmacniają kontrast i sprawiają, że górskie formy stają się jeszcze bardziej wyraziste. Zdarza się również, że autorzy tych fotografii uchwycili dalszą panoramę – kadry „wychodzą” poza najbliższy plan i pokazują, jak szeroko rozciąga się horyzont, gdy pogoda i przejrzystość powietrza na to pozwalają.
Takie zdjęcia są też punktem zaczepienia do szerszej opowieści o tym, skąd wzięła się w Polsce moda na wędrowanie po górach i jak ten ruch zaczął się organizować. Turystyka górska zaczęła rozwijać się na przełomie XVIII i XIX wieku, kiedy wędrówki w Tatry, Sudety oraz wyższe partie Beskidów stawały się coraz częstsze, a rolę przewodników zaczęto traktować jako realne wsparcie w poruszaniu się po trudniejszym terenie. Nie oznacza to jednak, że wcześniej góry były „puste” — same pasma poznawano już w wcześniejszych stuleciach.
Istotny punkt w tej historii przypada na XV wiek, gdy pojawiły się pierwsze udokumentowane wyprawy górskie. W tamtym czasie zdobyto między innymi karkonoską Śnieżkę i zaczęto wchodzić w coraz wyższe partie Tatr. Zainteresowanie górami miało wówczas nie tylko charakter wędrówkowy, ale również poznawczy: góry przyciągały ludzi nauki, którzy badali ich budowę i rzeźbę oraz przyrodę występującą na tych obszarach. Chęć opisu i zrozumienia tych „majstycznych elementów krajobrazu” przekładała się na kolejne wyprawy.


Na przełomie XVIII i XIX wieku takie podejście wyraźnie zintensyfikowało wędrówki w wysokie Tatry, ale równolegle odnotowano także znaczną liczbę wypraw o charakterze naukowym w Beskidy. To ważne dopowiedzenie w kontekście archiwalnych fotografii Beskidu Żywieckiego i Śląskiego: zanim region stał się oczywistym kierunkiem dla masowej turystyki, był również przestrzenią obserwacji, pomiarów i dokumentowania – a fotografia, nawet czarno-biała, stała się jednym z narzędzi utrwalania tego, co badacze i wędrowcy uznawali za warte zapisania.
Kolejnym etapem porządkowania górskiego ruchu był koniec XIX wieku, gdy zadbano o pierwsze oznakowania szlaków. To moment przełomowy, bo od znakowania tras zaczyna się w praktyce system, który pozwala planować przejścia i poruszać się po górach w sposób bardziej przewidywalny. Najbardziej owocny okres w rozwoju turystyki górskiej przypadł jednak na lata międzywojenne, kiedy idea wędrowania — zarówno dla poznania, jak i dla wypoczynku — zyskała realne zaplecze oraz większą skalę.
Właśnie w takim kontekście archiwalne zdjęcia Beskidu Żywieckiego i Beskidu Śląskiego układają się w spójną opowieść: z jednej strony pokazują konkretne, rozpoznawalne miejsca — od Babiej Góry i Policy po Skrzyczne, Szyndzielnię i Malinowską Skałę — z drugiej przypominają, że górska obecność człowieka nie wzięła się znikąd. To ciąg zdarzeń: od wczesnych wypraw i zainteresowania naukowego, przez rozwój turystyki z przewodnikami na przełomie XVIII i XIX wieku, po znakowanie szlaków i dynamiczne lata międzywojenne, które ukształtowały kulturę wędrówek znaną do dziś.







