DŁUGOŚĆ SZLAKU
9.7KM
SUMA WZNIESIEŃ
637m
CZAS PRZEJSCIA
3:30h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Nie
NAJWYŻSZY PUNKT
1165m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★☆☆☆
Zielony szlak na Muńcuł z Ujsół
Jeśli masz ochotę na beskidzką trasę, która nie kombinuje, tylko konsekwentnie prowadzi w górę, to wejście na Muńcuł zielonym szlakiem z Ujsół robi dokładnie to, co obiecuje. Bez pętli, bez „a może jeszcze tu odbijmy”, za to z fajnym rytmem: najpierw wieś i dolina, potem porządne leśne podejście, a w nagrodę otwarte polany, na których zwykle aż chce się przystanąć i popatrzeć, nawet jeśli „tylko na chwilę”.
To propozycja dla osób, które lubią mieć cel jasno postawiony: wchodzisz, zdobywasz szczyt i wracasz tą samą drogą, więc łatwo ogarnąć logistykę. Całość ma około 9,7 km i spokojnie da się ją zamknąć w mniej więcej 3 godziny 30 minut, oczywiście zależnie od tego, ile razy nogi same powiedzą „dobra, pięć minut przerwy”. Muńcuł nie jest może celebrytą Beskidu Żywieckiego, ale potrafi zaskoczyć tym, jak przyjemnie układa się ta wędrówka.
Start w Ujsołach: zanim na dobre zacznie się pod górę
Zaczynamy w Ujsołach, gdzie zielone znaki wyprowadzają w stronę Doliny Danielki. Na początku jest bardzo „cywilizowanie” — przez chwilę idzie się wąską drogą asfaltową, więc buty jeszcze nie zdążą się ubrudzić, a łydki nie mają pretekstu do narzekania. Po drodze trafia się most na Sole, a za nim robi się coraz bardziej górsko, bo szlak odkleja się od zabudowań i zaczyna myśleć już tylko o wysokości.
Jeśli jesteś samochodem, w okolicy startu najczęściej celuje się w miejsca postojowe w Ujsołach w rejonie kościoła albo przy ulicy Bystrej, a sporo osób podjeżdża też bliżej zielonego szlaku w stronę ulicy Danielki. To dobry moment, żeby dopiąć wszystko „na ostatni guzik”: coś do picia pod ręką, kurtka tam, gdzie łatwo ją wyjąć, i można ruszać, zanim głowa zacznie negocjować, że może jednak kawę jeszcze jedną.
Podejście przez las na Szczytówkę: praca u podstaw
Po chwili asfalt zostaje w tyle i szlak przechodzi na polną drogę, a potem wchodzi w las i zaczyna się konkret. Tu nie ma wielkiej filozofii: zielone znaki prowadzą stromo w górę, regularnie i bez udawania, że „to tylko delikatne podejście”. Dobrze złapać sobie równy, spokojny krok, bo ta część potrafi przyjemnie rozgrzać — taki naturalny „rozruch”, tylko bez karnetu.
Las w tej okolicy jest typowo beskidzki: idzie się w cieniu, wśród drzew, a widoki pojawiają się dopiero wtedy, gdy szlak wypuści na bardziej otwarte miejsce. I właśnie dlatego Szczytówka wchodzi tu jak miły przerywnik. To osiedle i polany, gdzie nachylenie na moment odpuszcza, a przestrzeń robi się szersza — często widać stąd pasmo graniczne, a przy lepszej przejrzystości powietrza oko łapie też dalsze grzbiety w okolicy Worka Raczańskiego.
Z Szczytówki na Muńcuł: hale, rezerwat i sam wierzchołek
Za Szczytówką wraca tryb „idziemy wyżej”, bo zielony szlak znowu pnie się pod górę. W praktyce to mieszanka leśnych odcinków i wyjść na bardziej otwarte hale na zboczach Muńcuła — miejsca, dla których wiele osób tu przychodzi. Na takich polanach łatwo złapać oddech i rozejrzeć się po horyzont, bo zwykle właśnie tu robi się najbardziej „widokowo”, zanim szczyt schowa się w lesie.
Po drodze trafia się też ciekawy akcent w terenie: wychodnia piaskowca, która przypomina, że Beskidy potrafią dorzucić coś więcej niż same drzewa i błoto na butach. A kawałek dalej jest Rezerwat Muńcoł — chroni między innymi bukowy las, a wczesną wiosną bywa kojarzony ze śnieżyczką przebiśnieg (jeśli lubisz takie drobne, botaniczne „wow”, to jest dokładnie ten klimat). Finał jest już klasyczny: wierzchołek Muńcuła ma 1165 m n.p.m. i leży w lesie, więc zamiast wielkiej panoramy na samym czubku bardziej liczą się te hale i prześwity po drodze. Taki trochę przewrotny żart Beskidów: najlepsze „okna” są często chwilę przed szczytem.
Powrót tą samą drogą: znajome miejsca, ale w drugą stronę
Wracając, idziesz dokładnie tym samym zielonym szlakiem, tylko wszystko układa się odwrotnie: to, co przed chwilą było „podejściem do przeżycia”, zamienia się w zejście, które lubi przypomnieć o kolanach. W lesie warto trzymać czujność na bardziej stromych fragmentach, bo tempo potrafi samo rosnąć, a to nie zawsze najlepszy pomysł, jeśli chcesz wrócić z uśmiechem, a nie z miną „następnym razem to ja wybieram nizinny spacer”.
Szczytówka po drodze w dół zwykle znowu robi robotę jako miejsce na krótkie rozluźnienie — otwarta przestrzeń pomaga złapać oddech i mentalnie „zamknąć” górską część trasy. Potem zostaje już zejście w stronę zabudowań Ujsół, a na końcówce pojawia się ten krótki, cywilizowany fragment drogą, gdzie nagle okazuje się, że nogi potrafią iść całkiem żwawo. Góry to jednak świetni negocjatorzy: w górę każą pracować, a na koniec oddają asfalt jak nagrodę pocieszenia.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej trasy spokojnie można wrzucić do kategorii łatwa, ale z małą gwiazdką dopisaną ołówkiem z boku. Na stosunkowo krótkim odcinku zbiera się całkiem konkretne przewyższenie, więc nogi potrafią przypomnieć o sobie, szczególnie na dłuższych podejściach w lesie. To nie jest spacer doliną, tylko uczciwe, beskidzkie wchodzenie, takie „krok za krokiem, bez drogi na skróty”. Na wypad z dziećmi trasa nadaje się bardzo dobrze, pod warunkiem że to już młodzi piechurzy, którzy znają smak podejścia pod górę i nie obrażają się na szlak po pierwszych dziesięciu minutach pod górkę. Najmłodszych łatwo tu zniechęcić stromszymi fragmentami, ale dla tych trochę bardziej rozchodzonych może to być świetna, górska przygoda z prawdziwego zdarzenia.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Ujsoły – Szczytówka – Muńcuł – Powrót tą samą trasą
Zielony szlak na Muńcuł z Ujsół (FAQ)
Najprościej zostawić auto w centrum Ujsół, w okolicy kościoła albo urzędu gminy i spokojnie podejść do zielonych znaków. Jeśli wolisz stanąć bliżej wejścia na szlak, sporo osób celuje też w rejon ulicy Danielki, skąd łatwo „wskoczyć” w podejście.
Tak, bo to prosta trasa „tam i z powrotem”, bez kombinowania z orientacją i z czytelnym prowadzeniem zielonymi znakami. Trzeba tylko pamiętać, że jak na te niecałe 10 km jest sporo przewyższenia, więc momentami podejście potrafi być konkretne i nogi będą miały swoje zdanie.
Tak, ale najlepiej dla dzieci, które już trochę chodzą i nie oczekują, że góra sama się zrobi. Stromsze fragmenty podejścia potrafią szybko zniechęcić maluchy, więc dla najmłodszych to może być bardziej „sprawdzian charakteru” niż przyjemna wycieczka.
Na wariancie Ujsoły – Muńcuł – Ujsoły nie ma schroniska po drodze, więc jedzenie i picie warto mieć ze sobą od startu.
Na wariancie z Ujsół na Muńcuł i powrót tą samą trasą można iść z psem bez problemu, bo ten odcinek nie prowadzi przez teren rezerwatu.
Najwięcej dzieje się na polanach i prześwitach w okolicach Szczytówki oraz na podejściu pod Muńcuł, gdzie często otwierają się widoki na okoliczne grzbiety Worka Raczańskiego. Sam wierzchołek Muńcuła jest w lesie, więc „panorama na 360” zwykle wypada lepiej chwilę wcześniej niż dokładnie na czubku.
Najwygodniej celować od późnej wiosny do jesieni, kiedy szlak jest czytelny, a leśne odcinki nie są pod śniegiem. Zimą też da się tu iść, tylko to już wariant bardziej „na warunki” — podejście bywa oblodzone i wtedy raczki robią różnicę większą niż dobra kawa o poranku.



