TRASA: Zwardoń – Kikula – Magura – Wielka Racza – Magura – Kikula – Zwardoń
DŁUGOŚĆ TRASY: 21.6km
SUMA WZNIESIEŃ: 1116m
CZAS WYPRAWY: 7:30
Start tej wędrówki jest konkretny i „górski” już od pierwszych minut: Zwardoń, Przełęcz Graniczne. Stąd ruszasz czerwonym szlakiem w stronę Grupy Wielkiej Raczy w Beskidzie Żywieckim, z bardzo wyraźnym celem dnia: Schronisko PTTK na Wielkiej Raczy. Po drodze w planie są dwa charakterystyczne punkty grzbietu – Kikuła i Magura – które porządkują marsz i nadają mu rytm, choć to wciąż jedna, spójna opowieść o wędrówce pograniczem.
To propozycja na pełny dzień w terenie: całość (tam i z powrotem) ma ok. 21,6 km i orientacyjnie zajmuje 7 i pół godziny marszu. W praktyce jest to wyjście, które najbardziej polubią turyści lubiący dłuższe trasy – osoby chodzące już po górach, weekendowi piechurzy w dobrej formie, wszyscy, którzy cenią satysfakcję z konsekwentnie zrobionych kilometrów. Dla zupełnie początkujących czy na „spacer z doskoku” ten plan bywa po prostu zbyt długi, ale jako porządny, jednodniowy cel w Beskidzie Żywieckim sprawdza się bardzo dobrze.
Na końcu czeka schronisko – działające schronisko górskie PTTK na Wielkiej Raczy, rozpoznawalny adres w tej części pasma. Ma w sobie coś z miejsca, do którego naprawdę chce się dojść: nie jest tylko „punktem na mapie”, ale realną metą wędrówki. Gospodarzami schroniska są Daniel i Agnieszka Hudziak. Wraca się tą samą trasą czerwonym szlakiem przez Magurę i Kikułę do Zwardonia, na Przełęcz Graniczne.
Warto też wiedzieć, gdzie dokładnie się jest: odcinek przez Worek Raczański należy do obszaru Żywieckiego Parku Krajobrazowego, w którym pasmo Wielkiej Raczy jest jedną z kluczowych górskich grup. A skoro idziesz czerwonym szlakiem, wędrujesz fragmentem sieci znakowanych tras, które od dziesięcioleci porządkują turystykę w Beskidach – tu, w okolicach Wielkiej Raczy, ten system naprawdę „trzyma” teren i logicznie prowadzi między węzłami na grzbiecie. Ciekawostką jest, że opisany w rejonie szlak czerwony był wytyczony jeszcze w 1928 roku; później zmieniano jego barwę, a na czerwono został przemalowany w pierwszych powojennych latach.
Jeśli lubisz krótkie historie zasłyszane „po drodze”, okolica ma także swoje podanie o nazwie: opowieść mówi, że „Wielka Racza” może łączyć się ze starym „raczeniem się” podczas uczty urządzanej na granicznym wierzchołku po zakończeniu dawnych sporów. To tylko drobny detal, ale przy tak długiej trasie miło mieć w pamięci coś, co dodaje miejscu charakteru.

