DŁUGOŚĆ SZLAKU
15.7KM
SUMA WZNIESIEŃ
527m
CZAS PRZEJSCIA
4:50h
TYP TRASY
Pętla
REGION
Beskid Śląski
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
970m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★☆☆
Opis szlaku
Przełęcz Kubalonka to jeden z tych startów, które są po prostu wygodne. Dojeżdżasz wysoko, na miejscu jest parking, a sam początek nie rzuca od razu rękawicy jakimś morderczym podejściem, tylko daje chwilę na wejście w rytm marszu. To dobra opcja dla tych, którzy wolą dłuższy spacer po grzbiecie niż krótkie i ostre „w pionie”.
W tej trasie robi robotę właśnie jej przebieg. Najpierw jest spokojnie, leśnie i dość równo, potem pojawiają się bardziej otwarte fragmenty, Kiczory, Kyrkawica i w końcu okolice schroniska, gdzie czuć już ten klasyczny beskidzki klimat. Całość zamyka się w około 15,7 km i mniej więcej 4 godzinach 50 minut marszu, więc to wycieczka w sam raz na porządny pół dnia bez gonitwy.
Start na Przełęczy Kubalonka i spokojne wejście w trasę
Na Kubalonce nie trzeba długo zastanawiać się, czy to dobre miejsce na start, bo wszystko jest tu dość czytelne i oswojone. To ważna przełęcz między Wisłą a Istebną, z przystankiem autobusowym i płatnym parkingiem, więc pod względem logistycznym początek masz po prostu wygodny. Nie ma tu tego klasycznego zamieszania typu „gdzie zostawić auto, żeby nie skończyć z mandatem albo długim spacerem poboczem”.
Pierwszy odcinek po czerwonym szlaku jest dość łagodny i prowadzi głównie leśną drogą. To fragment, na którym nogi same łapią tempo, bo nie ma tu ciągłego szarpania przewyższenia, tylko spokojne nabieranie wysokości. Miejscami może być błotniście, ale ogólnie to bardziej odcinek do równego marszu niż do kombinowania, gdzie postawić stopę.
Przełęcz Łączecko i moment, kiedy trasa trochę się otwiera
Po dłuższym leśnym fragmencie dochodzisz do Przełęczy Łączecko i tutaj wycieczka wyraźnie zmienia charakter. Pojawia się więcej przestrzeni, łatwiej złapać oddech i wreszcie jest ten moment, kiedy nie idziesz już tylko „przez las”, ale zaczynasz czuć, że jesteś na sensownym grzbiecie. To też ważny punkt orientacyjny, bo właśnie tutaj spotyka się wariant niebieski, którym później wracasz.
Sama przełęcz jest dobrym miejscem na krótkie zebranie sił przed dalszym podejściem. Nie dlatego, że zaraz zaczyna się jakaś wielka ściana płaczu, ale od tego momentu trasa robi się bardziej górska i bardziej „stożkowa” niż spacerowa. Właśnie tutaj kończy się ten spokojny rozruch, a zaczyna część, w której trzeba już trochę popracować nogą.
Kiczory i Kyrkawica, czyli najlepszy fragment tej pętli
Podejście na Kiczory to odcinek, na którym wreszcie czuć konkretniejszą robotę. Nadal bez przesady, ale teren przestaje być jednostajny, a sama góra jest nieprzypadkowa, bo to drugi co do wysokości szczyt Pasma Stożka i Czantorii i zarazem najwyższy punkt na tej trasie. To też miejsce przy granicy polsko-czeskiej, więc od tego momentu wędrujesz już w bardzo charakterystycznym beskidzkim klimacie pogranicza.
Między Kiczorami a Kyrkawicą robi się naprawdę ciekawie. Są tu fragmenty bardziej otwarte, pojawiają się widokowe okienka, a po drodze trafiają się też wychodnie skalne, które dodają temu odcinkowi charakteru. Zwykle właśnie tu trasa przestaje być tylko dojściem do celu, a zaczyna być pełnoprawną częścią wycieczki, taką, którą się po prostu pamięta.
Kyrkawica sama w sobie nie jest może miejscem, przy którym urządza się długi biwak z kanapką numer trzy, ale dobrze buduje finał tej wycieczki. To już okolice Stożka, więc czuć, że schronisko jest blisko, a zarazem nadal idziesz grzbietem, a nie zwykłą dojściówką przez przypadkowy las. Dzięki temu końcówka nie siada, tylko trzyma poziom prawie do samego końca.
Schronisko na Stożku i finał z górskim klimatem
Schronisko PTTK na Stożku nie jest zwykłym punktem „po drodze”. To najstarsze polskie schronisko w Beskidzie Śląskim, otwarte w 1922 roku, więc ma za sobą kawał historii i od razu czuć, że to miejsce z charakterem, a nie sezonowa budka na szybko. Sam budynek stoi w świetnym miejscu i właśnie dlatego od lat przyciąga turystów nie tylko jako przystanek, ale też jako cel sam w sobie.
Okolice schroniska są jednym z najmocniejszych punktów całej trasy. Przy dobrej widoczności zwykle to właśnie stąd najlepiej łapie się szerokie panoramy na wschód, a sam Stożek Wielki od dawna uchodzi za jeden z tych beskidzkich szczytów, na które idzie się nie tylko „dla zaliczenia”, ale też dla widoków i klimatu miejsca. To taki finał, który naprawdę smakuje jak finał, a nie jak przypadkowa meta przy słupku z nazwą.
Powrót niebieskim i domknięcie pętli
Na zejście dobrze działa wariant niebieskim szlakiem do Przełęczy Łączecko, a potem powrót czerwonym na Kubalonkę. To sensowne domknięcie pętli, bo nie wracasz dokładnie tą samą drogą od schroniska aż do auta, tylko dorzucasz sobie trochę zmiany w przebiegu. Dzięki temu końcówka nie ciągnie się jak ostatnie pięć minut w pracy przed weekendem.
Sam wariant niebieski omija Kiczory i Kyrkawicę, więc na zejściu masz już bardziej bezpośrednie schodzenie do przełęczy niż dalsze grzbietowe falowanie. To dobrze równoważy całą trasę: wejście jest ciekawsze i bardziej widokowe, a powrót po prostu praktyczny. W efekcie wychodzi pętla, która nie męczy monotonią i daje poczucie pełnej, porządnie skrojonej wycieczki.
Mapa szlaku na Stożek Wielki z Przełęczy Kubalonka
TRASA: Przełęcz Kubalonka – Kiczory – Kyrkawica – Przełęcz Kubalonka (powrót częściowo niebieskim szlakiem)
Inne szlaki na Stożek Wielki
Na Stożek Wielki da się podejść na kilka sposobów i właśnie to jest tu najfajniejsze — niby cel ten sam, a samo wyjście potrafi mieć zupełnie inny rytm, klimat i charakter już od pierwszych minut.
Kto woli dłuższe podejście z bardziej górskim przebiegiem, może skręcić w szlak z Wisły Jurzykowa przez Stożek Mały. To wariant mniej oczywisty niż start z Kubalonki, ale właśnie przez to daje trochę więcej samego chodzenia i spokojniej buduje wejście na główny szczyt.
Z kolei szlak z Wisły Głębce lepiej pasuje tym, którzy chcą zacząć niżej i wejść na Stożek bardziej klasycznie, bez dokładania po drodze kolejnego wierzchołka. Ta opcja ma w sobie więcej zwykłego, konkretnego podejścia niż spacerowego rozruchu.
A jeśli bardziej niż samo wejście na Stożek kusi Cię dłuższa pętla po grzbiecie, dobrze wypada połączenie Soszowa Wielkiego ze Stożkiem. To już propozycja na dzień, w którym liczy się nie jeden punkt na mapie, tylko całe przejście z kilkoma mocnymi momentami po drodze.
Szlak na Stożek Wielki z Przełęczy Kubalonka (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na parkingu przy Przełęczy Kubalonka, tuż przy starcie czerwonego szlaku w stronę Kiczor i Stożka. To praktyczny wybór, bo zaczynasz od razu na właściwej trasie i nie dokładasz sobie żadnego dojścia asfaltem na rozruch.
Tak, ale z zastrzeżeniem, że to nie jest krótki spacerek, tylko pełna wycieczka o długości około 15,7 km, z kilkoma podejściami i prawie pięcioma godzinami marszu. Technicznie szlak nie jest trudny i w dużej części prowadzi wygodnymi leśnymi drogami, więc początkujący spokojnie dadzą sobie radę, jeśli pójdą swoim tempem i bez ciśnienia.
Nadaje się, ale bardziej dla dzieci, które mają już za sobą górskie wycieczki i nie zniechęcają się dłuższym marszem. Sama trasa nie jest wymagająca terenowo, za to jest po prostu długa, więc dla rodzin najlepiej sprawdza się wtedy, gdy młodsi turyści są już obyci z takimi dystansami.
Tak, po przejściu przez Kiczory i Kyrkawicę dochodzisz do Schroniska PTTK na Stożku, położonego tuż poniżej szczytu Stożka Wielkiego na wysokości około 957 m n.p.m. To najstarsze polskie schronisko w Beskidzie Śląskim, czynne cały rok, więc na tej trasie masz bardzo konkretny punkt odpoczynku, a nie tylko przelotowy cel.
Tak, ten wariant nadaje się na wyjście z psem, bo nie ma tu odcinków technicznych ani ekspozycji, a sam szlak jest w większości wygodny i leśny. Dodatkowo w schronisku na Stożku akceptowany jest pobyt zwierząt po wcześniejszym ustaleniu z obsługą, więc jeśli planujesz wejść do środka albo nocleg, warto to załatwić wcześniej.
Na odcinku przez Kiczory i okolice Kyrkawicy pojawiają się bardziej otwarte fragmenty i widokowe prześwity, ale najmocniejszy punkt tej wycieczki to okolice schroniska na Stożku. Właśnie tam najczęściej najlepiej otwiera się panorama na Pasmo Wiślańskie z Baranią Górą, a przy bardzo dobrej przejrzystości widać także Tatry.
Najprzyjemniej iść tu od wiosny do jesieni, bo wtedy ten długi grzbietowy spacer daje najwięcej frajdy, a widokowe fragmenty po drodze i przy schronisku mają największy sens. Zimą ta trasa też jest chodzona, ale trzeba liczyć się z tym, że śnieg, lód i gorsza przyczepność wydłużają przejście, więc w chłodnym sezonie lepiej wybierać stabilną pogodę i porządne warunki pod nogami.





