DŁUGOŚĆ SZLAKU
13.2KM
SUMA WZNIESIEŃ
701m
CZAS PRZEJSCIA
4:30h
TYP TRASY
Pętla
REGION
Beskid Śląski
SCHRONISKO
Nie
NAJWYŻSZY PUNKT
1211m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★☆☆
Opis szlaku
Są takie trasy w Szczyrku, które robią robotę od pierwszych minut, bo nie każą się domyślać, „kiedy wreszcie zacznie się góra”. Ta wycieczka właśnie taka jest: start przy gondoli, konkretne podejście na Małe Skrzyczne, potem przyjemny grzbiet i finał na Malinowskiej Skale, czyli w miejscu, gdzie aparaty w telefonach nagle same wyciągają się z kieszeni.
Całość zamyka się w okolicach 13 km i zajmuje około 4 i pol godziny spokojnego marszu, więc to dobry plan na pół dnia bez nerwowego zerkana na zegarek. Najbardziej pasuje osobom, które lubią wyjść „na porządnie”, ale niekoniecznie mają ochotę na całodniową wyprawę z trzema termosami i prowiantem jak na zimową ekspedycję.
Na plus jest też logistyka: przy dolnej stacji gondoli w Szczyrku jest duży parking, więc temat „gdzie zostawić auto” zwykle rozwiązuje się szybciej niż wiązanie butów.
Start przy gondoli w Szczyrku
Zaczynamy przy gondoli w Szczyrku, czyli w miejscu, gdzie łatwo trafić nawet bez górskiego instynktu. Tu jest ta wygoda, że wszystko jest „pod ręką”: parking, infrastruktura i czytelny początek szlaku. W praktyce wystarczy złapać żółte znaki i już po chwili robi się bardziej górsko niż miejskawo.
Pierwszy fragment ma taki miks: kawałek idzie się w pobliżu gondoli, a potem wpada się na krótki odcinek ulicą Zwalisko (asfalt i zabudowania przez moment przypominają, że to jednak Szczyrk, a nie odludzie). Po tej chwili „cywilizacji” wraca to, po co tu jesteś: podejście robi się konkretniejsze, a ścieżka zaczyna wycinać zakosy, żeby nogi nie dostały od razu zadyszki.
Podejście na Małe Skrzyczne
Żółty szlak na Małe Skrzyczne jest krótki, ale treściwy — tu nie ma długiego rozgrzewkowego spaceru po płaskim. Po wejściu w leśniejszy odcinek zaczyna się praca: krok za krokiem, równo do góry, czasem bliżej trasy narciarskiej i infrastruktury ośrodka. I to jest fajne w tej trasie: nawet gdy idzie się w lesie, człowiek czuje, że to popularny rejon górski, a nie przypadkowa ścieżka „gdzieś pod górkę”.
Małe Skrzyczne to takie ważne miejsce na grzbiecie: z jednej strony jest naturalnym przystankiem w drodze w kierunku Skrzycznego, a z drugiej świetnie ustawia wycieczkę pod Malinowską Skałę. To nie jest szczyt „na fanfary”, raczej praktyczny punkt na trasie, z którym wiele osób kojarzy skręt w stronę dalszej wędrówki grzbietem.
Grzbietem w stronę Malinowskiej Skały
Po dojściu na Małe Skrzyczne zmienia się charakter wędrówki. Zamiast ciągłego parcia pod górę wchodzi klimat grzbietu: idzie się szerzej, wygodniej, a marsz staje się bardziej „turystyczny” niż „treningowy”. Ten odcinek bywa nazywany grzbietową „autostradą”, bo ścieżka jest czytelna i dość komfortowa — zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszego podejścia.
To też fragment, na którym łatwiej złapać rytm: nie trzeba co chwilę robić przystanku „bo serce”, tylko można po prostu iść, rozglądać się i trzymać tempo. Przy dobrej pogodzie zwykle pojawiają się miejsca, gdzie da się zerknąć na beskidzkie grzbiety i wyłapać znajome nazwy w głowie, nawet jeśli na co dzień udajesz, że orientacja w terenie to „nie twoja rzecz”.
Malinowska Skała i okolice przełęczy
Malinowska Skała to jeden z tych punktów, które mają swój znak rozpoznawczy — charakterystyczną wychodnię skalną na szczycie. To właśnie ta skała jest magnesem: ludzie przychodzą tu dla widoków i dla samego miejsca, bo wygląda jak naturalna ambona nad Beskidem Śląskim. Zwykle, przy dobrej przejrzystości, można stąd popatrzeć w stronę Skrzycznego i na okoliczne pasma, więc warto dać sobie chwilę, nawet jeśli „miało być tylko szybkie wejście i zejście”.
Dalej trasa prowadzi przez okolice przełęczy: najpierw krótko czerwonym w stronę rejonu Nad Przełęczą Malinowską, a potem dochodzi się do Przełęczy pod Malinowem. To miejsce jest ważnym węzłem, bo tutaj spotykają się szlaki i łatwo zmienić wariant wycieczki, jeśli komuś wpadnie do głowy plan B. W tym planie B nie ma jednak potrzeby kombinowania — trzymanie się znaków robi całą robotę.
Zejście do Soliska i powrót pod gondolę
Z Przełęczy pod Malinowem zaczyna się zejście niebieskim w stronę Soliska. Ten fragment ma bardziej leśny charakter i bywa spokojniejszy, bo wiele osób wybiera inne, popularniejsze dojścia. Idzie się wśród drzew, ścieżka jest wyraźna, a tempo schodzenia zwykle przyspiesza samo z siebie — nogi nagle przypominają sobie, że w dół to jednak lubią najbardziej.
W okolicach Soliska dochodzi się do rozejścia szlaków i stąd już niedaleko do samego Soliska. Na koniec zostaje jeszcze krótki łącznik do miejsca startu: około 1,8 km dojścia ścieżką nieoznaczoną lub drogą, żeby wrócić pod gondolę. To taki finał „domykający pętlę” — bez wielkiej filozofii, po prostu trzeba dojść tam, gdzie rano było najłatwiej zostawić auto.
Mapa szlaku na Malinowską Skałę ze Szczyrku
TRASA: Szczyrk – Małe Skrzyczne – Malinowska Skała – Szczyrk
Inne szlaki na Malinowską Skałę
Ta wersja przez Małe Skrzyczne dobrze pokazuje Malinowską Skałę od strony bardziej „górskiej” niż spacerowej, ale w tym rejonie da się to ułożyć też zupełnie inaczej — krócej, dłużej, spokojniej albo z dodatkowym grzbietem po drodze.
Gdy liczy się krótki konkret bez rozciągania wycieczki na pół dnia, najlepiej skręcić w szlak z Przełęczy Salmopolskiej. To dojście jest dużo bardziej oczywiste i zwięzłe — w sam raz na szybkie wyjście, kiedy celem jest sama skała, a nie długie zbieranie kilometrów.
Z kolei żółte szlak z Lipowej ma spokojniejszy rozruch i mniej „ośrodkowy” klimat niż start ze Szczyrku. Najpierw łapie się rytm w dolinie, a dopiero potem zaczyna się właściwe podejście, więc ten wariant dobrze siada osobom, które wolą wejść w trasę bez pośpiechu.
Inaczej wypada też szlak przez Cieńków, bo tutaj mocną stroną jest sam grzbiet i równy marsz, a nie jedno konkretne podejście od początku do końca. To dobra opcja dla tych, którzy lubią, kiedy trasa niesie sama z siebie i po drodze dorzuca jeszcze kilka punktów, zamiast prowadzić najkrótszą linią do celu.
Jeśli ma to być dłuższa pętla z bardziej „całodniowym” charakterem, sensownie wygląda szlak z Lipowej przez obie Magurki. Ten wariant ma wyraźnie więcej etapów po drodze i lepiej pasuje wtedy, gdy sama Malinowska Skała jest tylko jednym z punktów, a nie jedynym celem wyjścia.
A kiedy jedna góra to za mało, naturalnym rozwinięciem jest pętla na Skrzyczne przez Malinowską Skałę i Małe Skrzyczne. Tu środek ciężkości przesuwa się już z samej skały na dłuższą wycieczkę z porządnym finałem i schroniskiem, więc to raczej propozycja na dzień, w którym chce się przejść kawał konkretnego grzbietu.
Szlak na Malinowską Skałę ze Szczyrku przez Małe Skrzyczne (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na parkingach przy dolnej stacji Szczyrk Gondola, przy ul. Salmopolskiej 53B (to dokładnie to miejsce, z którego zaczynasz trasę). Parkingi są duże i płatne, więc zwykle ogarniasz temat od razu i nie trzeba krążyć po okolicy.
Da się ją zrobić bez specjalnych umiejętności, ale to nie jest „pierwszy szlak w życiu”, bo na start jest solidne podejście na Małe Skrzyczne i długość trasy robi swoje. Jeśli potrafisz iść równo przez kilka godzin i robisz przerwy bez spiny, to będzie po prostu uczciwa, średnia wycieczka.
Tak, ale najlepiej dla rodzin, które mają już za sobą górskie spacery i dziecko nie kończy wycieczki po pierwszym większym podejściu. Na małe dzieci w nosidle jeszcze spoko, ale na wózek absolutnie nie – to jest górska trasa, a nie deptak.
Na Twojej pętli nie ma schroniska „po drodze” w sensie wejścia na herbatę w połowie trasy, więc jedzenie i picie warto mieć ze sobą od startu. Najbliższa opcja schroniskowa jest dopiero przy podejściu na Skrzyczne (to już wariant po wydłużeniu trasy).
Można, tylko najlepiej trzymać psa na smyczy, bo to rejon popularny i łatwo o spotkania z innymi turystami (a miejscami także z rowerzystami). Dla psa to też jest konkretny dystans z podejściami, więc woda i przerwy to nie „luksus”, tylko plan.
Najmocniejszy punkt widokowy to Malinowska Skała, bo sama wychodnia skalna jest świetnym „balkonem” na Beskid Śląski i okoliczne grzbiety, zwłaszcza przy dobrej przejrzystości. Po drodze trafiają się też fragmenty grzbietowe, gdzie robi się bardziej otwarcie i można złapać fajne kadry bez wspinania się na palce.
Najprzyjemniej wypada późna wiosna, lato i wczesna jesień, bo szlak jest czytelny, a na grzbiecie można naprawdę skorzystać z widoków. Zimą i w okresach roztopów bywa ślisko i mokro, więc wtedy to już wycieczka „z przygotowaniem”, a nie spontaniczny spacer po pracy.





