DŁUGOŚĆ SZLAKU
14.6KM
SUMA WZNIESIEŃ
875m
CZAS PRZEJSCIA
5:00h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Szlak na Jałowiec z Koszarawy przez Lachów Groń i Czerniawe Suchą
Jeśli chodzi Ci po głowie Jałowiec, ale bez kombinowania z pętlami i logistyką „gdzie auto, gdzie wyjście, gdzie powrót”, to ta propozycja jest jak ciepła herbata po zejściu: prosta i działa. Start w Koszarawie, potem grzbietem przez Lachów Groń i Czerniawę Suchą aż na Jałowiec, a na koniec wraca się dokładnie tak samo. Bez zgadywania, bez „a może tu skręcić?” — tylko pilnujesz znaków i robisz swoje.
To jest trasa dla osób, które lubią, kiedy dużo dzieje się na grzbiecie: hale, prześwity, szerokie drogi leśne, a na deser szczyt z miejscem na przerwę. Całość ma około 14,6 km i wędrówka zwykle zamyka się w okolicach 5 godzin, więc da się to ogarnąć jako solidne, jednodniowe wyjście bez pośpiechu i bez zegarka przyklejonego do czoła.
Koszarawa: start bez stresu, potem w górę
Zaczyna się w Koszarawie, gdzie da się zostawić samochód w okolicy startu szlaku — bywa wskazywany darmowy parking przy sklepie, a w rejonie Koszarawa-Jałowiec często korzysta się też z niewielkiego miejsca postojowego w pobliżu przystanku. To ten typ początku, gdzie człowiek jeszcze myśli o kawie, a już za chwilę będzie udawał, że wcale nie sapie.
Pierwsze metry potrafią prowadzić przez otwarty teren i pola; pod nogami zdarza się odcinek rozjeżdżony „rolniczo”, więc buty z sensownym bieżnikiem docenisz szybciej, niż zdążysz powiedzieć „to tylko chwilka”. Potem trasa wchodzi w bardziej górski rytm: raz las, raz małe polany, a nachylenie układa się w takie podejście, które jest wyraźne, ale nie robi z tego egzaminu wstępnego.
Lachów Groń i Hala Janoszkowa: grzbiet, który lubi przerwy
Po dojściu na Lachów Groń robi się przyjemnie „po beskidzku” — to jeden z tych szczytów, gdzie zamiast dramatycznych skał dostaje się przestrzeń i miejsce, żeby rozprostować nogi. Sam Lachów Groń (bywa nazywany też Bucioryszem) leży w Paśmie Jałowieckim i często jest chwalony za panoramy: przy dobrej widoczności ludzie wypatrują stąd m.in. Babiej Góry czy Pilsko. W praktyce to fajny moment, żeby złapać oddech, poprawić paski plecaka i przypomnieć sobie, że „na chwilkę” w górach ma inną definicję niż w mieście.
Dużo uroku dodaje Hala Janoszkowa tuż przy grzbiecie — rozległa polana, a na wejściu żółtym szlakiem można minąć niewielki drewniany szałas, który jest pamiątką po dawnym wypasie. Takie miejsca działają prosto: człowiek widzi halę i od razu tempo spada do trybu „idę, bo chcę”, a nie „idę, bo muszę”. No i zawsze jest ta cicha nadzieja, że przerwa „na dwie minuty” nie zamieni się w „ej, to może jednak kanapka”.
Przejście na Czerniawę Suchą: spokojny grzbiet i szerokie drogi
Dalej trzymasz się żółtych znaków i wędrujesz grzbietem w stronę Czerniawy Suchej. Ten odcinek ma reputację dość równego — bywa opisywany jako przejście po niemal płaskim terenie między Lachów Groniem a Czerniawą Suchą, więc nogi dostają chwilę wytchnienia po podejściach. To też ten moment, kiedy łatwo wpaść w rytm: krok za krokiem, bez szarpania, bez liczenia „ile jeszcze”.
W okolicach Czerniawy Suchej (i jej zachodniego wierzchołka) nie chodzi o spektakularny „szczytowy pomnik”, tylko bardziej o ciągłość wędrówki po paśmie. Zdarza się, że właśnie stąd otwierają się szersze widoki na północ — na Beskid Mały i fragmenty Beskidu Żywiecko-Orawskiego, jeśli trafisz na dobrą przejrzystość powietrza. A jeśli akurat nie, to i tak trasa robi robotę: idzie się grzbietem, a to w Beskidach zawsze ma swój urok — nawet bez fajerwerków.
Podejście na Jałowiec: hala, przerwa i szczyt „1111”
Z Czerniawy Suchej w stronę Jałowca nadal jest żółto i konsekwentnie. W pewnym momencie pojawia się Hala Trzebuńska — otwarty fragment tuż pod szczytem, który często daje poczucie przestrzeni i „o, to już blisko”. To też fajne miejsce na mentalny reset: niby jeszcze kawałek, ale już wiesz, że za chwilę będzie nagroda.
Sam Jałowiec ma tę wdzięczną wysokość 1111 m n.p.m., której nie trzeba zapisywać w notatniku, bo brzmi jak hasło do Wi-Fi. Na wierzchołku zwykle jest polana, drewniany krzyż, wiata i tablice informacyjne, więc nawet jeśli przerwa miała być „krótka”, miejsce potrafi ją skutecznie… rozwinąć. Przy dobrej widoczności szczyt jest znany z panoram na okoliczne pasma, a hale w rejonie wierzchołka to efekt tego, że kiedyś prowadzono tu wypas.
Powrót tą samą drogą: prosto, znajomo i bez niespodzianek
Powrót jest dokładnie tym, co obiecuje plan: wracasz po własnych śladach, więc wszystko zaczyna być „znajome w drugą stronę”. To bardzo wygodne, bo nie trzeba rozkminiać wariantów ani zastanawiać się, czy kolejny skręt to na pewno ten właściwy. Nagle okazuje się też, że odcinki, które wcześniej były „spokojne”, potrafią zaskoczyć inną perspektywą — hala, którą mijałeś w drodze w górę, przy zejściu wygląda jak zupełnie inny kawałek pasma.
Po drodze znów wpadasz na grzbietowe przejście przez Czerniawę Suchą i Lachów Groń, a potem zostaje już zejście do Koszarawy. Ten typ trasy ma jedną dużą zaletę: łatwo kontrolować tempo i przerwy, bo wiesz, co Cię czeka za następnym zakrętem. A na sam koniec zostaje ten miły moment, kiedy plecak nagle robi się lżejszy — pewnie dlatego, że już nie ma w nim „na wszelki wypadek” połowy kuchni.
Dla kogo jest ta trasa?
Szlak oceniam jako średni: jest trochę podejść i momentami noga poczuje, że to jednak góry, ale to zdecydowanie nie jest trasa wyczynowa. Fajna opcja na kilka godzin w terenie, taka do zrobienia bez spiny, nawet jeśli dopiero zaczynasz chodzić po Beskidach — mimo dystansu i tych paru setek metrów przewyższenia. Dzieci w wieku szkolnym też spokojnie dadzą radę, tylko to nie jest plan na bicie rekordów i „kto pierwszy na szczycie”, bardziej na równe, spokojne tempo i przerwy wtedy, kiedy są potrzebne.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Koszarawa – Lachów Groń i Hala Janoszkowa – Czerniawa Sucha Zachodnia – Hala Trzebuńska – Jałowiec – Powrót tą samą trasą
Szlak na Jałowiec z Koszarawy przez Lachów Groń i Czerniawe Suchą (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w Koszarawie w rejonie początku żółtego szlaku – najczęściej wybierane jest darmowe miejsce postojowe przy sklepie. Jeśli to miejsce jest zajęte, zwykle da się stanąć również w pobliżu przystanku w okolicy Koszarawa–Jałowiec, gdzie bywa niewielka zatoczka/postojówka.
To szlak o średniej trudności, ale bez „technicznych” niespodzianek: idziesz cały czas żółtymi znakami, a trasa jest logiczna i wracasz tą samą drogą. Podejścia są wyraźne, jednak prowadzą głównie lasem i wygodnymi, szerokimi odcinkami grzbietowymi, więc spokojnym tempem ogarnie go także osoba zaczynająca chodzenie po Beskidach.
Tak, ale najlepiej sprawdza się z dziećmi w wieku szkolnym, które są już przyzwyczajone do kilku godzin marszu w terenie. Dystans jest solidny (około 14,6 km w obie strony) i po drodze jest trochę podejść, więc warto założyć spokojne tempo, częste przerwy i sensowne buty, bo na starcie potrafi trafić się rozjeżdżony, „rolniczy” odcinek.
Na tej trasie nie ma schroniska. Na samym Jałowcu masz wiatę na odpoczynek (plus miejsce na przerwę na polanie), ale planuj wycieczkę tak, jakbyś po drodze nie miał infrastruktury „schroniskowej” – jedzenie i picie zabierz ze sobą.
Tak – to normalny, znakowany szlak beskidzki, bez odcinków wymagających drabinek czy wspinania, więc z psem jest to realne do zrobienia. Najpraktyczniej mieć smycz na mijanki (szczególnie na halach i przy wacie na szczycie) i zapas wody dla psa, bo po drodze nie nastawiaj się na „punkty serwisowe”.
Najwięcej przyjemnych „otwarć” łapiesz na grzbiecie: na Lachów Groniu i w rejonie Hali Janoszkowej często trafiają się panoramy m.in. w stronę Babiej Góry i Pilska. W okolicach Czerniawy Suchej widoki są bardziej „z doskoku”, ale przy przejrzystym powietrzu potrafią się otwierać szersze perspektywy na północ. Na Jałowcu nagrodą jest polana na wierzchołku – to miejsce typowo pod dłuższy odpoczynek i oglądanie pasm dookoła.
Najlepszy komfort masz od późnej wiosny do jesieni, kiedy hale są suche, a widoczność daje sens całej grzbietowej wędrówce. Po deszczu startowe, bardziej „polno-gospodarcze” odcinki potrafią być miękkie i śliskie, więc wtedy tym bardziej przydają się buty z mocnym bieżnikiem. Zimą da się to zrobić, ale to już wariant stricte zimowy: krótszy dzień, oblodzenia na podejściach i potrzeba dodatkowego sprzętu.




