DŁUGOŚĆ SZLAKU
15.7KM
SUMA WZNIESIEŃ
738m
CZAS PRZEJSCIA
5:10h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Opis szlaku
Są takie wycieczki, które wchodzą gładko jak herbata z termosu: bez kombinowania z dojazdami, bez miliona rozwidleń, za to z konkretnym celem na górze. Wejście na Błatnią z Brennej Bukowej przez Stołów to właśnie ten typ trasy: idziesz, nabierasz wysokości, robisz przystanek w schronisku i wracasz tą samą drogą, bez gimnastyki logistycznej.
To propozycja dla osób, które chcą „normalnej górskiej roboty” w Beskidzie Śląskim, ale bez wrażenia, że połowa dnia schodzi na szukanie początku szlaku. Po drodze jest przełęcz Karkoszczonka z kultową Chatą Wuja Toma, leśne odcinki na grzbiecie i Stołów – szerokie, spłaszczone wypiętrzenie, które z nazwy nie udaje niczego bardziej finezyjnego.
Ta trasa ma w sobie też jedną miłą cechę: łatwo dawkować tempo i przerwy, bo punkty „po drodze” układają się sensownie. A na końcu czeka schronisko na Błatniej – takie miejsce, gdzie nawet jeśli w planach miało być „tylko na herbatę”, to nagle zaczyna się rozmowa o tym, czy sernik liczy się jako danie główne.
Start w Brennej Bukowej: spokojny rozruch i pierwszy konkret
Zaczyna się w Brennej Bukowej, tam gdzie żółte znaki biorą na siebie temat podejścia na Karkoszczonkę. Na początku jest bardziej „cywilnie” niż „dziko”: idziesz doliną w sąsiedztwie potoku Brennica, a spory fragment podejścia trzyma się twardej nawierzchni, więc nogi budzą się stopniowo, a nie od razu w trybie „czemu ja to sobie robię”. Ten odcinek bywa wybierany przez rodziny i osoby, które chcą po prostu dojść na przełęcz bez szarpania się z kamieniami od pierwszej minuty.
Po drodze mijasz miejsca, które przypominają, że to nie jest tylko „droga do celu”, ale też zwykły beskidzki las – z tablicami ścieżki przyrodniczej w rejonie Bukowej, gdzie łatwo złapać rytm marszu. Dopiero bliżej przełęczy robi się bardziej górsko: nawierzchnia przestaje być taka równa, a podejście potrafi przypomnieć, że jednak wspinasz się na grzbiet, a nie spacerujesz po deptaku.
Przełęcz Karkoszczonka i Chata Wuja Toma: przerwa, która sama się narzuca
Na Przełęczy Karkoszczonka masz ten moment, kiedy robi się wrażenie, że „o, tu już jest góra”. Przełęcz leży mniej więcej na wysokości 723 m n.p.m. i jest ważnym punktem łączącym okolice Brennej i Szczyrku, więc kręci się tu sporo osób, które idą w różnych kierunkach. To dobre miejsce, żeby na chwilę odsapnąć i ogarnąć kolejne znaki, bo dalej wchodzisz już w odcinek grzbietowy.
Tuż obok działa Chata Wuja Toma – miejsce, które w Beskidzie Śląskim ma status klasyka. Nawet jeśli nie planujesz długiej przerwy, to często kończy się na tym, że człowiek i tak staje „na minutkę”, a potem ta minutka robi się podejrzanie okrągła. Warto pamiętać, że to popularny cel sam w sobie, bo podejście na Karkoszczonkę bywa wybierane właśnie z myślą o tej chacie.
Od przełęczy na Stołów: las, grzbiet i bardziej „turystyczny” klimat
Z Karkoszczonki kierujesz się dalej tak, żeby złapać właściwe rozejście na czarny odcinek w stronę Stołowa. To już mniej „dolinne”, a bardziej „grzbietowe” wędrowanie: las, szerokie drogi w partiach, a momentami ścieżki, które prowadzą konsekwentnie do góry. Na tym etapie łatwo złapać spokojne tempo, bo nachylenie nie jest przypadkowe – trasa po prostu robi swoje i wynosi cię wyżej.
Sam Stołów to dość charakterystyczny punkt w paśmie Klimczoka i Szyndzielni: rozległe, spłaszczone wypiętrzenie, które nazwę ma idealnie dobraną, bo wierzchołek faktycznie kojarzy się z „płasko jak stół”. Nie nastawiaj się na klasyczny szczyt z wielką panoramą w stylu „wow z każdej strony”, bo to w dużej mierze teren leśny, a miejscami w okolicy zdarzają się większe prześwity po pracach leśnych. Za to jest satysfakcja z wejścia na wyraźny punkt na grzbiecie i poczucie, że jesteś już wysoko w Beskidzie Śląskim.
Jaskinia Dująca: krótki „bonus” w skałach Stołowa
W rejonie Stołowa pojawia się ciekawostka, która potrafi zaskoczyć osoby myślące, że Beskid Śląski to wyłącznie las i grzbiety: Jaskinia Dująca, znana też jako Dziura w Stołowie. To niewielka jaskinia o długości około 104 metrów, z wejściem na południowym zboczu Stołowa, a przy otworze jest zabezpieczenie w postaci barierki, bo wejście ma formę studni. Sama okolica ma taki „geologiczny” klimat – trochę inne wrażenie niż standardowa ścieżka przez świerki i buki.
Jeśli lubisz takie krótkie przystanki „bo po drodze jest coś nietypowego”, to właśnie to. Nie musisz robić z tego wyprawy speleologicznej – bardziej chodzi o moment zatrzymania i zobaczenia, że w tych górach są też miejsca z historią podziemną, a nie tylko widokową.
Ostatni kawałek na Błatnią i schronisko: cel, który smakuje najlepiej na końcu
Dalej trzymasz się żółtych znaków w stronę rejonu „Pod Błatnią” i samego schroniska. Ten fragment to w dużej mierze leśne podejście, często po wygodniejszych odcinkach drogi, które pozwalają utrzymać równe tempo bez ciągłego przeskakiwania po kamieniach. Błatnia jest popularna nie dlatego, że jest najwyższa w okolicy, tylko dlatego, że ma świetnie położone schronisko i leży na uczęszczanych trasach pomiędzy rejonem Klimczoka i Szyndzielni.
Schronisko PTTK na Błatniej ma historię sięgającą lat 1925–1926, a uroczyste otwarcie odbyło się w maju 1926 roku. To jeden z tych obiektów, które od dekad pełnią w Beskidzie Śląskim rolę „przystanku obowiązkowego” – nie tylko na nocleg, ale też na klasyczną przerwę w środku dnia. I nawet jeśli planujesz tylko wejść, napić się czegoś ciepłego i iść dalej, to dobrze mieć z tyłu głowy, że to miejsce działa na ludzi jak magnes: niby na moment, a potem nagle robi się miło i jakoś tak nie chce się od razu wychodzić.
Powrót tą samą drogą: prosto, bez niespodzianek
Powrót jest dokładnie tym, co wielu osób lubi najbardziej: bez kombinowania, bez nerwowego sprawdzania, czy „na pewno dobrze skręciliśmy”. Z Błatniej schodzisz do „Pod Błatnią”, mijasz okolice Jaskini Dującej i Stołowa, wracasz w stronę Karkoszczonki, a potem żółtym zjazdem do Brennej Bukowej. Ten układ ma tę zaletę, że znasz już newralgiczne miejsca z podejścia, więc łatwiej utrzymać spokojne tempo i nie przegapić rozwidleń.
Na końcu wracasz do cywilizacji tym samym odcinkiem, który na starcie był rozruchem – i to jest przyjemne domknięcie pętli w głowie, nawet jeśli w nogach czujesz, że jednak zrobiłeś porządną wycieczkę, a nie „spacerek do lasu”.
Mapa szlaku na Błatnią z Brennej
TRASA: Brenna – Przełęcz Karkoszczonka (Chata Wuja Toma) – Stołów – Błatnia (Schronisko PTTK na Błatniej) – Powrót tą samą trasą
Inne szlaki na Błatnią
Błatnia ma to do siebie, że da się na nią wejść na kilka zupełnie różnych sposobów i właśnie dlatego ten sam szczyt potrafi za każdym razem smakować trochę inaczej — raz bardziej spacerowo, raz bardziej grzbietowo, a innym razem jak porządniejsza całodniowa wycieczka.
Od strony Jaworza dobrze wypada krótsze wejście żółtym szlakiem, kiedy chodzi po głowie coś prostego, bez kombinowania i bez rozkręcania trasy ponad potrzebę. To jeden z tych wariantów, które szybko łapią rytm i równie szybko prowadzą pod schronisko.
Z kolei szlak z Doliny Wapienicy ma w sobie trochę dłuższy oddech i spokojniejsze budowanie dnia w terenie. Start jest łagodny, ale później trasa wyraźnie zmienia charakter, więc to dobra opcja dla tych, którzy lubią, gdy wycieczka nie pokazuje wszystkiego od pierwszych minut.
Jeśli bliżej Ci do wersji najbardziej oczywistej, to szlak z Brennej jest bardzo naturalnym wyborem. Nie ma tu zbędnych zawijasów, a całość dobrze układa się w klasyczny wypad na szczyt i schronisko, bez robienia z Błatniej wyprawy na pół dnia.
Bardziej urozmaiconie wypada pętla z Jaworza przez Łazek i Wielką Cisową, bo zamiast prostego wejścia dostajesz trasę, która trochę pracuje grzbietem i nie każe wracać dokładnie tą samą drogą. To wariant dla tych, którzy wolą, żeby po drodze coś się jeszcze działo.
A gdy Błatnia ma być tylko częścią większego planu, wtedy najlepiej patrzeć w stronę dłuższej pętli przez Szyndzielnię i Klimczok. Tu sam szczyt nie gra już pierwszych skrzypiec, bo liczy się cały przebieg trasy i to, że z jednego wyjścia robi się pełna, konkretna wycieczka po kawałku Beskidu Śląskiego.
Szlak na Błatnią z Brennej przez Stołów (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w Brennej Bukowej przy parkingu obok Karczmy Pod Skalicą, skąd od razu łapiesz żółte znaki w kierunku Przełęczy Karkoszczonka. Jeśli celujesz w start „na styk”, działa też opcja parkingu na końcu dojazdowej drogi, tuż przed początkiem żółtego szlaku.
Tak, bo technicznie to spokojne beskidzkie chodzenie bez trudnych przejść i bez ekspozycji, głównie po leśnych drogach i ścieżkach. Trzeba tylko uczciwie podejść do tematu dystansu i przewyższeń, bo to wycieczka, która potrafi dać w nogi pod koniec dnia.
Da się iść rodzinnie, ale najlepiej z dziećmi, które już mają górskie spacery „przetestowane” i nie kończą dnia po pierwszych dwóch godzinach. Sama trudność jest przyjazna, natomiast długość trasy sprawia, że to bardziej opcja dla rodzin, które realnie lubią chodzić, a nie tylko „wyjść na chwilę do lasu”.
Tak – dochodzisz do Schroniska PTTK na Błatniej, które jest głównym punktem całej wycieczki i naturalnym miejscem na dłuższą przerwę. Schronisko działa całorocznie, więc ten plan jest do zrobienia nie tylko latem.
Tak, ten wariant jest normalnie do przejścia z psem, a w schronisku przewidziana jest możliwość noclegu ze zwierzętami (w wybranych pokojach po wcześniejszym uzgodnieniu). W praktyce na szlaku najlepiej mieć psa pod kontrolą, bo to popularne okolice i łatwo o mijanki z innymi turystami.
Po drodze dominuje las, więc to raczej wycieczka „wędrowna” niż ciągłe panoramy na każdym zakręcie. Za to przy schronisku i w jego okolicy często łapie się fajne otwarcia w stronę klasyków Beskidu Śląskiego – m.in. Klimczoka i Skrzycznego.
Najprzyjemniej wychodzi późną wiosną, latem i jesienią, bo leśne odcinki dają komfort, a przerwa w schronisku dobrze domyka dzień w górach. Zimą też się da, bo schronisko działa cały rok, ale wtedy warunki potrafią się zmieniać z dnia na dzień i warto celować w stabilną pogodę.





