...
czwartek, 29 stycznia, 2026

Schronisko na Markowych Szczawinach – miejsce, które wciąga jak dobra opowieść

Są w polskich górach takie punkty, do których człowiek wraca w myślach jeszcze długo po zejściu ze szlaku. Nie dlatego, że były „najładniejsze” na zdjęciu, lecz dlatego, że wydarzyło się tam coś ważnego: rozmowa przy gorącym kubku, nagła zmiana pogody, cisza w świerkach, dźwięk kroków na drewnianej podłodze, a potem ten moment, kiedy drzwi schroniska zamykają za tobą wiatr. Schronisko na Markowych Szczawinach jest właśnie takim miejscem. Ma w sobie magnetyzm punktu granicznego – między doliną a granią, między codziennością a uważnym byciem tu i teraz.

Wielu przychodzi tu z czystej potrzeby odpoczynku, inni z ambicji: bo to „po drodze” na Babią Górę, bo w planie są wschody słońca, bo przyciąga ich legenda Kapryśnicy i sława miejsca, które potrafi być łaskawe i bezlitosne w tym samym tygodniu. Ale Markowe Szczawiny nie dają się sprowadzić do roli przystanku. To opowieść o początku turystyki w Beskidach, o ludziach, którzy w górach szukali sensu, i o przestrzeni, w której do dziś krzyżują się ścieżki wędrowców z całej Polski.

Polana pod Babią Górą: geografia, która ustawia emocje

Schronisko PTTK Markowe Szczawiny leży na niewielkiej polanie na północnych stokach Babiej Góry, na wysokości 1180 m n.p.m., na terenie Babiogórskiego Parku Narodowego, w gminie Zawoja. To położenie działa na zmysły już od pierwszych kroków: z jednej strony czuje się osłonę lasu i rytm podejścia, z drugiej – obecność masywu, który dominuje nad okolicą i przypomina, że „tu” pogoda bywa osobnym bohaterem wędrówki.

Markowe Szczawiny są też czymś więcej niż współrzędnymi na mapie. Sama polana ma swoją tożsamość, w której mieszają się dawne pasterskie konteksty i nowoczesna turystyka. Współczesny wędrowiec widzi przede wszystkim schronisko – stabilne, jasne, „konkretne” – ale gdy przysiądzie na chwilę i pozwoli sobie na uważność, zrozumie, że to miejsce zostało wybrane nieprzypadkowo. To naturalny węzeł dróg: do schroniska prowadzą różne szlaki, a stąd rozchodzą się warianty na grzbiet, przełęcz i w stronę najbardziej znanego szczytu regionu.

schronisko PTTK Markowe Szczawiny
fot. Schronisko PTTK Markowe Szczawiny

Od Chaty Zapałowicza do współczesnego schroniska: historia zapisana w drewnie i kamieniu

Historia schroniska na Markowych Szczawinach ma ten rodzaj „górskiej ciągłości”, który nie polega na niezmienności, ale na umiejętności przetrwania. Pierwsze schronisko na polanie powstało w 1906 roku – w źródłach pojawia się zarówno kontekst uroczystego otwarcia 15 września 1906 r., jak i podkreślenie, że było to jedno z najwcześniejszych polskich schronisk w Beskidach Zachodnich. W opowieściach o jego genezie przewija się nazwisko Hugona Zapałowicza, z którym miejsce jest do dziś mocno kojarzone (w tym w nazwach i narracjach instytucji działających obok schroniska).

Warto tu zatrzymać się na chwilę przy samym znaczeniu tej daty. Początek XX wieku to czas, gdy turystyka górska w tej części Karpat dopiero nabierała kształtu: organizowała się, cywilizowała, budowała swoje rytuały. Schronisko na Markowych Szczawinach nie było więc wyłącznie „budynkiem z noclegami”. Było deklaracją: że Beskidy zasługują na infrastrukturę, że wędrowanie może być kulturą, a nie tylko przypadkowym błądzeniem po grzbietach.

Potem przychodziły lata rozbudów i zmian. Współczesna postać obiektu jest efektem decyzji podjętych już w XXI wieku. Według części opracowań stare schronisko zostało całkowicie rozebrane w 2007 roku, a nowe zaczęło funkcjonować dla turystów około 2010 roku. Z kolei encyklopedyczne zestawienia dat potrafią wskazywać również konkretną datę otwarcia „drugiego schroniska” jako 21 listopada 2009 r. Najuczciwiej jest więc powiedzieć wprost: źródła różnie precyzują moment „startu” nowego obiektu – zapewne dlatego, że proces budowy i udostępniania mógł mieć kilka etapów (od kamienia węgielnego i prac po faktyczne przyjmowanie gości).

Schronisko PTTK Markowe Szczawiny
fot. Narodowe Archiwum Cyfrowe

Miejsce, które opowiada o turystyce: muzeum tuż obok schroniska

Jednym z największych atutów Markowych Szczawin jest to, że obok „górskiej codzienności” schroniska istnieje tu także warstwa edukacyjno-historyczna. Przy schronisku działa Babiogórski Ośrodek Historii Turystyki Górskiej (określany również jako muzeum turystyki górskiej), związany z PTTK.

To ważne, bo w górach często słyszy się hasło „tradycja”, ale rzadziej widzi się ją w formie namacalnej opowieści. A tutaj – według informacji prezentowanych przez instytucje opisujące to miejsce – placówka ma długą historię: została otwarta 25 września 1966 roku, w rocznicowym kontekście związanym ze schroniskiem, i jest opisywana jako najstarsza tego typu placówka w polskich górach. Co więcej, ekspozycja i zbiory miały w czasie zmieniać swoją „scenografię”: od bardzo skromnych przestrzeni po przeniesienie do budynku związanego z dawną infrastrukturą ratowniczą, co samo w sobie jest symbolicznym komentarzem do tego, jak w górach splatają się wątki turystyki, bezpieczeństwa i historii.

Dla współczesnego wędrowca to szansa na rzadkie doświadczenie: wyjść na szlak z głową pełną faktów, a nie tylko „must see”. Zrozumieć, że schronisko na Markowych Szczawinach nie jest samotną wyspą, ale elementem większego krajobrazu kultury górskiej, który tworzyli przewodnicy, naukowcy, ratownicy, gospodarze i turyści z różnych epok.

schronisko PTTK Markowe Szczawiny
fot. Schronisko PTTK Markowe Szczawiny

Kapryśnica, Diablak i „ciemna strona” Babiej Góry: legendy, które idą z tobą pod drzwi schroniska

Babia Góra nie bez powodu ma reputację góry o charakterze. W regionalnych opowieściach i w popularnych określeniach pojawiają się przydomki typu „Matka Niepogód” czy „Kapryśnica”, a najwyższy szczyt bywa nazywany Diablakiem. W takich miejscach legenda łatwo przykleja się do krajobrazu, bo krajobraz bywa „nadmierny”: potrafi wciągnąć mgłą, zaskoczyć wichrem, zmienić temperaturę w kilkadziesiąt minut. I właśnie dlatego opowieści o sabatach, skarbach czy diabelskim zamczysku mają tu swoją scenę.

Wątek Diablaka jest szczególnie ciekawy, bo pokazuje, jak legenda może żyć obok faktu naukowego. Park narodowy tłumaczy, że nazwa „Diablak” wiąże się z opowieścią o diabelskim zamku, którego „ruiny” miałyby dziś przypominać rumowisko skalne na szczycie, a jednocześnie precyzuje geologiczne wyjaśnienie tego zjawiska – jako ostańca o konkretnej budowie skał. To przykład, jak mądrze czytać góry: nie trzeba wybierać między romantyczną narracją a rzetelną wiedzą. Można iść szlakiem, znając obie wersje, i pozwolić, by współistniały – jedna jako dziedzictwo wyobraźni, druga jako narzędzie rozumienia.

Dla wędrowców schronisko na Markowych Szczawinach staje się naturalnym „przedsionkiem” tych historii. Wieczorem, gdy w jadalni cichnie gwar, a na zewnątrz robi się gęsto od ciemności, łatwo wyobrazić sobie, jak w dawnych latach takie opowieści krążyły między stołami. Zresztą nawet oficjalne narracje turystyczne potrafią przywoływać ludowe przekazy o sabatach czarownic, bandyckich skarbach czy tajemniczych przejściach w okolicach przełęczy i grzbietów. Ważne, by pamiętać: to podania, nie dokument. Ich rolą jest budować napięcie i tożsamość miejsca, a nie zastępować mapę i komunikaty pogodowe.

schronisko PTTK Markowe Szczawiny
fot. Schronisko PTTK Markowe Szczawiny

Co oferuje schronisko na Markowych Szczawinach: noclegi, kuchnia i „luksus” w górskim znaczeniu

W górskich schroniskach słowo „komfort” ma inną definicję niż w hotelach. Tu komfortem jest ciepło po zejściu, możliwość wysuszenia rzeczy, światło w oknie, a czasem po prostu świadomość, że jesteś we właściwym miejscu. Schronisko PTTK Markowe Szczawiny operuje właśnie w tej logice: oferuje szeroką bazę noclegową – od mniejszych pokoi (także z łazienkami) po większe wieloosobowe sale, włącznie z dużą salą na poddaszu. To ważne, bo Markowe Szczawiny obsługują bardzo różne style wędrowania: od par i małych grup, które chcą względnej prywatności, po szkolne i klubowe ekipy, dla których liczy się wspólny rytm i budżet.

Sercem schroniska pozostaje gastronomia. Zgodnie z informacjami obiektu kuchnia i bufet działają w stałych godzinach, a w sezonowych weekendach wakacyjnych czas pracy bywa wydłużany. W praktyce oznacza to, że schronisko nie jest jedynie „noclegownią”, ale miejscem, w którym można realnie zaplanować regenerację. Menu ma charakter klasycznie schroniskowy: rozgrzewające zupy, konkretne dania i napoje, które w górach nie są kaprysem, lecz narzędziem. Gdy na zewnątrz wieje, a szlak był długi, gorący posiłek działa jak powrót do pionu – fizycznie i psychicznie.

Do tego dochodzą usługi, które w rejonie Babiej Góry mają szczególne znaczenie zimą. Schronisko informuje o wypożyczalni sprzętu, w tym elementów związanych z poruszaniem się w warunkach śnieżnych i zimowych, a także komponentów zestawu lawinowego. To nie jest „gadżet”. To sygnał, że góra wymaga respektu, a schronisko stara się odpowiadać na realne potrzeby turystów, którzy chcą działać odpowiedzialnie, a nie improwizować w trudnych warunkach.

Ciekawą częścią życia schroniska są również wydarzenia: miejsce komunikuje, że organizuje spotkania i inicjatywy (prelekcje, koncerty, szkolenia), a także działa z grupami zorganizowanymi. W kontekście Markowych Szczawin ma to sens – tu zawsze krzyżowały się drogi różnych ludzi. Dzisiaj po prostu łatwiej tę energię nazwać i zaprosić do niej świadomie.

schronisko PTTK Markowe Szczawiny
fot. Schronisko PTTK Markowe Szczawiny

Szlaki do schroniska i ze schroniska: wędrówka, która ma wiele wariantów

Jednym z powodów, dla których hasło „schronisko na Markowych Szczawinach” tak często pojawia się w planach wycieczek, jest jego funkcja węzłowa. Park narodowy publikuje czasy przejść i przebiegi kilku tras prowadzących do Markowych Szczawin, m.in. zielonym szlakiem z Zawoi Markowej oraz innymi wariantami z rejonu Zawoi i okolic. Równolegle serwisy mapowe pozwalają planować konkretne odcinki, na przykład popularne przejście z rejonu Przełęczy Krowiarki do schroniska, wraz z dystansem i przewyższeniami. Warto jednak czytać takie dane jak narzędzie, nie wyrocznię: Babia Góra potrafi „zmienić warunki” szybciej niż zmienia się plan dnia, a różnica między latem a zimą to w praktyce różnica między spacerem a wyprawą.

Jeśli planujesz wejście na najwyższe partie masywu, schronisko staje się naturalnym miejscem, by zsynchronizować ambicję z rozsądkiem. Żółty szlak prowadzi z Markowych Szczawin w stronę Diablaka, a czerwony wariant biegnie granią i przez przełęcz Brona, tworząc klasyczne, pełne emocji połączenia. W praktyce wiele osób robi tak: najpierw dochodzi do schroniska spokojnym tempem, je coś ciepłego, zostawia część rzeczy, a dopiero potem rusza wyżej „na lekko”. Inni przeciwnie – schodzą do Markowych Szczawin po wyczerpującym przejściu grzbietem i wtedy schronisko działa jak bezpieczna zatoka: jest światło, ludzie, zapach kuchni, ławka, na której można usiąść bez poczucia winy.

Są też trasy, które nie wymagają ataku na szczyt, a dają satysfakcję z samego przebywania w Babiogórskim Parku Narodowym. Spacery płajem, spokojniejsze warianty dojścia, a nawet sama wizyta na polanie i w muzeum potrafią zbudować dzień, który zostaje w pamięci bez „zaliczenia” Diablaka. I właśnie w tym tkwi dojrzałość Markowych Szczawin: że nie trzeba tu udowadniać niczego górom, żeby poczuć, że było się w miejscu ważnym. Wystarczy wejść do środka, zdjąć plecak, usłyszeć trzask drzwi, a potem – już bez pośpiechu – wyjrzeć przez okno na linię lasu i pomyśleć, że kolejny odcinek szlaku może prowadzić na Bronę, może na grzbiet, a może po prostu w stronę ciszy, która zaczyna się tuż za ostatnimi zabudowaniami schroniska i znika dopiero tam, gdzie ścieżka skręca w gęstniejące świerki, zostawiając za sobą gwar jadalni i pojedyncze głosy wędrowców, którzy jeszcze przed chwilą planowali, czy ruszyć dalej czerwonym, czy zostać na chwilę dłużej, bo na Markowych Szczawinach nawet krótki postój potrafi wciągnąć bardziej niż niejeden „wielki cel” wyprawy…

schronisko PTTK Markowe Szczawiny
fot. Schronisko PTTK Markowe Szczawiny
- Reklama -

Podobne Artykuły

Telesforówka

Telesforówka: kultowe przytulisko pod Trzema Kopcami Wiślańskimi i jego historia

0
Kiedy w Beskidzie Śląskim dzień zaczyna się od wilgotnego zapachu świerków, a kończy na otwartej polanie, gdzie wiatr potrafi przynieść jednocześnie ciszę i gwar...
Schronisko PTTK na Błatniej

Schronisko PTTK na Błatniej – 100 lat historii w miejscu, gdzie...

0
Kiedy w Beskidzie Śląskim robi się tłoczno, a popularne grzbiety zaczynają przypominać deptak, Błatnia potrafi zaskoczyć. To góra „bez zadęcia”: niewysoka, ale widokowa; łatwo...
Gościniec Równica - Schronisko

Schronisko na Równicy: beskidzki klasyk nad Ustroniem, który wciąga od pierwszego...

0
Kiedy idziesz w Beskid Śląski, zwykle szukasz dwóch rzeczy naraz: przyrody i „ludzkiego” miejsca, w którym da się na chwilę odsapnąć. Równica robi to...
Schronisko PTTK na Hali Lipowskiej

Schronisko na Hali Lipowskiej: klimat prawdziwego schroniska i smaki, do których...

0
W Beskidzie Żywieckim są miejsca, które nie potrzebują reklamy, bo wystarczy jedno wspomnienie w rozmowie przy herbacie, jedno zdjęcie z mgłą w dole albo...
Przysłop pod Baranią Górą Schronisko Górskie PTTK

Schronisko PTTK Przysłop pod Baranią Górą: beskidzka baza u źródeł Wisły

0
W Beskidzie Śląskim są miejsca, do których nie wpada się „przy okazji”. Trzeba chcieć tam dojść, włożyć trochę wysiłku w podejście, wejść w rytm...