W pierwszych dwóch tygodniach roku ratownicy Grupy Beskidzkiej GOPR mieli wyjątkowo intensywny czas pracy. W terenie górskim przeprowadzili 29 interwencji, a na zabezpieczanych stokach narciarskich odnotowano ponad 320 zdarzeń. Najpoważniejsze przypadki dotyczyły nagłych problemów zdrowotnych w górach, działań w trudnej pogodzie na Babiej Górze, a także groźnych wypadków na trasach narciarskich, w których kluczową rolę odegrał transport śmigłowcowy.
Pracowite pierwsze dwa tygodnie roku dla ratowników Grupy Beskidzkiej GOPR
Bilans początku roku pokazuje dużą skalę zdarzeń wymagających pomocy ratowników. W samym terenie górskim Grupa Beskidzka GOPR interweniowała 29 razy, równolegle obsługując ponad 320 wezwań na stokach narciarskich, które znajdowały się pod zabezpieczeniem ratowników. Taka liczba zgłoszeń oznaczała konieczność prowadzenia wielu działań jednocześnie oraz stałej gotowości zespołów w różnych rejonach Beskidów.
Do najpoważniejszych zdarzeń w górach doszło w kilku miejscach, a każde z nich wymagało szybkiej reakcji i działań dostosowanych do okoliczności. W rejonie Kikuli ratownicy zostali wezwani do turysty, u którego doszło do nagłego zatrzymania krążenia, co zalicza się do najbardziej krytycznych stanów z perspektywy ratownictwa górskiego i czasu potrzebnego na udzielenie skutecznej pomocy. Z kolei na Czantorii interwencja dotyczyła skiturowca z problemami kardiologicznymi, co podkreśla, że nawet aktywności uznawane za bardziej „sportowe” i planowane mogą wiązać się z ryzykiem nagłych zdarzeń medycznych w warunkach ograniczonego dostępu do specjalistycznej opieki.
Szczególnie wymagające były działania na Babiej Górze, prowadzone w bardzo trudnych warunkach pogodowych. W tym rejonie ratownicy realizowali wyprawy w niesprzyjającej aurze, a jednym z istotnych epizodów było zabłądzenie w rejonie Perci Akademików. W ramach prowadzonych akcji ratunkowych doszło również do wspólnych działań z Horská záchranná služba, co pokazuje operacyjną współpracę służb po obu stronach granicy w sytuacjach, gdy skala trudności terenu i pogody wymaga skoordynowanych decyzji.
Równolegle do interwencji w górach ratownicy odnotowali zdarzenia o wysokim stopniu ryzyka na trasach narciarskich, w tym przypadki związane z łamaniem zasad bezpieczeństwa. Zarejestrowano kilka groźnych wypadków na zamkniętych stokach narciarskich, między innymi na Dębowcu, gdzie w wyniku zderzeń saneczkarzy z armatkami śnieżnymi poszkodowane zostały dzieci. Tego typu zdarzenia zwracają uwagę na konsekwencje wchodzenia na nieczynne lub wyłączone z użytkowania fragmenty infrastruktury oraz korzystania z tras w sposób niezgodny z ich przeznaczeniem.
W związku z tym ratownicy przypomnieli o bezwzględnym zakazie wchodzenia na stok przez turystów pieszych oraz o zakazie zjazdów na sankach i innych przedmiotach na trasach narciarskich. Zasady te mają ograniczać ryzyko kolizji z narciarzami, ratrakami, urządzeniami technicznymi oraz elementami przygotowania tras, a także minimalizować prawdopodobieństwo wypadków w miejscach, gdzie prędkości i dynamika ruchu na stoku znacząco podnoszą ciężar potencjalnych urazów.
Jednocześnie wskazano, że zderzenia były przyczyną najpoważniejszych urazów na trasach narciarskich także w sytuacjach dotyczących samych narciarzy. Na Mosornym Groniu w wyniku zderzenia z innym narciarzem dziecko trafiło do szpitala w bardzo ciężkim stanie. W kolejnych lokalizacjach — na Skrzycznem oraz na Hali Skrzyczeńskiej — doszło do kilku wypadków wymagających pilnego transportu śmigłowcem Lotniczego Pogotowia Ratunkowego, co podkreśla zarówno skalę obrażeń, jak i znaczenie czasu w udzielaniu pomocy.
W analizowanym okresie śmigłowce Lotniczego Pogotowia Ratunkowego wsparły działania ratowników łącznie siedem razy. W wielu przypadkach transport drogą powietrzną miał kluczowe znaczenie ze względu na znaczne skrócenie czasu dotarcia poszkodowanych do szpitala, co w realiach urazów narciarskich i nagłych stanów zdrowotnych w górach często przesądza o dalszym rokowaniu i skuteczności leczenia.





