DŁUGOŚĆ SZLAKU
13.5KM
SUMA WZNIESIEŃ
864m
CZAS PRZEJSCIA
4:50h
TYP TRASY
Pętla
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1725m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★★☆
Babia Góra z Krowiarek przez Markowe Szczawiny i Perć Akademików
Babia Góra ma taki talent, że potrafi zmieścić „poważne góry” w planie na jeden dzień. Ta pętla z Przełęczy Krowiarki łączy dwa różne światy: spokojny, leśny dojściowy odcinek do schroniska i bardziej „górski” wariant podejścia Percią Akademików, a na deser klasyk na grzbiecie z powrotem przez kolejne garby Babiej.
To propozycja dla tych, którzy lubią mieć po drodze konkretny przystanek w schronisku i nie chcą wracać dokładnie tą samą drogą. Wychodzi z tego pętla około 13,5 km i w marszu trzeba liczyć mniej więcej 5 godzin spokojnego marszu, ale dobrze zostawić sobie luz na odpoczynek i herbatę.
No i jest jeszcze jedna rzecz, którą serio warto zrobić: nie mijać schroniska obojętnie. Najlepszy manewr jest prosty — dochodzimy do Markowych Szczawin, robimy przerwę, a potem wracamy na Skręt Ratowników i dopiero wtedy skręcamy na Perć Akademików. Ten mały „wahadełkowy” numer robi robotę, bo pozwala wejść wyżej już z pełnym bakiem (albo przynajmniej z bułą w kieszeni).
Start na Przełęczy Krowiarki i spokojny oddech lasu
Zaczynamy na Przełęczy Krowiarki, nazywanej też Przełęczą Lipnicką — to takie miejsce, które świetnie sprawdza się jako „brama” na Babią, bo od razu zbiera się tu kilka ważnych szlaków. Sama przełęcz leży pomiędzy masywem Babiej Góry a Pasmem Policy, więc już na starcie czuć, że to skrzyżowanie górskich tematów, a nie przypadkowy parking przy drodze.
Na początek trzymamy się niebieskiego wariantu, który prowadzi przez las w stronę Mokrego Stawku i dalej Górnym Płajem. Ten odcinek jest jak spokojne rozgrzanie nóg — bez wielkiej filozofii, po prostu idzie się w swoim rytmie, a głowa dopiero przełącza się w tryb „dzisiaj góry, reszta świata poczeka”. I to jest fajne, bo później, wyżej, Babia potrafi już mówić głośniej.
Mokry Stawek: mały, ale z charakterem
Po drodze pojawia się Mokry Stawek — największe naturalne jeziorko w masywie Babiej Góry. Jest osuwiskowego pochodzenia, ma około 6000 lat i co ciekawe: potrafi okresowo wysychać, a potem wracać przy większych opadach, więc bywa kapryśny jak sama „Królowa Beskidów”. W wodzie żyją m.in. traszka karpacka i traszka górska, więc to nie jest tylko „kałuża w lesie”, tylko całkiem porządny mały ekosystem.
W tym miejscu łatwo złapać moment oddechu, bo nie ma tu presji „już, teraz, na szczyt”. A potem znów wracamy do marszu — w kierunku rozstajów i dalej do miejsca, które brzmi jak fragment instrukcji obsługi: Skręt Ratowników.
Skręt Ratowników i szybki wypad do Markowych Szczawin
Skręt Ratowników to rozdroże na Górnym Płaju, gdzie odbija żółty szlak w stronę wierzchołka — czyli dokładnie tam, gdzie zaczyna się Perć Akademików. Sama nazwa nie wzięła się znikąd: to tędy często idą wyprawy ratowników GOPR-u w stronę Babiej, stąd „ratowniczy” klimat w nazwie.
I teraz najlepsza część planu: zamiast od razu skręcać na żółty, warto najpierw podejść do schroniska na Markowych Szczawinach. To dosłownie chwila marszu, a zyskujemy porządny punkt odpoczynku — taki, po którym człowiek przestaje negocjować z każdym kolejnym krokiem.
Schronisko PTTK Markowe Szczawiny: klasyk w dobrym miejscu
Schronisko stoi na wysokości około 1180 m n.p.m., na polanie Markowe Szczawiny, po północnej stronie Babiej Góry. To miejsce ma długą historię — pierwsze schronisko otwarto tu w 1906 roku, a obecny budynek działa od 2009 roku. W praktyce dla piechura oznacza to jedno: jest gdzie usiąść, coś zjeść i wrócić na szlak z energią, a nie z miną „czy daleko jeszcze”.
Po przerwie wracamy tą samą krótką drogą do Skrętu Ratowników. Dopiero teraz skręcamy na żółty — i od tego momentu robi się bardziej stromo, bardziej „górsko” i zdecydowanie mniej spacerowo.
Perć Akademików: krócej, stromiej, ciekawiej
Perć Akademików to jeden z bardziej wymagających wariantów wejścia na Babią od północnej strony. Szlak jest poprowadzony stromo i w kilku miejscach ma ułatwienia w postaci łańcuchów i klamer, które po prostu pomagają bezpiecznie przejść trudniejsze fragmenty. To nie jest tatrzańska ściana, ale zdecydowanie taki odcinek, na którym ręce przestają służyć wyłącznie do machania do znajomych.
Po drodze las zaczyna się przerzedzać, teren robi się bardziej otwarty, a człowiek ma wrażenie, że Babia w końcu odsłania, po co tu przyszliśmy. I w pewnym momencie żółty dochodzi do grzbietu — tu już jesteśmy na „głównej scenie” i do szczytu zostaje ten przyjemny kawałek, kiedy wiesz, że finisz jest naprawdę blisko.
Diablak: najwyżej w Beskidach, dalej już tylko Tatry
Szczyt Babiej Góry — Diablak — ma 1725 m n.p.m. i jest najwyższym wierzchołkiem Beskidu Żywieckiego, a poza Tatrami wyżej w Polsce się nie wejdzie. Przez masyw przebiega też granica polsko-słowacka, więc to jeden z tych szczytów, gdzie „po drodze” zahacza się o wielką geografię.
Na samym wierzchołku zwykle przy dobrej widoczności widać sporo pasm naraz — często wymienia się Tatry, Beskidy i inne dalsze kierunki, ale tu nie ma co obiecywać konkretów, bo to zawsze zależy od warunków. Najważniejsze jest to, że czujesz przestrzeń: grzbiet ciągnie się wyraźnie, a powrót czerwonym szlakiem robi się naturalnym „długim wyjściem ewakuacyjnym” z panoramą w pakiecie.
Powrót czerwonym grzbietem przez Gówniak, Kępę i Sokolicę
Schodząc grzbietem, mijamy charakterystyczne kulminacje, które sprawiają, że Babia ma swój „schodkowy” rytm. Najpierw pojawia się Gówniak — jedna z kulminacji w północno-wschodniej grani, opisywana jako jeden z „pięciu szczytów” na tym odcinku grzbietu. Nazwa bywa tematem żartów, ale sam punkt jest całkiem konkretny wysokościowo i często kojarzy się po prostu z kolejnym wyraźnym garbem na drodze w dół.
Dalej jest Kępa, leżąca między Gówniakiem a Sokolicą — kulminacja, po której łatwo złapać wrażenie, że „już prawie koniec”, choć Babia potrafi jeszcze chwilę potrzymać w niepewności. Kępa ma około 1519–1521 m wysokości (różne źródła podają minimalnie inaczej), a jej północne stoki są bardziej strome niż te po drugiej stronie grzbietu.
Na końcu jest Sokolica — najniższy i najbardziej „wysunięty” na wschód wierzchołek tej grani. To znany punkt widokowy nad urwiskiem, z którego często ogląda się masyw Babiej i okolice z zupełnie innej perspektywy. A potem zostaje już domknięcie pętli do Przełęczy Krowiarki — nogi same niosą, bo meta jest blisko i zazwyczaj zaczyna się już myśleć o tym, co pierwsze: coś do jedzenia czy zdjęcie z tabliczką.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej trasy oceniam jako średnią, a momentami nawet trudną. W praktyce te „4 gwiazdki” nie biorą się z kosmosu: podejście potrafi być strome i zwyczajnie dać w kość, a Perć Akademików dorzuca jeszcze fragmenty z łańcuchami i klamrami, które wymagają pewniejszego kroku i odrobiny obycia z bardziej skalnym terenem. Dla wielu nastolatków to będzie do przejścia bez dramatu, ale są też osoby, którym zdrowie albo lęk wysokości zwyczajnie nie pozwolą czuć się tam komfortowo — i to jest całkiem okej. Dlatego ciężko przykleić jednej etykietki „łatwa” albo „trudna”, bo dużo zależy od kondycji i tego, jak ktoś reaguje na ekspozycję. Jedno jest pewne: to nie jest typowe, beskidzkie dreptanie po łagodnym grzbiecie, tylko coś bardziej konkretnego — i właśnie dlatego warto.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Przełęcz Krowiarki – Mokry Stawek – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Perć Akademików – Babia Góra (Diablak) – Gówniak – Kępa – Sokolica – Przełęcz Krowiarki
Perć Akademików: szlak z Przełęczy Krowiarki (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na parkingu na Przełęczy Krowiarki (Przełęcz Lipnicka) – stąd startujesz prosto na niebieski szlak w stronę Mokrego Stawku i Markowych Szczawin, a wracasz grzbietem przez Sokolicę dokładnie do tego samego miejsca. To parking przy wejściu na teren BGPN, więc w praktyce licz się z opłatą za postój oraz biletem wstępu do parku; przy tej pętli łatwo “wpaść” w stawkę dobową, bo sama trasa zamyka się w okolicach 13,5 km i zwykle zajmuje kilka godzin marszu plus przerwy.
To nie jest najlepszy wybór na debiut, bo po spokojnym leśnym dojściu zaczyna się odcinek Perci Akademików, gdzie szlak robi się wąski, stromy i skalny, a miejscami trzeba pomóc sobie rękami na łańcuchach i klamrach. Jeśli ktoś ma tylko spacery po łatwych beskidzkich grzbietach, ta trasa potrafi zaskoczyć i zmęczeniem, i “technicznym” fragmentem podejścia.
Dla rodzin z małymi dziećmi – raczej nie, bo kluczowy odcinek Perci to stromizny i skały z ubezpieczeniami, gdzie trzeba zachować pewny krok i spokój w bardziej “surowym” terenie. Starsze, górskie nastolatki z dobrą kondycją często przechodzą tę pętlę bez dramatu, ale dla dzieci, które nie czują się pewnie na ekspozycji lub szybko się męczą, lepiej wybrać łagodniejszy wariant na Babią.
Tak – po drodze masz Schronisko PTTK Markowe Szczawiny i w tej pętli to idealny moment na konkretną przerwę przed najtrudniejszym podejściem. Najpraktyczniejszy układ jest taki: dochodzisz do schroniska, odpoczywasz, a potem wracasz krótkim odcinkiem na Skręt Ratowników i dopiero wtedy wchodzisz w Perć Akademików “na świeżo”.
Nie – na tej pętli wchodzisz na teren Babiogórskiego Parku Narodowego, a tam obowiązuje zakaz wprowadzania psów. Jeśli chcesz zdobyć Babią z psem, trzeba planować wejście poza tym ograniczeniem – ten konkretny wariant z Krowiarek się do tego nie nadaje.
Po starcie z Krowiarek idziesz długo lasem, więc widoki przychodzą stopniowo – pierwszym ciekawym przystankiem jest Mokry Stawek, a potem robi się coraz bardziej otwarcie, gdy Perć wyprowadza na grzbiet. Na Diablaku (1725 m), przy dobrej przejrzystości powietrza, dostajesz szeroką panoramę na Tatry i pasma Beskidów, a przy zejściu grzbietem fajnie pracują też “garby” Babiej: Gówniak, Kępa i przede wszystkim Sokolica, która jest znanym punktem widokowym nad urwiskiem.
Najlepsze warunki są zwykle od późnej wiosny do jesieni, kiedy skały są suche, a dzień jest długi – wtedy Perć jest po prostu najbezpieczniejsza i daje najwięcej frajdy. Zimą ten odcinek bywa okresowo zamykany, a przy śniegu, lodzie i silnym wietrze robi się tu szybko “alpejsko” jak na Beskidy, więc lepiej celować w stabilną pogodę i startować wcześnie rano. Jeśli prognoza pokazuje mocny wiatr na grzbiecie albo opady (zwłaszcza marznące), ten wariant zdecydowanie lepiej przełożyć.









