DŁUGOŚĆ SZLAKU
12.7KM
SUMA WZNIESIEŃ
1000m
CZAS PRZEJSCIA
5:15h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1725m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★☆☆
Wejście na Babią Górę z Zawoi Markowej – klasyczna trasa na Diablak
Jeśli masz ochotę na trasę, która jest „konkretem” bez kombinowania, to wejście na Babią Górę z Zawoi Markowej robi robotę. Start jest wygodny, potem jest schronisko w idealnym miejscu na oddech, a na końcu czeka Diablak – najwyższy punkt Beskidu Żywieckiego i (poza Tatrami) taki prawdziwy „dach Polski”.
To jest propozycja dla osób, które lubią klasyczne górskie podejście: najpierw las, potem coraz wyżej, aż w końcu robi się szeroko i „graniowo”. Całość zamyka się w jednej, prostej pętli tam i z powrotem tą samą drogą — w sumie 12,7 km i około 5 godzin 15 minut marszu.
No i fajne jest to, że po drodze mijasz miejsca, które same w sobie są celem na wycieczkę – Markowe Szczawiny oraz Przełęcz Brona. Dzięki temu nawet jeśli ktoś ma dzień na „wejdę do schroniska i zobaczę”, to też wyjdzie zadowolony, a jeśli idziesz na szczyt – masz sensowne przystanki w naturalnych momentach.
Zawoja Markowa: start, który nie udaje niczego
Zaczynamy w Zawoi Markowej, czyli w jednym z najpopularniejszych wejść do Babiogórskiego Parku Narodowego. To ważne, bo ten fragment gór jest chroniony i wstęp jest biletowany – zwykle ogarnia się to na wejściu, bez wielkiej filozofii.
Pierwsze metry są jak rozgrzewka, której nie trzeba negocjować z własnymi płucami. Trasa wciąga w las i daje czas, żeby wejść w rytm kroków, a nie od razu robić minę pt. „kto mi kazał”. Po drodze łatwo złapać ten spokojny, beskidzki klimat: szerzej pod stopami, bez tatrzańskiego ścisku między skałami, ale wciąż z poczuciem, że idzie się na poważną górę.
Zielonym do Markowych Szczawin: las, który prowadzi pewnie do celu
Trzymamy się zielonego szlaku i idziemy konsekwentnie do góry, bez szukania skrótów i bez udawania, że „może tu gdzieś będzie szybciej”. Podejście jest takie, które po prostu trwa — i dobrze, bo dzięki temu nie wypalasz się na pierwszych minutach, tylko równo zbierasz metry. Gdzieś po drodze pojawiają się miejsca, w których oddech sam się uspokaja, bo las działa jak naturalny filtr na gonitwę w głowie.
Warto pamiętać, że cały ten rejon to północne stoki Babiej Góry — a to znaczy, że schronisko, do którego idziemy, stoi na konkretnej wysokości i w naprawdę sensownym punkcie trasy. Markowe Szczawiny leżą na polanie na około 1180 m n.p.m. i od lat są jednym z głównych „przystanków obowiązkowych” na babiogórskich wędrówkach.
Schronisko Markowe Szczawiny: miejsce, gdzie plecak nagle waży mniej
Dochodzimy do schroniska PTTK Markowe Szczawiny i tu zwykle dzieją się dwie rzeczy naraz: człowiek niby ma plan iść dalej, ale serce zaczyna prowadzić rozmowy z bufetem. Samo schronisko ma długą historię (pierwsze działało tu już na początku XX wieku), a dzisiejszy budynek to taki porządny, górski „dom po remoncie”, nastawiony na turystów.
To też dobre miejsce, żeby złapać oddech przed wejściem na wyższe partie. W schronisku działa kuchnia i bufet — w praktyce łatwo tu ogarnąć coś ciepłego albo po prostu herbatę, jeśli nogi mówią „chwila przerwy i wracamy do gry”.
Na Przełęcz Brona: zaczyna się ten „babio-górski” charakter
Za schroniskiem zmieniamy kolor na czerwony i ruszamy w stronę Przełęczy Brona. Ten odcinek jest już wyraźniej „górski” — nachylenie robi się konkretniejsze, a w głowie pojawia się ta miła myśl, że właśnie po to tu jesteśmy. Idziemy fragmentem Głównego Szlaku Beskidzkiego, więc oznaczenia są czytelne, a kierunek — prosty jak konstrukcja kijków trekkingowych.
Przełęcz Brona leży mniej więcej na 1408 m n.p.m. i jest takim naturalnym siodełkiem w masywie Babiej Góry. To przełęcz na granicy polsko-słowackiej, a do tego miejsce związane z głównym europejskim działem wodnym — brzmi poważnie, ale w skrócie: tu „dzieli się” woda, która później płynie w różne strony kontynentu.
Diablak: finisz na 1725 metrach i wielka kopuła szczytowa
Z Przełęczy Brona do idziemy dalej grzbietem w stronę Diablaka, czyli wierzchołka Babiej Góry. To 1725 m n.p.m. i jeden z tych szczytów, które mają tyle przydomków, że można by nimi obdzielić pół pasma: Królowa Beskidów, Kapryśnica, Matka Niepogody… a najczęściej i tak mówi się po prostu „Babia” albo „Diablak”.
Sama góra jest wyjątkowa też dlatego, że dominuje nad okolicą jak latarnia nad portem — stoi samotnie i wysoko, więc panorama bywa tu naprawdę szeroka. Przy dobrej pogodzie często wypatruje się stąd Tatr, a poza nimi rozlewają się kolejne pasma Beskidów; to taki punkt, na którym łatwo złapać skalę tego, jak „duże” potrafią być góry, nawet jeśli nie mają tatrzańskich ścian.
Powrót tą samą trasą: schronisko znowu ma argumenty
Wracamy dokładnie tak, jak przyszliśmy, i to ma swoje plusy — znasz już rytm podejść, wiesz gdzie było stromo, a gdzie dało się iść równo. Na zejściu Przełęcz Brona potrafi działać jak przycisk „reset”: z jednej strony kończy się szczytowa część trasy, z drugiej wiesz, że do schroniska jest już „tylko” w dół.
No i schronisko Markowe Szczawiny wita ponownie — tym razem zwykle jeszcze bardziej przekonująco, bo przerwa ma sens podwójny: nogi odpoczną, a głowa przestawi się z trybu „szczyt” na tryb „powrót do doliny”. Potem zostaje już spokojne zejście zielonym przez las do Zawoi Markowej, takie na domknięcie dnia bez nerwów i bez niespodzianek.
Dla kogo jest ta trasa?
Na koniec – moja krótka ocena: trudność tej trasy określiłbym jako średnią, bo mimo że technicznie nie ma tu żadnych „sztuczek”, to swoje robi i długość odcinka, i suma podejść. To propozycja dla prawie każdego, kto lubi chodzić po górach – także dla dzieci w wieku szkolnym, tylko bez bicia rekordów, raczej w spokojnym tempie i z sensownymi przerwami po drodze. Jedna osoba zejdzie z uśmiechem jak po spacerze, inna poczuje w nogach, że to była konkretna wycieczka, ale w gruncie rzeczy do ogarnięcia dla większości. Warto po prostu zaplanować to jako wyprawę na większą część dnia, bo gdy doliczy się odpoczynki, coś ciepłego w schronisku i chwilę na złapanie oddechu wyżej, robi się z tego pełnoprawny, górski dzień – a nie szybka rundka przed obiadem.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Zawoja Markowa – Schronisko PTTK Markowe Szczawiny – Przełęcz Brona – Babia Góra (Diablak) – Powrót ta sama trasa
Babia-Góra (Diablak) z Zawoi Markowej (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na oficjalnym parkingu BGPN w Zawoi Markowej, tuż przy wejściu na zielony szlak prowadzący do Markowych Szczawin. To ten parking, z którego wychodzisz praktycznie „z asfaltu” prosto w las, bez krążenia po okolicy i szukania dojścia do znaków. Opłaty są naliczane czasowo, a przy dłuższym postoju obowiązuje stawka dobowa.
To jest szlak raczej dla osób, które już mają za sobą kilka solidniejszych wyjść w góry, bo wchodzi tu około 1000 m przewyższenia na dystansie 12,7 km i zwykle zajmuje około 5 godzin z kawałkiem samego marszu. Technicznie nie jest to „wspinaczka”, ale podejście potrafi być długie i męczące, a od Przełęczy Brona dochodzi odcinek grzbietowy, gdzie pogoda potrafi mocno dać w kość. Jeśli Twoje „pierwsze góry” to dotąd krótkie spacery po beskidzkich halach, ten wariant może być po prostu za intensywny na start.
Dla rodzin z dziećmi ten wariant ma sens głównie wtedy, gdy mówimy o starszych dzieciach z dobrą kondycją i doświadczeniem w dłuższych wycieczkach – to pełnodniowa trasa z konkretnym podejściem. Z małymi dziećmi (zwłaszcza przedszkolnymi) zwykle kończy się to walką z czasem, zmęczeniem i pogodą na grzbiecie, dlatego lepiej traktować Markowe Szczawiny jako cel sam w sobie albo wybrać krótszy wariant wejścia na Babią. Na tym konkretnym przejściu nie ma „łatwej ucieczki” w połowie – wracasz najczęściej tą samą drogą.
Tak – na trasie masz Schronisko PTTK Markowe Szczawiny (ok. 1180 m n.p.m.), które wypada idealnie jako punkt „pośredni” przed wejściem na grzbiet przez Przełęcz Bronę. Możesz tam realnie odpocząć, zjeść coś ciepłego, uzupełnić płyny i złapać oddech przed dalszym podejściem. W praktyce to najważniejszy „adres” na tej trasie i naturalne miejsce na przerwę zarówno w górę, jak i w drodze powrotnej.
Nie – na tym wariancie wchodzisz na teren Babiogórskiego Parku Narodowego, a tam obowiązuje zakaz wprowadzania psów na szlaki. Jeśli planujesz wyjście z psem, trzeba wybrać inną trasę poza obszarem parku, bo tym konkretnym przejściem (Markowa – Markowe Szczawiny – Brona – Diablak) legalnie się nie da.
Podejście z Zawoi Markowej jest w dużej części leśne, więc pierwsze „duże” otwarcia krajobrazu zaczynają się dopiero w rejonie Markowych Szczawin i wyżej. Najbardziej widowiskowo robi się od Przełęczy Brona, bo wchodzisz na grzbiet i pojawiają się szerokie panoramy po obu stronach, a na samym Diablaku masz typową dla Babiej Góry ekspozycję i widokową „petardę” przy dobrej pogodzie. To jeden z tych szczytów, gdzie warunki robią różnicę: przy przejrzystości jest daleko i majestatycznie, a przy chmurach możesz mieć dosłownie „białą ścianę” mimo bycia na wierzchołku.
Najbezpieczniej i najbardziej „komfortowo” jest od późnej wiosny do jesieni, kiedy nie ma śniegu i lodu na podejściu oraz na odcinku grzbietowym, a dzień jest długi – wtedy łatwiej zmieścić całość bez pośpiechu. Babia Góra słynie z gwałtownych zmian pogody, więc kluczowe jest wyjście przy stabilnej prognozie: unikaj dni z silnym wiatrem, niską podstawą chmur i burzami, bo grzbiet przez Bronę potrafi wtedy zrobić się naprawdę nieprzyjemny. Zimą ten wariant jest już wycieczką stricte „zimową” (sprzęt, doświadczenie, ocena warunków) i nie warto go traktować jako zwykłego spaceru.









