DŁUGOŚĆ SZLAKU
7.8KM
SUMA WZNIESIEŃ
429m
CZAS PRZEJSCIA
2:40h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Opis szlaku
Są takie wycieczki, które robią robotę bez wielkiego planowania: dojeżdżasz, wiążesz buty i po prostu idziesz przed siebie. Rachowiec (954 m) dokładnie taki jest — niezbyt wysoki, ale ustawiony w fajnym miejscu, więc potrafi „oddać” panoramą, gdy tylko trafi się przejrzyste powietrze.
Ta wersja startuje w Soli-Kiczorze i wraca tą samą drogą, po Zbójnickiej Ścieżce Trzech Harnasi. To taki beskidzki szlak-opowieść: idziesz swoim tempem, a przy okazji w okolicy przewijają się nazwy i wątki związane ze zbójnicką legendą (Janosik, Ondraszek i spółka — wiadomo, każdy region ma swoich „specjalistów od cudzej własności”).
Całość ma 7,8 km i w praktyce spokojnie zamyka się w około 2 godziny i 40 minut marszu, więc to dobry pomysł zarówno na szybkie popołudnie, jak i na „rozruch” przed dłuższymi beskidzkimi planami.
Start w Sól-Kiczora: zanim na dobre wkręcisz się w las
Początek jest wygodny, bo można zostawić tu samochód w zatoczkach w miejscu startu. I od razu mała uwaga praktyczna: to nadal Beskidy, czyli teren, gdzie „za chwilę” potrafi oznaczać i pięć minut, i pół godziny… więc lepiej po prostu ruszyć, niż za długo debatować przy aucie.
Na wejściu trzymasz się zielonych oznaczeń szlaku spacerowego. Ten fragment jest częścią Zbójnickiej Ścieżki Trzech Harnasi, więc po drodze często trafiają się elementy „tematyczne” — tablice, nazwy, drobne opowieści o regionie. I to jest fajne, bo nawet jeśli idziesz tylko „na szczyt i z powrotem”, to wędrówka ma swój rytm: nie tylko kroki, ale też kawałek lokalnego kontekstu pod nogami.
Zielony szlak: trochę wsi, trochę pól, potem już bardziej po górsku
Na początku idzie się przez spokojne okolice Soli-Kiczory, gdzie ścieżka przeplata się z krótkimi odcinkami wąskich asfaltówek między zabudowaniami. To ten moment, kiedy nogi jeszcze świeże, a głowa już próbuje się rozproszyć czymś w stylu „a może by tak jeszcze sprawdzić, czy plecak dobrze leży?”. No leży — idziemy dalej.
Po chwili robi się przyjemniej terenowo: pojawiają się polne odcinki, a potem wchodzisz w bardziej leśny klimat, z duktem, który prowadzi spokojnie w górę. Taki beskidzki miks, gdzie raz idziesz miękko po ziemi, raz twardszym traktem, a widoki zwykle lubią wyskakiwać w przerwach między drzewami i ponad polanami. Tempo samo się układa, bo trasa nie próbuje udowodnić, że jest alpejską ścianą — raczej konsekwentnie podprowadza wyżej.
Rozejście szlaków i krótki wspólny odcinek z czerwonym
W pewnym momencie dochodzisz do rozejścia szlaków i tu warto na chwilę włączyć „tryb czujność”. Oznaczenia na Zbójnickiej Ścieżce potrafią być bardziej tabliczkowe niż „wypstrykane farbą co trzy drzewa”, więc dobrze co jakiś czas upewnić się, że idziesz właściwie.
Dalej przez moment idzie się wspólnie zielonym i czerwonym — to krótki fragment, ale przyjemny, bo masz poczucie, że szlak „zbiera się” do finału. W Beskidach takie rozejścia mają swój urok: niby to tylko skrzyżowanie ścieżek, a i tak człowiek stoi chwilę dłużej, jakby wybierał między dwiema wersjami tej samej historii.
Rachowiec: szczyt, polany i mała wieża, która robi dużą różnicę
Na Rachowcu zwykle najbardziej cieszy to, że otoczenie szczytu ma otwarte przestrzenie i polany, więc nie kończy się na „zdobyte — i co dalej, skoro widać głównie czubki świerków?”. Jest też niewielka platforma/wieża widokowa — taka konstrukcja, która daje trochę „nad wysokość traw i krzaków”, więc panorama robi się po prostu czytelniejsza.
A co się stąd zazwyczaj ogląda? Przy dobrej pogodzie często wypatruje się Wielkiej Raczy, Rycerzowej, Bendoszki Wielkiej czy pasm po słowackiej stronie, a gdy trafisz na naprawdę przejrzysty dzień, czasem migną nawet Tatry gdzieś daleko na horyzoncie. To jeden z tych beskidzkich punktów, gdzie warto dać sobie minutę-dwie więcej — nie dlatego, że „musisz”, tylko dlatego, że szkoda zejść, kiedy wreszcie jest pretekst, by legalnie stać i patrzeć w dal.
Powrót tą samą drogą: prosto, bez niespodzianek, z tym samym „miksowaniem” nawierzchni
Wracając, trzymasz się dokładnie tego samego wariantu, więc nie ma rozkmin typu „czy teraz nie powinniśmy skręcić w lewo, bo przecież w górach zawsze się skręca w lewo?”. Jest ten sam układ: leśny dukt, odcinki polne i krótkie przejścia w pobliżu zabudowań, miejscami po wąskim asfalcie. To dobra wiadomość, bo łatwo kontrolować czas, a 7,8 km w obie strony przy tej trasie robi się „w sam raz” — ani nie za krótko, ani nie tak, żeby po powrocie negocjować z kanapą warunki kapitulacji.
Po drodze znów mijasz rozejście szlaków, a potem już spokojne domknięcie wycieczki do Soli-Kiczory. I to jest fajne zakończenie: bez konieczności organizowania logistyki na drugi koniec pasma, bez polowania na autobus „który na pewno będzie, tylko nie wiadomo kiedy”.
Mapa szlaku na Rachowiec z Soli-Kiczora
TRASA: Sól-Kiczora – Rachowiec – Powrót tą samą trasą
Inne szlaki na Rachowiec
Na Rachowiec da się podejść na kilka sposobów i właśnie to jest w tej górze fajne — niby cel ten sam, a klimat przejścia potrafi być zupełnie inny zależnie od punktu startu i tego, czy wolisz krótsze wyjście, spokojniejszy rytm czy bardziej klasyczne podejście grzbietem.
Od strony Zwardonia robi się trochę inaczej już od samego początku, więc komu bliżej do startu z tej strony albo po prostu chce zobaczyć Rachowiec z innej perspektywy, temu może pasować szlak na Rachowiec ze Zwardonia. To wariant, który daje inne rozłożenie trasy i dobrze pokazuje, że nawet na tak znany szczyt nie trzeba zawsze iść tym samym śladem.
Z kolei czerwony szlak na Rachowiec z Soli będzie sensowną opcją dla tych, którzy wolą bardziej oczywiste prowadzenie i klasyczne podejście bez odbicia przez Kiczorę. Start pozostaje podobny, ale samo przejście ma już trochę inny charakter i dla wielu osób właśnie taka wersja okaże się po prostu bardziej naturalna.
Szlak na Rachowiec z Soli-Kiczora (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto przy przystanku kolejowym Sól–Kiczora, ale wtedy mamy jeszcze kawałek przez wieś aby dojść na szlak. W okolicach rozpoczęcia szlaku jest kilka zatoczek przy drogach, więc nie problem znaleźć jakieś wolne miejsce.
Tak, to jest spokojny wariant na wejście „bez stresu”: idzie się głównie zielonym szlakiem spacerowym, a tylko krótki fragment wypada wspólnie z czerwonym przy rozejściu. Największą robotę robi tu konsekwencja w marszu, a nie techniczne trudności.
Nadaje się, bo to przejście bez dramatów logistycznych: start i meta są w tym samym miejscu, a tempo łatwo dopasować do ekipy. Trzeba tylko pamiętać, że miejscami zdarzają się odcinki bardziej „spacerowe” po drodze/asfalcie oraz bardziej leśne w górnej części, więc wózek odpada, ale małe nogi zwykle dają radę.
Na samym wariancie Sól-Kiczora – Rachowiec – powrót nie ma schroniska „po drodze”, więc nie ma co liczyć na herbatę z okienka w połowie podejścia.
Tak, to normalna trasa piesza i spacerowa, więc pies spokojnie się tu odnajdzie. Standardowo warto mieć smycz na odcinkach bliżej zabudowań i wtedy, gdy na szlaku kręcą się inni wędrowcy.
Po drodze widoki pojawiają się głównie tam, gdzie teren się otwiera (pola, przerwy w drzewach), a na górze największy efekt robi niewielka platforma widokowa. Ze szczytu często wypatruje się m.in. Wielkiej Raczy, Wielkiej Rycerzowej czy pasm po słowackiej stronie, a przy bardzo dobrej przejrzystości potrafią mignąć nawet Tatry.
Najprzyjemniej wychodzi wiosną, latem i wczesną jesienią, bo wtedy łatwo złapać suchą nawierzchnię na polnych i leśnych odcinkach, a dzień jest dłuższy i nie trzeba gonić z powrotem „na styk”. Jeśli celem są widoki z platformy, najlepiej celować w dzień z dobrą przejrzystością powietrza — tu bardziej liczy się „czy widać daleko”, niż sama temperatura.





