DŁUGOŚĆ SZLAKU
12.1KM
SUMA WZNIESIEŃ
541m
CZAS PRZEJSCIA
4:00h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Szlak na Krawców Wierch z Glinki
Jeśli masz ochotę na wycieczkę, która szybko daje poczucie „jestem w górach”, a po drodze dorzuca bacówkę z prawdziwym klimatem, to wariant z Glinki na Krawców Wierch jest idealny. To Beskid Żywiecki w wersji przystępnej: bez kombinowania z logistyką, bez długich dojazdów między punktami i z celem, który naprawdę cieszy, bo jest i po drodze, i na końcu.
Całość zamyka się w około 12,1 km i mniej więcej 4 godz. marszu, więc spokojnie da się to zrobić jako wypad „na pół dnia”. Trasa jest też przyjazna psychicznie: idziesz w jedną stronę, wracasz tą samą drogą, nie ma tu zgadywania, czy skręciłeś w dobry dukt. A bacówka działa jak magnes – nawet jeśli ktoś udaje, że idzie „tylko na szczyt”, to i tak w środku głowy już planuje przystanek.
To propozycja dla tych, którzy lubią konkret: podejście, grzbiet, schroniskowy przystanek, szczyt i powrót. Jeśli po drodze trafiają się nazwy typu Kulówka czy Kubieszówka, to od razu łatwiej poukładać sobie trasę w głowie, bo brzmi to jak kolejne etapy przygody. I spokojnie – żadna z tych nazw nie gryzie.
Start w Glince: zanim zrobi się górsko, jest jeszcze „po ludzku”
Zaczynamy w Glince i przez krótką chwilę idzie się bardziej „po wsi” niż „po dzikiej ścieżce”. Na starcie trafiają się odcinki po twardszej nawierzchni: trochę asfaltu, miejscami utwardzenia typu płyty czy beton. To taki moment, kiedy człowiek jeszcze nie zdąży złapać oddechu, a nogi już dostają sygnał: „okej, to nie będzie spacer do sklepu”.
Po tej rozgrzewce zaczyna się podejście na serio i od razu wchodzi się w rytm żółtego szlaku. Warto nastawić się na to, że pierwsza część lubi być konkretna – nie musi być długa, ale potrafi pokazać, kto tu rządzi. Dobra wiadomość jest taka, że po kilku minutach ciało się „przełącza” i marsz zaczyna iść płynniej, bo wreszcie wszystko gra: tempo, oddech i to charakterystyczne górskie „jeszcze kawałek”.
Kulówka i Kubieszówka: podejście, które szybko wchodzi w nogi
Po drodze przewijają się miejsca, które fajnie dzielą trasę na odcinki, i jednym z takich punktów jest rejon Kulówki oraz podejście w stronę Kubieszówki. Tu szlak potrafi trzymać się stoków i nie udaje, że jest płasko. To ten fragment, w którym łatwo złapać myśl „czy ja na pewno dziś wstałem mądrze?”, po czym po chwili przychodzi druga: „dobra, idzie się”.
Kubieszówka sama w sobie jest charakterystyczna, bo na szczycie stoi przekaźnik telekomunikacyjny, a trochę niżej działa prywatne schronisko o tej samej nazwie. To takie przypomnienie, że w Beskidach cywilizacja potrafi wejść wysoko, tylko robi to po cichu i bez fanfar. Idąc dalej, coraz bardziej czuć, że wchodzisz w spokojniejszy świat grzbietu, gdzie z każdym krokiem jest mniej „wokół domy”, a więcej „wokół góry”.
Grzbietem w stronę bacówki: mniej twardo, bardziej górsko
W pewnym momencie twardsze nawierzchnie zostają za plecami i robi się przyjemniej pod butem: leśne drogi i ścieżki, miejscami szerzej, miejscami węziej. Ten fragment ma fajną dynamikę – idzie się w górę, ale nie cały czas na jednym „pionowym” oddechu. Można złapać rytm i po prostu iść, zamiast negocjować z własnymi łydkami warunki pokoju.
Tu też fajnie widać, jak trasa przechodzi od przysiółków i grzbietowych zakamarków w stronę bardziej otwartych przestrzeni. To taki etap, kiedy nie musisz mieć w głowie żadnych wielkich planów – wystarczy trzymać się szlaku i robić swoje. A im bliżej bacówki, tym bardziej rośnie ochota, żeby zobaczyć ją wreszcie na żywo, bo w górach samo słowo „bacówka” działa jak obietnica: będzie ciepło, będzie przerwa, będzie sens.
Bacówka PTTK Krawców Wierch i Hala Krawcula: przystanek, który sam się prosi
Bacówka stoi na Hali Krawcula, czyli polanie tuż pod Krawców Wierchem, na wysokości około 1040–1060 m. To moment, kiedy las robi krok w tył, a przestrzeń nagle łapie oddech. Polana daje przyjemne otwarcie, a sama bacówka wygląda dokładnie tak, jak powinna wyglądać bacówka: prosto, solidnie i jakby była tu „od zawsze”.
To miejsce ma też swoją historię, bo bacówkę wybudowano w latach 1975–1976 jako część idei sieci bacówek w polskich górach. W środku zwykle czuć ten schroniskowy porządek świata: proste zasady, konkretne jedzenie i atmosfera, w której nikt nie udaje, że przyjechał tu na czerwony dywan. A jeśli akurat trafia się dobra przejrzystość powietrza, to z okolic polany potrafią się pokazać dalekie widoki, czasem nawet w stronę Tatr – ale to już domena szczęścia i warunków.
Krawców Wierch: szczyt na granicy, finisz bez zadęcia
Z bacówki na Krawców Wierch jest już naprawdę blisko, więc warto domknąć temat i dojść na wierzchołek. Krawców Wierch ma około 1071–1075 m i leży na grzbiecie granicznym, w Grupie Pilska, na terenie Żywieckiego Parku Krajobrazowego. Sam szczyt jest raczej leśny, więc nie nastawiaj się na szeroki „taras widokowy” dokładnie na wierzchołku.
Za to cała trasa daje to, co w Beskidach bywa najlepsze: spokojny marsz, przejście przez różne „warstwy” terenu i przyjemne otwarcia tam, gdzie las się rozsuwa. No i jest satysfakcja, że finisz jest sensowny, a nie na zasadzie „doszliśmy na coś, co wygląda jak kolejne miejsce w lesie”. Tu nawet leśny szczyt ma charakter, bo stoi na ważnym grzbiecie i zamyka fajny, logiczny kierunek.
Powrót tą samą drogą: znajome zakręty, lżejsza głowa
Wracasz dokładnie tą samą trasą i to akurat działa na plus. Znasz już kluczowe miejsca, więc zamiast myśleć „czy to na pewno tu?”, możesz skupić się na marszu i na tym, że zejście zazwyczaj idzie sprawniej. Po drodze bacówka jeszcze raz kusi, żeby przysiąść na chwilę, nawet jeśli przed chwilą było „tylko na moment”. Góry mają swój humor, a bacówki potrafią być jego najlepszym dowodem.
Im bliżej Glinki, tym bardziej wraca cywilizacja i znowu pojawiają się utwardzone odcinki: beton, płyty, asfalt. To taki naturalny sygnał, że wycieczka się domyka, a meta jest już „tuż-tuż”. Nogi zwykle lubią ten moment, bo mogą przejść z trybu „uważaj na każdy krok” w tryb „dobra, do auta już damy radę jak po czerwonym dywanie”.
Dla kogo jest ta trasa?
Na koniec moja szybka ocena: to trasa łatwa i bardzo „dla ludzi” — spokojnie przejdzie ją praktycznie każdy, kto ma ochotę na porządny spacer po górach bez spinania się na wynik. Idealnie pasuje na pół dnia, bo kilka godzin marszu fajnie miesza się tu z przerwą na polanie i przystankiem w bacówce, więc wycieczka ma rytm, a nie tylko „idziemy i idziemy”. Z dziećmi też jest to jak najbardziej do ogarnięcia, tylko warto podejść do tego jak do dłuższego spaceru: bez pośpiechu, z własnym tempem i krótkimi pauzami wtedy, kiedy są potrzebne — i wtedy wszystko układa się po prostu dobrze.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Glinka – Kulówka – Kubieszówka – Glinka (góra) – Bacówka PTTK Krawców Wierch – Krawców Wierch – Powrót tą samą trasą
Szlak na Krawców Wierch z Glinki (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w Glince w okolicy kościoła oraz boiska/orlika – to najpraktyczniejszy i najczęściej wybierany punkt startowy, z którego od razu wchodzisz w trasę bez kombinowania z dojazdem „wyżej”. Dzięki temu masz jasną logistykę: start i meta są w tym samym miejscu, więc po powrocie nie musisz niczego organizować.
Tak, to jedna z bardziej przystępnych propozycji w Beskidzie Żywieckim: trasa jest logiczna (tam i z powrotem tą samą drogą), a całość zamyka się w ok. 12,1 km i około 4 godzinach marszu. Trzeba jedynie pamiętać, że początek potrafi wejść w nogi, bo pierwsze podejście jest konkretne i częściowo po twardej nawierzchni, zanim przejdzie w spokojniejsze leśne drogi.
Nadaje się, o ile potraktujesz go jak dłuższy spacer górski: bez gonienia tempa i z przerwami, kiedy są potrzebne. Największym ułatwieniem dla rodzin jest „cel po drodze” w postaci bacówki na Hali Krawcula – dzieciom łatwiej się idzie, gdy wiadomo, że po podejściu będzie konkretna przerwa, coś ciepłego i otwarta polana.
Tak – po drodze dochodzisz do Bacówki PTTK Krawców Wierch na Hali Krawcula (tuż pod szczytem), więc masz gdzie usiąść i realnie odpocząć. Bufet działa w godzinach 8:00–20:00, a w środku normalnie zjesz klasyczne schroniskowe jedzenie i możesz też zaplanować nocleg, jeśli chcesz rozbić wycieczkę na dwa dni.
Tak, ten wariant z Glinki spokojnie da się zrobić z psem – to popularny kierunek „na bacówkę” również dla osób wędrujących z czworonogiem. Sama Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu akceptuje psy (również przy noclegu), więc nie musisz planować wyjazdu tak, jakby pies miał czekać „na zewnątrz świata”.
Najlepsze widoki łapie się nie na samym, dość leśnym wierzchołku Krawcowa Wierchu, tylko na Hali Krawcula przy bacówce – tam robi się szeroko i naprawdę „oddycha przestrzeń”. Przy dobrej przejrzystości powietrza zobaczysz panoramy Beskidu Żywieckiego i Śląskiego, a często pokazuje się też słowacka Mała Fatra; w wyjątkowo klarowny dzień zdarzają się dalekie obserwacje.
Najprzyjemniej jest od późnej wiosny do jesieni, bo szlak jest suchszy, a polana na Hali Krawcula daje wtedy najładniejsze „otwarcia” i warunki na dłuższą przerwę przy bacówce. Zimą ten wariant też bywa chodzony, ale trzeba liczyć się z lodem na początkowych, utwardzonych odcinkach – zwłaszcza gdy jest przymrozek albo świeży śnieg, bo asfalt i płyty potrafią zrobić się śliskie. Najlepsze widoki trafiają się po przejściu frontu (czyste powietrze, dobra widoczność), a na słabsze panoramy trzeba uważać w dni mgielne i „mleczne”.




