DŁUGOŚĆ SZLAKU
10.8KM
SUMA WZNIESIEŃ
528m
CZAS PRZEJSCIA
3:30h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Szlak na Krawców Wierch ze Złatnej
Jeśli masz ochotę na beskidzki spacer, który ma i konkretny cel, i sensowną nagrodę „po drodze”, to wejście na Krawców Wierch ze Złatnej robi robotę. To taka trasa z gatunku: spokojny start, potem trochę bardziej w nogach, a na koniec bacówka, w której łatwo przepaść na dłużej, bo człowiek nagle przypomina sobie, że herbata w górach smakuje inaczej. Sama góra leży w Grupie Pilska i siedzi przy granicy polsko-słowackiej, więc po drodze kręcisz się też w okolicach Wielkiego Europejskiego Działu Wodnego (brzmi poważnie, a w praktyce oznacza, że woda potrafi mieć lepszy plan na podróż niż większość z nas).
To propozycja dla kogoś, kto chce wejść „po coś”: dojść do Bacówki PTTK na Krawcowym Wierchu na Hali Krawcula i dorzucić jeszcze krótki odcinek na sam Krawców Wierch. Całość w wersji tam i z powrotem ma 10,8 km i zwykle zajmuje około 3 godz. 30 min, więc spokojnie da się to ogarnąć bez wstawania o świcie.
Złatna: start bez kombinowania
Najwygodniej zacząć przy wejściu na niebieski szlak w Złatnej, gdzie da się zostawić auto na parkingu przy starcie. To ważny detal, bo w Beskidach bywa tak, że „zaparkuj gdzieś” potrafi być osobną atrakcją dnia, a tu na szczęście temat jest dość prosty.
Pierwsze minuty są bardzo „wiejskie”: idzie się wzdłuż potoku Straceniec i przez chwilę prowadzi asfalt. Ten fragment jest fajny na rozruch — nogi jeszcze śpią, głowa dopiero ogarnia, że to ma być spacer w górę, a nie do sklepu. Asfalt kończy się po mniej więcej kilometrze i wtedy zaczyna się właściwe, leśne wchodzenie w klimat.
Niebieskim w górę: las, stokówka i „ten” moment podejścia
Dalej trasa chowa się w lesie i przez spory kawałek idzie się wygodną drogą leśną — miejscami to typowa stokówka, miejscami bardziej ścieżka. Ten odcinek zwykle nie jest techniczny, raczej równy marsz, w którym można złapać rytm i nie zerkać co trzy minuty na zegarek.
Po jakimś czasie przychodzi jednak etap, który łatwo zapamiętać: podejście robi się wyraźnie bardziej strome w okolicy Straceńca. Straceniec to punkt na grzbiecie (około 993 m), po którym czuć, że zdobyte metry przestają być „za darmo”. W lesie trafiają się też fragmenty z luźniejszymi kamieniami pod butem, więc warto iść uważniej — nie po to człowiek przyjeżdża w góry, żeby testować przyczepność na ściółce.
Hala Krawcula i Bacówka PTTK: moment, w którym tempo siada… z własnej woli
W końcu las się rozsuwa i wychodzi się na Halę Krawcula — szeroką polanę pod Krawcowem, historycznie pasterską, dziś znaną głównie z bacówki i panoram. Sama hala leży mniej więcej na wysokości 1040–1060 m, więc różnica względem startu jest już konkretna, ale nagroda też jest konkretna.
Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu stoi na tej hali na wysokości około 1038–1041 m i działa od lat 70. (powstała w latach 1975–1976 jako część bacówkowej idei PTTK). Jest niewielka, „po górsku” i bez udawania, że to hotel — i o to chodzi. W środku działa bufet (zwykle w godzinach 8:00–20:00), więc można podejść klasycznie: coś ciepłego, coś słodkiego i nagle człowiek rozumie, czemu wędrowanie ma tylu fanów.
Krótki wypad na Krawców Wierch: granica, szczyt i „gdzie tu jest ten widok?”
Z bacówki na Krawców Wierch jest już tylko krótki spacer żółtym szlakiem. Sam Krawców Wierch ma około 1075 m wysokości i leży na grzbiecie granicznym między Polską a Słowacją; w okolicy przebiega też wspomniany dział wodny, więc geograficznie to miejsce ma swój ciężar gatunkowy, nawet jeśli szczyt nie krzyczy „wow” na pierwszy rzut oka.
Ważne, żeby mieć właściwe nastawienie: to raczej leśny wierzchołek niż wielka, otwarta platforma widokowa. Za to Hala Krawcula często daje szerokie spojrzenie w stronę Beskidów i na słowacką Małą Fatrę, a przy dobrej przejrzystości zdarzają się nawet dalsze zarysy na horyzoncie — i wtedy nagle każdy przystanek „na chwilę” robi się podejrzanie długi.
Powrót tą samą drogą: ten sam szlak, ale w drugą stronę działa inaczej
Wraca się dokładnie tak, jak się przyszło, i tu jest mała beskidzka magia: to samo miejsce potrafi wyglądać inaczej, kiedy idzie się w dół, a nie w górę. Odcinek przy Straceńcu, który wcześniej dawał w łydkę, w zejściu potrafi dać w kolano, więc warto trzymać krok krótszy i spokojniejszy, szczególnie tam, gdzie podłoże jest bardziej kamieniste.
Na końcu wraca znajomy fragment wzdłuż potoku Straceniec i ta sama asfaltowa końcówka, która na starcie była rozgrzewką, a na finiszu jest już sygnałem: „to teraz można udawać, że wcale nie było pod górę”. Jeśli po drodze bacówka zawoła jeszcze raz, to cóż… trudno dyskutować z takimi argumentami.
Dla kogo jest ta trasa?
Trasę oceniam zdecydowanie jako łatwa. Jasne, kilometrów trochę się uzbiera, ale to bardziej porządny spacer niż jakikolwiek „maraton”, a przewyższenia nie są duże i nie męczą tak, żeby człowiek musiał co chwilę negocjować z własnymi nogami. Zdarzają się krótsze, bardziej strome fragmenty, ale bez dramatu — wszystko jest do przejścia spokojnym tempem i z normalnymi przerwami. Rodziny z dziećmi też spokojnie mogą ją brać na celownik, o ile dzieciaki mają już za sobą dłuższe wędrówki i wiedzą, że w górach idzie się do góry, a nie „tylko jeszcze kawałeczek” przez dwie godziny.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Złatna – Straceniec – Bacówka PTTK Krawców Wierch – Krawców Wierch – Powrót tą samą trasą
Szlak na Krawców Wierch ze Złatnej (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na parkingu tuż przy wejściu na niebieski szlak w Złatnej, czyli dokładnie tam, gdzie zaczyna się podejście doliną potoku Straceniec. To start „bez kombinowania”: wysiadasz i od razu wchodzisz na oznakowania niebieskie, bez dojazdów w boczne drogi i bez szukania pobocza.
Tak — to jedna z łatwiejszych propozycji w tej części Beskidu Żywieckiego: szlak jest czytelny i technicznie prosty, a całość to bardziej dłuższy spacer niż „górska walka”. Trzeba tylko liczyć się z krótszym, wyraźnie stromszym fragmentem w okolicach punktu Straceniec, gdzie podłoże bywa luźniejsze i warto iść uważniej. Dystans w wersji tam–z powrotem to 10,8 km i zwykle około 3:30 h.
Nadaje się, o ile dzieci mają już „przechodzone” dłuższe wycieczki i nie kończą energii po pierwszej godzinie. Początek jest łagodny (asfalt i dolina potoku), potem idzie się wygodnymi odcinkami leśnymi, a najtrudniejszy jest krótki, bardziej stromy kawałek pod Straceńcem — do zrobienia spokojnym tempem z przerwami. Największym wyzwaniem dla rodzin zwykle jest nie trudność, tylko dystans i czas.
Tak — po wyjściu na Halę Krawcula dochodzisz prosto do Bacówki PTTK na Krawcowym Wierchu (stoi na hali na wysokości ok. 1038–1041 m). To praktycznie główny „cel po drodze”: działa bufet (najczęściej 8:00–20:00), więc łatwo zaplanować dłuższy postój, a na szczyt Krawcowego Wierchu dokładasz już tylko krótki odcinek.
Tak — na samym szlaku nie ma nic, co wyklucza psa, a bacówka również przyjmuje gości z czworonogami (w cenniku jest osobna pozycja „piesek”).
Najlepsze panoramy dostajesz na Hali Krawcula — to szeroka polana, z której często widać w stronę Beskidów i słowacką Małą Fatrę (przy dobrej przejrzystości horyzont robi się naprawdę „daleki”). Sam Krawców Wierch jest bardziej leśnym wierzchołkiem na grani granicznej, więc nie jest klasycznym szczytem z otwartą platformą widokową; to hala jest miejscem na zdjęcia i dłuższe stanie „i patrzenie”.
Najprzyjemniej wypada późna wiosna, lato i wczesna jesień, bo dojście jest długie, ale komfortowe, a polana na Krawculi daje wtedy największą szansę na szerokie panoramy. Po opadach warto nastawić się na śliskie/luźniejsze podłoże w stromszym fragmencie w okolicach Straceńca, więc w deszcz i tuż po nim lepiej iść wolniej i w butach z dobrą podeszwą. Zimą trasa też jest do zrobienia, ale przy oblodzeniu podejścia pod Straceńcem i na zejściu przydają się raczki, a na hali dochodzi wiatr i szybciej spada odczuwalna temperatura.




