54-letni mężczyzna, który w autobusie miejskim w Bielsku-Białej agresywnie zwracał się do dziewczynek z Ukrainy, został zatrzymany przez policję. Na incydent zareagował również minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha. Choć przedstawiciele wszystkich stron politycznego sporu potępiają zachowanie mężczyzny, wydarzenie szybko stało się powodem kolejnej ostrej wymiany oskarżeń między polskimi politykami.
54-latek zatrzymany po słownym ataku w autobusie linii nr 8
Do zdarzenia doszło 11 lipca podczas kursu autobusu linii nr 8 w Bielsku-Białej. Nagranie wykonane przez jedną z pasażerek przedstawia mężczyznę, który w agresywny i wulgarny sposób zwraca się do pochodzących z Ukrainy dziewczynek.
Mężczyzna zarzucał nastolatkom, że żyją „na polski koszt”, a następnie nakazywał im wyjazd na Ukrainę. Kiedy jedna z dziewczynek próbowała dowiedzieć się, dlaczego jest obrażana, 54-latek podchodził do niej i kontynuował słowny atak. Agresję skierował również przeciwko kobiecie, która stanęła w obronie dzieci.
Po opublikowaniu nagrania sprawą zajęła się Komenda Miejska Policji w Bielsku-Białej. W poniedziałek 13 lipca minister spraw wewnętrznych i administracji Marcin Kierwiński poinformował, że podejrzewany o agresywne zachowanie mężczyzna został zatrzymany.
Szef MSWiA zapowiedział zdecydowaną reakcję państwa na podobne przypadki i stwierdził, że zatrzymanie powinno być przestrogą dla osób dopuszczających się agresji oraz nienawiści. „Nie będziecie bezkarni” – napisał Kierwiński.
Zatrzymanym okazał się pracownik Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w Bielsku-Białej zatrudniony na stanowisku kierowcy. W chwili zdarzenia nie wykonywał jednak obowiązków służbowych i podróżował autobusem jako pasażer. Według informacji przekazanych przez spółkę od dłuższego czasu przebywał na zwolnieniu lekarskim.
MZK zapowiedziało wyciągnięcie wobec pracownika konsekwencji służbowych, włącznie z zastosowaniem środków dyscyplinujących przewidzianych przez prawo pracy. Spółka poinformowała również, że sama złoży zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Przewoźnik stanowczo potępił agresję, dyskryminację oraz zachowania motywowane uprzedzeniami wobec innych osób.
Do wydarzenia odniósł się minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha. Ukraiński polityk podziękował polskim organom ścigania za szybką reakcję i zatrzymanie 54-latka.
„Bohater” w polskim autobusie „walczył” słownie z dziećmi i kobietami. Do tego nie potrzeba ani dużo rozumu, ani odwagi – napisał szef ukraińskiej dyplomacji.
Sybiha przekazał, że po uzyskaniu informacji o zdarzeniu strona ukraińska zwróciła się do polskich służb z prośbą o reakcję na zachowanie mężczyzny oraz naruszenie godności Ukraińców ze względu na ich narodowość. Ocenił, że agresja i nienawiść nie mogą być tolerowane w demokratycznym, europejskim społeczeństwie.
Ukraiński minister skierował również apel do części polskich polityków. Wezwał ich do zaprzestania – jak określił – podsycania nienawiści wobec Ukrainy i jej obywateli, wskazując, że podobna retoryka może wpływać na wzrost antyukraińskich nastrojów w polskim społeczeństwie.
Politycy potępiają agresję i obwiniają swoich przeciwników
Zatrzymanie mężczyzny nie zakończyło publicznej dyskusji. Incydent w bielskim autobusie stał się przedmiotem ostrego sporu politycznego, w którym przedstawiciele koalicji rządzącej zaczęli wskazywać osoby ich zdaniem odpowiedzialne za wzrost niechęci wobec obywateli Ukrainy.
Marcin Kierwiński stwierdził, że Jarosław Kaczyński, Grzegorz Braun i Przemysław Czarnek przyczyniają się do rozprzestrzeniania w Polsce – jak napisał – „brunatnej fali”. Minister podkreślił, że ofiarami agresji mogą być zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy, oraz zapowiedział „zero tolerancji” dla podobnych zachowań.
Wpis Kierwińskiego udostępnił rzecznik rządu Adam Szłapka, dodając komentarz: „Nie będziecie bezkarni”. Na jego publikację odpowiedział poseł PiS Sebastian Kaleta. Polityk domagał się podobnej reakcji wobec mężczyzny, który na nagraniu wykonanym w Warszawie deklarował, że jest banderowcem. Kaleta zaznaczył, że oba przypadki powinny zostać potępione, a ich sprawcy ukarani.
Minister edukacji Barbara Nowacka odpowiedzialnością polityczną za wzrost agresywnych zachowań obarczyła między innymi Przemysława Czarnka, Janusza Kowalskiego i Grzegorza Brauna. Oceniła, że incydent jest jednym ze skutków prowadzonej przez nich kampanii wymierzonej w uchodźców. Zaapelowała również o przeprosiny i zmianę sposobu prowadzenia debaty publicznej.
Poseł Lewicy Tomasz Trela napisał natomiast, że pełną odpowiedzialność za takie zachowania ponoszą Grzegorz Braun, Krzysztof Bosak i Jarosław Kaczyński. „To wasza wina” – stwierdził parlamentarzysta.
Podobną ocenę przedstawił europoseł Robert Biedroń. Według niego eskalacja przemocy na tle narodowościowym jest efektem polityki prowadzonej przez Grzegorza Brauna, Sławomira Mentzena i Jarosława Kaczyńskiego. Zarzucił tym politykom tworzenie atmosfery, która może zachęcać niektóre osoby do agresji wobec dzieci pochodzących z Ukrainy.
Lider partii Razem Adrian Zandberg stwierdził, że słowa wypowiadane przez 54-latka w autobusie były wcześniej obecne w debacie parlamentarnej. Jego zdaniem zwykli obywatele Ukrainy byli obciążani odpowiedzialnością za działania polityków, a agresywny język przeniósł się z debaty publicznej do codziennych sytuacji. Zandberg skierował swoje zarzuty bezpośrednio do Krzysztofa Bosaka i Przemysława Czarnka.
Krzysztof Bosak potępił zachowanie 54-latka. Poseł Konfederacji napisał, że wyładowywanie gniewu i frustracji na przypadkowych osobach jest złem niezależnie od okoliczności, szczególnie gdy agresja jest skierowana przeciwko kobietom lub dzieciom. Zaapelował jednocześnie, aby świadkowie podobnych sytuacji reagowali, zamiast jedynie przyglądać się zdarzeniu lub je nagrywać.
Posłanka PiS Monika Pawłowska również opowiedziała się za surową karą dla mężczyzny. Określiła go jako furiata i zaznaczyła, że dzieci powinny być bezwzględnie chronione przed agresywnymi zachowaniami. Jej sugestia dotycząca możliwych zaburzeń psychicznych zatrzymanego była osobistą oceną polityczki i nie została potwierdzona przez służby ani lekarzy.



