Mija 29 lat od jednego z największych kataklizmów w powojennej historii Polski. Powódź tysiąclecia z lipca 1997 roku dotknęła nie tylko Dolny Śląsk i Opolszczyznę, ale również Podbeskidzie, Żywiecczyznę i Bielsko-Białą. W regionie zapamiętano ją przez rwące potoki, podmyte mosty, zniszczone drogi, zalane ulice i wielodniową walkę z wodą. Szczególnie trudna sytuacja panowała w dorzeczu Soły, ale skutki wielkiej wody odczuwalne były także w Bielsku-Białej, gdzie archiwalne nagrania pokazują zalane ulice, wysoki poziom rzek i mieszkańców próbujących ratować swój dobytek.
Wielka woda przyszła po kilku dniach nieprzerwanego deszczu
Kataklizm rozpoczął się od intensywnych opadów, które w dniach 3–10 lipca 1997 roku objęły południową Polskę, Czechy i Austrię. W górach i na terenach podgórskich woda bardzo szybko spływała do potoków i rzek, powodując gwałtowne wezbrania. Niewielkie cieki w krótkim czasie zamieniały się w rwące masy wody, niosące kamienie, drzewa, fragmenty ogrodzeń i elementy zniszczonej infrastruktury.
Na Żywiecczyźnie najbardziej zagrożone było dorzecze Soły. W miejscowościach położonych powyżej Żywca siła wody była szczególnie niszcząca. Górskie potoki porywały wszystko, co znalazło się na ich drodze, niszcząc domy, drogi, gospodarstwa i pola uprawne. Im niżej schodziła woda, tym wolniej spływała, ale przez dłuższy czas wdzierała się w kolejne rejony miast i wsi.
W samym Żywcu z niepokojem obserwowano Most Solny. Pędząca Soła niosła kłody i konary, a strażacy przy pomocy bosaków próbowali kierować je tak, aby nie uderzały w konstrukcję. Obawy dotyczyły również zapory w Tresnej i elektrowni na górze Żar. Pojawiały się pytania, czy konieczny będzie zrzut wody i jakie skutki może to przynieść dla niżej położonych miejscowości.
Soła podmyła wtedy most kolejowy w Żywcu, zniszczony został również most w Cięcinie. W Ujsołach woda zniosła dwa domy. Skutki powodzi odczuły praktycznie wszystkie gminy Żywiecczyzny: Czernichów, Gilowice, Jeleśnia, Koszarawa, Lipowa, Łękawica, Łodygowice, Milówka, Radziechowy-Wieprz, Rajcza, Świnna, Ujsoły, Węgierska Górka oraz miasto Żywiec.
W ówczesnym województwie bielskim wielka woda doprowadziła również do ofiar śmiertelnych. Według lokalnych danych zginęło 5 osób. Działania służb trwały wiele dni, a usuwanie skutków powodzi przeciągnęło się na kolejne tygodnie i miesiące.
Bielsko-Biała nie ucierpiało w takim stopniu jak najciężej dotknięte rejony dorzecza Soły, ale również tam powódź była realnym zagrożeniem. Archiwalny film nagrany 8 lipca 1997 roku pokazuje centrum miasta, głównie okolice ulic Partyzantów i Leszczyńskiej, a także Straconkę w rejonie kościoła. Widać na nim zalane ulice, wysoki poziom wody w rzekach oraz mieszkańców ratujących dobytek.
Skala działań ratowniczych w województwie bielskim była duża. Po ogłoszeniu 8 lipca stanu alarmu powodziowego Komendant Wojewódzki PSP wydał rozkaz specjalny dotyczący pełnej dyspozycyjności jednostek. Według ustaleń NIK strażacy prowadzili działania ratownicze od 5 do 12 lipca, a później uczestniczyli w usuwaniu skutków powodzi do 13 sierpnia. Największe nasilenie działań przypadło na dni 7–9 lipca, kiedy w akcji brało udział około 1780 strażaków i około 510 samochodów.
Do działań włączono także Policję. Siły policyjne były zaangażowane od 7 do 20 lipca, a największe natężenie pracy przypadło na dni 8–10 lipca. Każdego dnia w działaniach uczestniczyło wtedy około 450 policjantów, wykorzystujących około 130 pojazdów. Ich zadania dotyczyły głównie utrzymania porządku, ochrony mienia i bezpieczeństwa w ruchu drogowym. W czasie powodzi nie odnotowano zdarzeń kryminalnych związanych z sytuacją powodziową.
Bilans powodzi tysiąclecia i skutki, które zostały na lata
W skali kraju powódź z 1997 roku była katastrofą o ogromnym wymiarze. Według obecnie przywoływanych bilansów w Polsce zginęło 56 osób, a straty materialne oszacowano na około 12 mld zł. Dach nad głową straciło 7 tys. osób, a około 40 tys. ludzi utraciło dorobek życia. Woda zniszczyła lub uszkodziła 680 tys. mieszkań, 4 tys. mostów, 14,4 tys. km dróg, 2 tys. km torów kolejowych, 613 km wałów przeciwpowodziowych i ponad 665 tys. ha ziemi.
Powódź stała się dominującym tematem lipca 1997 roku i wielu kolejnych tygodni. W regionie usuwano zniszczenia, naprawiano drogi, zabezpieczano brzegi potoków i rzek, porządkowano zalane posesje oraz szacowano straty. W wielu beskidzkich wsiach ślady wielkiej wody widoczne były jeszcze długo po tym, jak rzeki wróciły do swoich koryt.
Kataklizm pokazał również, jak kruche są linie brzegowe i infrastruktura naruszona przez gwałtowne wezbrania. Miejsca osłabione w lipcu 1997 roku były później bardziej podatne na kolejne, nawet mniejsze wezbrania. Powódź uruchomiła też dyskusję o tym, czy państwo było przygotowane na taką skalę zagrożenia i czy system ochrony przeciwpowodziowej działał wystarczająco skutecznie.
Wielka woda miała również wymiar polityczny. Do historii przeszła wypowiedź premiera Włodzimierza Cimoszewicza, później powszechnie skracana do słów o tym, że „trzeba było się ubezpieczyć”. W rzeczywistości premier mówił o przezorności i ubezpieczaniu się, ale wypowiedź wywołała bardzo ostrą reakcję społeczną.
Jesienią 1997 roku Sojusz Lewicy Demokratycznej przegrał wybory parlamentarne. Część komentatorów i ekspertów wskazywała później, że sposób reagowania państwa na powódź oraz głośna wypowiedź premiera były jednym z czynników, które wpłynęły na nastroje społeczne. Sama powódź stała się natomiast impulsem do zmian prawnych, kolejnych analiz i działań mających ograniczać skutki podobnych zdarzeń w przyszłości.
źródło: Biblioteka nauki, Żywiec Info

