DŁUGOŚĆ SZLAKU
15.7KM
SUMA WZNIESIEŃ
593m
CZAS PRZEJSCIA
4:50h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
Szlak na Krawców Wierch ze Złatnej przez Grubą Buczynę
Złatna Huta to taki koniec świata w najlepszym, beskidzkim sensie: dalej już głównie potok, las i szlak. I właśnie stąd wychodzi się na Krawców Wierch wariantem, który ma fajny rytm: najpierw rozgrzewka w dolinie, potem krótki „łącznik” na przełęcz i wreszcie dłuższy spacer granicznym grzbietem. Bez kombinowania z pętlami, za to z bardzo czytelnym prowadzeniem.
To propozycja dla tych, którzy lubią iść swoim tempem i mieć po drodze konkretny cel w postaci bacówki. Trasa jest w sam raz na spokojny dzień w górach: w jedną stronę jest co robić, a w drugą wraca się tą samą drogą, więc odpada klasyczne „czy my na pewno dobrze skręciliśmy?”. Całość zamyka się w 15,7 km i około 4 godziny 50 minut marszu, więc plan jest prosty: wyjść, dojść, odpocząć przy bacówce i wrócić bez gonitwy.
Start w Złatnej Hucie: szybko się zaczyna „górsko”
Zaczynamy w Złatnej Hucie, tam gdzie kończy się droga dojazdowa i gdzie da się zostawić auto na większym, bezpłatnym parkingu. To wygodne, bo nie trzeba polować na pobocze ani udawać, że „to tylko na chwilkę”. W praktyce od razu łapie się szlak i wchodzi w bardziej terenowy klimat, a asfalt zostaje z tyłu szybciej, niż człowiek zdąży się na niego ponarzekać.
Pierwsze metry potrafią być zaskakująco „cywilne” jak na Beskid Żywiecki: idzie się szerzej, spokojniej, wzdłuż potoku. Jest też odcinek po twardszej nawierzchni, a przy starcie trafia się fragment szutrowej drogi, więc buty nie muszą od razu lądować w błocie z przytupem. Potem robi się coraz bardziej leśnie, ale bez nerwów – to taki start, który daje czas, żeby złapać oddech i rytm.
Czarny do Lasu Złotnice: szeroko, leśnie i bez zgadywania
Trzymamy się czarnego szlaku i idziemy w stronę Lasu Złotnice. Ten odcinek jest krótki, ale robi robotę jako rozgrzewka: wchodzisz w las i nagle wszystko, co „z dołu”, zostaje gdzieś poza zasięgiem myśli. Szlak prowadzi do węzła, gdzie łatwo ogarnąć, co dalej, bo to miejsce jest po prostu skrzyżowaniem szlaków, a nie zagadką logiczną.
Las Złotnice (czasem spotkasz nazwę „Las Złatniec”) to właśnie taki punkt, w którym szlaki się spotykają i człowiek automatycznie zwalnia, bo „tu coś się będzie działo”. W praktyce to moment na szybkie sprawdzenie oznaczeń i przestawienie głowy z „idę doliną” na „dobra, teraz będzie wejście na przełęcz”. I tu jest fajnie, bo przejście na kolejny kolor jest naturalne – nie ma poczucia, że nagle zmieniasz plan na chybił-trafił.
Żółty łącznik na Przełęcz Bory Orawskie: krótko, ale konkretnie
W Lasie Złotnice skręcamy na żółty i bierzemy ten krótki łącznik w stronę Przełęczy Bory Orawskie. To nie jest długi fragment, ale potrafi przypomnieć, że jednak jesteśmy w górach, a nie na spacerze po parku. Dobrze tu złapać równy krok i nie próbować wygrać z nachyleniem siłowo, bo jeszcze się przyda energia na grzbiet.
Sama Przełęcz Bory Orawskie leży mniej więcej w okolicach 930 m n.p.m. i jest ważnym „węzłem” w tym rejonie. To przejście pomiędzy okolicznymi wzniesieniami i miejsce, gdzie wchodzi się na graniczny grzbiet – taki, którym biegnie linia podziału między Polską a Słowacją. Brzmi poważnie, ale w praktyce oznacza po prostu, że od teraz idzie się długim, równym grzbietem, który lubi prowadzić daleko.
Niebieskim grzbietem: Wielki Groń i Gruba Buczyna po drodze
Na przełęczy łapiemy niebieski szlak i trzymamy się go konsekwentnie, bo on robi tutaj za „kręgosłup” całej wędrówki. To szlak graniczny, więc idzie się grzbietem, którym przebiega także Wielki Europejski Dział Wodny – czyli w dużym uproszczeniu: po jednej stronie wody w końcu spływają w stronę Bałtyku, po drugiej w stronę Morza Czarnego. Miło wiedzieć, że zwykły krok może mieć geograficzne konsekwencje (na szczęście tylko te teoretyczne).
Po drodze mijamy Wielki Groń, który ma 1075 m n.p.m. i siedzi dokładnie na granicy. To nie jest miejsce „na spektakl” w stylu tatrzańskiej grani, raczej spokojny, beskidzki odcinek, gdzie liczy się tempo i cierpliwość. Dalej jest Gruba Buczyna (1132 m) – wyższa i często wymieniana jako jeden z wyraźniejszych punktów na tym grzbiecie. W tej okolicy zdarzają się miejsca, gdzie ludzie łapią szersze spojrzenia na stronę słowacką, bo grzbiet potrafi się na chwilę otworzyć, zanim znowu schowa się w lesie.
Krawców Wierch i bacówka: cel, który smakuje jak przerwa
W końcu dochodzimy na Krawców Wierch, czyli szczyt o wysokości około 1075 m n.p.m., położony między przełęczami Glinka i Bory Orawskie. To miejsce nie zawsze robi wrażenie „szczytowością”, bo bywa dość leśne i spokojne, ale ma ogromny plus: tuż obok czeka Bacówka PTTK Krawców Wierch, więc cel jest bardzo… praktyczny. I to jest ten typ praktyczności, który w górach lubi się najbardziej.
Bacówka stoi na Hali Krawcula, na wysokości 1038 m n.p.m., i działa od 1976 roku – powstała w ramach pomysłu budowy sieci bacówek PTTK, kojarzonego z Edwardem Moskałą. To schronisko-baza w najlepszym znaczeniu: przychodzisz, odpoczywasz, łapiesz oddech i wracasz na szlak bez poczucia, że musisz „siedzieć do wieczora”. Z polany przy bacówce często ogląda się panoramy, a wśród klasyków przewija się Mała Fatra po słowackiej stronie, ale to już zależy od tego, czy widoczność akurat chce współpracować.
Powrót tą samą drogą: prosto, spokojnie i bez zaskoczeń
Wracamy dokładnie tą samą trasą, więc cała logistyka jest jak dobrze znany refren. Z bacówki podchodzimy z powrotem na Krawców Wierch i znów łapiemy niebieski grzbiet w stronę Przełęczy Bory Orawskie. To fajny moment na „automatyczny marsz”: nogi już wiedzą, co robić, a głowa ma więcej luzu, bo nie trzeba pilnować żadnych nowych skrętów.
Po zejściu do przełęczy odbijamy żółtym łącznikiem z powrotem do Lasu Złotnice, a potem czarnym do Złatnej Huty. Na końcówce wraca znajomy fragment drogi, gdzie znowu pojawia się twardsza nawierzchnia i szerszy trakt, więc powrót robi się bardziej „spacerowy”. I nagle człowiek orientuje się, że parking to nie tylko miejsce zostawienia auta, ale też oficjalna meta, na której można mentalnie przybić piątkę samemu sobie – bez patosu, po prostu za dobrze zrobiony dzień.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudność tej trasy oceniam jako średnią przede wszystkim przez dystans: do przejścia jest spory kawałek, ale na plus działa to, że jak na tak długi odcinek podejść nie ma wcale aż tak dużo, więc pod tym względem idzie się dość spokojnie i bez ciągłego „orania” pod górę. To propozycja dla osób, które lubią dłuższe wędrówki i wolą równy marsz niż krótkie, strome zrywy. A jeśli chodzi o dzieciaki, tutaj trzeba już uczciwie ocenić we własnym zakresie, czy są nastawione na długie chodzenie — w końcu to około pięć godzin samego marszu, więc dla jednych będzie to fajna przygoda, a dla innych moment, w którym zaczyna się negocjowanie „ile jeszcze zostało?”.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Złatna – Przełęcz Bory Orawskie – Wielki Groń – Gruba Buczyna – Krawców Wierch – Bacówka PTTK Krawców Wierch – Powrót tą samą trasą
Szlak na Krawców Wierch ze Złatnej przez Grubą Buczynę (FAQ)
Najwygodniej zaparkować na dużym, bezpłatnym parkingu w Złatnej Hucie przy początku szlaków, dokładnie tam, gdzie kończy się droga dojazdowa. Z parkingu od razu wchodzisz w czarny szlak i po kilku minutach marszu jesteś już „w terenie”, bez krążenia po poboczach.
Tak, jeśli masz podstawową kondycję na dłuższy marsz, bo technicznie to łatwy, czytelny szlak bez stromych, „ręcznych” odcinków. Trudność robi głównie dystans i czas: około 15,7 km oraz ok. 4:50 h samego chodzenia (bez długich przerw) i 593 m sumy wzniesień.
Nadaje się dla rodzin ze starszymi dziećmi, które potrafią przejść około 5 godzin w górach, bo odcinki są wygodne, ale długie. Z małymi dziećmi „na krótko” lepiej wybrać krótszy wariant dojścia do bacówki, bo tutaj sama długość trasy potrafi zmęczyć bardziej niż przewyższenia.
Tak — celem jest Bacówka PTTK Krawców Wierch na Hali Krawcula (ok. 1038 m n.p.m.), dosłownie tuż obok Krawcowego Wierchu, więc przerwę robisz już „na miejscu”. Bufet działa w godzinach 8:00–20:00, więc bez problemu planujesz podejście pod coś ciepłego i spokojny odpoczynek przed powrotem tą samą drogą.
Tak, ten grzbietowy wariant spokojnie przejdziesz z psem. W bacówce psy są akceptowane, więc możesz wejść z czworonogiem i normalnie zaplanować postój.
Najwięcej marszu wypada w lesie, ale na granicznym grzbiecie w rejonie Wielkiego Gronia i szczególnie przy Grubej Buczynie trafiają się miejsca, gdzie teren się otwiera i łapiesz szersze spojrzenia na stronę słowacką. Najpewniejsze panoramy są na Hali Krawcula przy bacówce — przy dobrej widoczności oglądasz m.in. Małą Fatrę, a sam „szczytowy” Krawców Wierch jest bardziej leśny niż widokowy.
Najlepiej iść w dni z dobrą widocznością od późnej wiosny do jesieni, bo wtedy hala przy bacówce i okolice Grubej Buczyny odwdzięczają się panoramami, a dzień jest na tyle długi, że przejdziesz całość bez presji. Zimą trasa też jest do zrobienia, ale graniczny grzbiet potrafi mieć twardy śnieg i oblodzenia, więc trzeba doliczyć czas i mieć zimowy zestaw (raczki/kije) zamiast liczyć na „spacerowe” warunki.




