DŁUGOŚĆ SZLAKU
18.5KM
SUMA WZNIESIEŃ
763m
CZAS PRZEJSCIA
6:00h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Mały
SCHRONISKO
Nie
NAJWYŻSZY PUNKT
827m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★★☆☆
Opis szlaku
Ta trasa ma w sobie coś z trasy, którą robi się bez wielkiego spinania się na wynik, ale też bez poczucia, że idzie się byle gdzie. Start z Przełęczy Kocierskiej daje wygodne wejście w wycieczkę, a potem krok po kroku zbiera się kolejne miejsca, które dobrze układają się w dłuższy, sensowny dzień w Beskidzie Małym. Po drodze jest i grzbietowe wędrowanie, i leśne odcinki, i dwa szczyty, które mają zupełnie inny charakter, więc nie ma tu mowy o monotonii.
To dobra opcja dla tych, którzy lubią trasy z konkretnym dystansem, ale bez ciągłego siłowania się z bardzo stromym podejściem od pierwszej minuty. Całość zamyka się w około 18,8 km i mniej więcej 6 godzinach marszu, więc to nie jest krótki spacer „na godzinkę”, tylko pełnoprawna wycieczka, na której spokojnie można wejść w rytm, złapać teren i po prostu iść swoje. Największą robotę robi tu zmienność: najpierw okolice Kocierza i przełęczy, potem bardziej wyraziste podejście na Kiczerę, a na końcu Żar, który od razu wnosi trochę inny klimat niż reszta grzbietu.
Start na Przełęczy Kocierskiej
Zaczynamy na Przełęczy Kocierskiej, czyli w miejscu, które od dawna jest wygodnym punktem startowym na wycieczki w tej części Beskidu Małego. To nie jest start z gatunku „najpierw pół wsi, potem zgadywanie, gdzie w ogóle zaczyna się szlak”, bo okolica jest dość oczywista, a przy przełęczy funkcjonuje też zaplecze przy zajazdzie i kompleksie Kocierz. Sam początek wycieczki nie rzuca od razu rękawicy, tylko pozwala spokojnie wejść w marsz, co przy dłuższej pętli naprawdę ma znaczenie.
Na pierwszym odcinku okolice zabudowy i dojazdu przypominają jeszcze, że człowiek jest blisko cywilizacji, ale dość szybko robi się bardziej górsko. To właśnie tutaj dobrze czuć, że ta trasa nie polega na jednym ostrym wystrzale pod górę, tylko raczej na regularnym zbieraniu kolejnych fragmentów grzbietu. Kocierz i jego okolice są jednym z bardziej rozpoznawalnych miejsc w tej części pasma, a sam rejon od lat przyciąga ludzi, którzy chcą połączyć wygodny start z dłuższym przejściem po czerwonym szlaku.
Przez Kocierz w stronę przełęczy
Idziemy dalej czerwonym szlakiem i wchodzimy w odcinek, który ma bardziej leśny, spokojny charakter. To nie jest fragment nastawiony na wielkie fajerwerki co pięć minut, tylko raczej na równe wędrowanie przez grzbiet Beskidu Małego, z krótszymi podejściami i przejściami między kolejnymi punktami. Taki kawałek trasy lubi się z człowiekiem dopiero po chwili, kiedy tempo się ustabilizuje i przestaje się patrzeć co trzy minuty, ile jeszcze zostało.
Po drodze wypada Przełęcz Przysłop Cisowy, czyli jedno z tych miejsc, które nie robi zamieszania nazwą, ale porządkuje wędrówkę na grzbiecie. To ważny punkt orientacyjny w tej części pasma i miejsce, gdzie spotykają się różne warianty przejścia, więc sporo osób kojarzy je nawet wtedy, gdy nie planuje tu dłuższego postoju. W praktyce dobrze czuć, że od tej części trasy zaczyna się wyraźniejsze przejście z „rozgrzewki” do właściwej górskiej roboty.
Między przełęczami a Kiczerą
Dalej w stronę Przełęczy Isepnickiej teren nadal prowadzi głównie przez las i grzbietowe odcinki, dzięki czemu marsz jest dość równy i nieprzypadkowy. W okolicy Pod Wielkim Cisownikiem i samej Przełęczy Isepnickiej kończy się ten bardziej spokojny rozdział, a zaczyna fragment, który potrafi przypomnieć nogom, że przyszły tu jednak na wycieczkę, a nie na przechadzkę. I bardzo dobrze, bo bez takiego momentu człowiek wróciłby do domu z poczuciem, że góry były dziś wyjątkowo uprzejme.
Przełęcz Isepnicka jest ważna nie tylko jako punkt na mapie, ale też jako naturalne przejście między doliną Isepnicy a grzbietem prowadzącym na Kiczerę i Żar. To właśnie stąd sporo osób rusza również na krótsze warianty w stronę tych szczytów, więc miejsce jest dobrze osadzone w lokalnej sieci szlaków. Od tego momentu trasa robi się bardziej konkretna, a Kiczera zaczyna być celem, który trzeba już po prostu uczciwie podejść.
Podejście na Kiczerę
Odcinek na Kiczerę to ten moment, w którym kończy się luźne „idziemy sobie grzbietem”, a zaczyna bardziej zdecydowane zdobywanie wysokości. Nie jest to żaden dramatyczny atak szczytowy rodem z wysokich gór, ale podejście jest wyraźniejsze i właśnie dlatego dobrze przełamuje rytm całej pętli. Dzięki temu Kiczera nie jest tylko nazwą dopisaną do planu, ale faktycznie jednym z najmocniejszych punktów tej trasy.
Sama Kiczera ma bardziej spokojny, kameralny charakter niż Żar i właśnie to jest jej siłą. Często bywa traktowana trochę jak sąsiadka stojąca obok bardziej znanego szczytu, a szkoda, bo z grzbietu w jej okolicy zwykle dobrze czuć przestrzeń Beskidu Małego, a przy lepszej widoczności pojawiają się szerokie panoramy. To miejsce dla tych, którzy lubią szczyty bez wielkiej infrastruktury, za to z poczuciem, że nadal są w normalnych górach, a nie na deptaku z widokiem.
Z Kiczery na Żar
Po Kiczerze kierujemy się dalej na Żar i tu wycieczka zaczyna zmieniać klimat. Grzbiet prowadzący w stronę Żaru łączy spokojniejszą część pasma z miejscem znacznie bardziej rozpoznawalnym, więc końcówka dojścia ma w sobie trochę wrażenie, jakby szlak powoli wychodził z leśnego zaplecza na bardziej otwartą scenę. To przejście jest ciekawe właśnie dlatego, że oba szczyty stoją blisko siebie, ale robią zupełnie inne wrażenie.
Żar jest jednym z najbardziej znanych szczytów Beskidu Małego, głównie przez położenie nad Jeziorem Międzybrodzkim, łatwą rozpoznawalność i całą infrastrukturę na górze. Zwykle kojarzy się z szerokimi widokami, a przy dobrej pogodzie można stąd naprawdę długo zamiatać wzrokiem po okolicy, zamiast udawać, że przyszło się tylko dla ruchu. To też taki szczyt, na którym spotykają się różne typy turystów: jedni dochodzą pieszo grzbietem, inni wpadają tu krócej, więc końcówka ma bardziej otwarty i żywy charakter niż wcześniejsze odcinki pętli.
Sam szczyt Żaru
Na samym Żarze warto na chwilę zwolnić, bo to miejsce nie działa wyłącznie jako „zaliczone i lecimy dalej”. Szczyt słynie z panoram i z tego, że jest jednym z najbardziej charakterystycznych punktów widokowych w tej części regionu, więc naturalnie robi się tu pauza, nawet jeśli w planie było tylko krótkie odbicie. W porównaniu z Kiczerą wszystko jest tu bardziej otwarte, bardziej oczywiste i mniej schowane w lesie, co fajnie domyka kontrast całej wycieczki.
To właśnie ten kontrast sprawia, że pętla z Przełęczy Kocierskiej ma sens jako całość, a nie tylko jako dojście do jednego punktu. Najpierw spokojniejsze grzbietowe wędrowanie przez okolice Kocierza, potem bardziej zdecydowana Kiczera, a na końcu Żar, który daje bardziej otwartą nagrodę za włożony marsz. Taki układ tras zwykle pamięta się lepiej niż prostą drogę tam i z powrotem do jednego celu, bo po drodze cały czas coś się zmienia.
Powrót na Przełęcz Kocierską
Wracamy tą samą stroną w kierunku Kiczery, Przełęczy Isepnickiej i dalej przez okolice Przysłopu Cisowego z powrotem na Przełęcz Kocierską. Taki powrót ma tę zaletę, że nie trzeba uczyć się trasy od nowa ani kombinować z logistyką, a jednocześnie miejsca oglądane w drugą stronę często układają się trochę inaczej. To nadal ten sam grzbiet, ale po dłuższym dniu nawet zwykły leśny odcinek potrafi nagle stać się bardzo przekonującym argumentem za tym, żeby jednak już nie dokładać sobie żadnych „a może jeszcze tam odbijemy”.
Końcówka tej trasy dobrze zamyka cały dzień, bo schodzi się do miejsca startu bez poczucia urwania opowieści w połowie. To trasa dla tych, którzy chcą mieć z jednego wyjścia i porządny dystans, i dwa rozpoznawalne szczyty, i trochę spokojniejszego leśnego Beskidu Małego pomiędzy nimi. Nie jest to wariant na szybkie odhaczenie, ale właśnie dlatego daje więcej satysfakcji niż bardzo krótki wypad tylko na sam Żar.
Mapa szlaku na Górę Żar i Kiczerę z Przełęczy Kocierskiej
TRASA: Przełęcz Kocierska – Kocierz – Kiczera – Żar – Powrót na Przełęcz Kocierską
Inne szlaki na Górę Żar i Kiczerę
Podejście z Przełęczy Kocierskiej ma swój spokojny rytm i dobrze pokazuje, że na Żar i Kiczerę można wejść nie tylko najkrótszą drogą, ale też trasą, która bardziej stawia na dłuższe przejście przez grzbiet i kawałek porządnego marszu.
Kto woli krótszy wariant z konkretnym wejściem na początek, temu może pasować szlak z Kozubnika. Tu szybciej wchodzi się w teren, a potem łatwo złapać już luźniejszy rytm między Żarem a Kiczerą.
Trochę inaczej układa się pętla z Porąbki, bo zamiast wracać tą samą drogą, robi się z tego bardziej zamknięta i uporządkowana wycieczka. To dobra opcja dla tych, którzy lubią, gdy trasa po prostu prowadzi dalej, zamiast odkręcać wszystko od początku.
Jest też szlak od strony Międzybrodzia Żywieckiego, bardziej zwarty i oczywisty logistycznie. Sprawdza się wtedy, gdy chcesz zrobić Żar i Kiczerę w krótszej wersji, ale nadal z poczuciem, że to pełna górska trasa, a nie tylko szybkie odbicie na jeden punkt.
Szlak na Górę Żar i Kiczerę z Przełęczy Kocierskiej przez Kocierz (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na Przełęczy Kocierskiej, przy kompleksie Kocierz i w okolicy Zajazdu nad Przełęczą Kocierską, bo właśnie stąd najwygodniej wejść od razu na czerwony szlak prowadzący w stronę Kocierza, Kiczery i Żaru. Na miejscu są parkingi używane przez turystów, więc to jest naturalny i praktyczny punkt startu dla tej konkretnej pętli.
To trasa odpowiednia dla początkujących, którzy mają już trochę kondycji i są gotowi na dłuższy dzień w górach, bo sama długość pętli to prawie 19 kilometrów i około 6 godzin marszu. Technicznie nie jest to trudny szlak, ale przez dystans i kilka dłuższych podejść lepiej traktować go jako łatwy kondycyjnie tylko dla osób, które już chodzą po górach, a nie jako pierwszy spacer w sezonie.
Tak, ale bardziej dla rodzin z dziećmi, które lubią dłuższe trasy i spokojnie przejdą kilka godzin w terenie, bo sama pętla z Przełęczy Kocierskiej jest wyraźnie dłuższa niż krótki spacer tylko na sam Żar. Dla młodszych dzieci i na luźniejszy rodzinny wypad lepszy bywa sam odcinek Żar–Kiczera albo krótszy wariant od strony Międzybrodzia, natomiast całość z Kocierza to już pełna górska wycieczka na cały dzień.
Na tej trasie nie ma klasycznego schroniska górskiego, więc nie ma co liczyć na postój w schronisku po drodze między Kocierzem, Kiczerą i Żarem. Jest za to zaplecze przy starcie na Przełęczy Kocierskiej oraz gastronomia na samej Górze Żar przy górnej stacji kolejki, więc coś zjeść i odpocząć da się bez problemu, tylko nie w formule schroniskowej.
Tak, ten wariant nadaje się na wyjście z psem, bo prowadzi głównie leśnymi i szerokimi odcinkami grzbietowymi, a sam odcinek w stronę Kiczery jest często wybierany właśnie na spokojny marsz z czworonogiem. Trzeba tylko pamiętać, że to długa pętla, więc pies powinien być przyzwyczajony do kilku godzin chodzenia i warto mieć dla niego własną wodę, szczególnie na bardziej otwartych fragmentach przy Żarze.
Większa część dojścia od Przełęczy Kocierskiej przez Kocierz i okolice Przełęczy Isepnickiej ma bardziej leśny charakter, więc nie jest to trasa z ciągłymi panoramami od pierwszych minut. Najlepsze otwarcia pojawiają się w rejonie Kiczery i przede wszystkim na Żarze, gdzie rozciągają się szerokie widoki na Jezioro Międzybrodzkie, okoliczne pasma Beskidów i przełom Soły.
Najlepiej iść od późnej wiosny do jesieni, kiedy szlak jest suchszy, a widoki z Żaru i okolic Kiczery mają największy sens, bo przy dobrej przejrzystości powietrza naprawdę jest na czym zawiesić oko. Zimą też da się tu wejść, ale przy śniegu i oblodzeniu ta długa pętla robi się wyraźnie bardziej wymagająca niż na suchym podłożu, więc na pierwszy raz dużo lepiej celować w stabilną pogodę bez deszczu i bez błota po roztopach.





