DŁUGOŚĆ SZLAKU
10.1KM
SUMA WZNIESIEŃ
567m
CZAS PRZEJSCIA
3:30h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Mały
SCHRONISKO
Nie
NAJWYŻSZY PUNKT
827m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★☆☆☆
Opis szlaku
To jest taka wycieczka, która dobrze łączy dwa różne klimaty w jednym wyjściu. Na początku masz konkretne podejście z Kozubnika na Żar, a później odcinek bardziej spacerowy, dzięki któremu można spokojnie dociągnąć jeszcze do Kiczery i nie mieć poczucia, że cały dzień upływa wyłącznie na sapaniu pod górę. W praktyce wychodzi z tego trasa dla osób, które chcą zrobić coś więcej niż krótki spacerek, ale bez pakowania się w całodzienną wyprawę z kanapkami na trzy zmiany. Całość w obie strony to około 10,1 km i mniej więcej 3 godziny 30 minut marszu, więc plan jest dość czytelny: wchodzimy, łapiemy grzbiet, dokładamy drugi szczyt i wracamy tą samą drogą.
Góra Żar jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych miejsc w tej części Beskidu Małego. To szczyt nad Międzybrodziem Żywieckim i Międzybrodziem Bialskim, kojarzony z kolejką linowo-terenową, lotniskiem szybowcowym i zbiornikiem elektrowni szczytowo-pompowej, więc nawet osoby, które nie chodzą regularnie po górach, zwykle skądś tę nazwę znają. Kiczera jest z kolei spokojniejsza i mniej „widowiskowa” w tym komercyjnym sensie, ale właśnie dlatego dobrze domyka ten wypad — po popularnym Żarze dostajesz jeszcze kawałek grzbietu, który daje więcej górskiego rytmu niż deptakowego zamieszania.
Z Kozubnika na Żar
Zaczynamy w Kozubniku, czyli w miejscu, z którego od razu łapie się czarny szlak w stronę Żaru. Ten początek nie bawi się w długie rozgrzewki, tylko dość szybko przypomina nogom, po co tu właściwie przyszły. Najpierw idziemy odcinkiem do odejścia pod Żarem, a potem dokładamy końcówkę na czerwonym szlaku aż na sam szczyt. Brzmi prosto i w sumie takie jest, bo to wariant czytelny oraz dość krótki, ale podejście robi swoje i lepiej nie liczyć, że góra załatwi się sama siłą optymizmu. Z Kozubnika na Żar wychodzi około 2,8 km i mniej więcej 1 godzina 25 minut marszu, przy sumie podejść przekraczającej 400 metrów, więc to właśnie ten fragment robi największą część roboty.
Po drodze nie trzeba kombinować z wieloma zmianami kierunku, bo układ szlaków jest tutaj dość przejrzysty. Najpierw trzymamy się czarnego dojścia z Kozubnika, a pod Żarem odbijamy na czerwony odcinek prowadzący już na sam szczyt. To dobry układ dla kogoś, kto lubi mieć jasny cel bez niepotrzebnego kręcenia się po bocznych wariantach. Sama Góra Żar ma 761 m n.p.m. i od lat przyciąga nie tylko pieszych, ale też ludzi związanych z szybownictwem oraz osoby, które po prostu chcą podejść na znany punkt widokowy w Beskidzie Małym.
Na szczycie Żaru
Kiedy dochodzimy na Żar, klimat tej wycieczki wyraźnie się zmienia. Po podejściu z lasu wpada się w przestrzeń znacznie bardziej otwartą i uporządkowaną, bo sam szczyt jest mocno oswojony turystycznie. To jedno z tych miejsc, gdzie obok górskiego charakteru mocno czuć też infrastrukturę, ale akurat tutaj nie gryzie się to z widokami. Przy dobrej pogodzie często zwraca uwagę otoczenie Jeziora Międzybrodzkiego, pobliskie pasma i szeroka panorama, przez co Żar jest tak popularny nawet wśród osób, które normalnie nie celują w dłuższe przejścia.
Warto pamiętać, że Żar nie jest tylko „górą z kolejką”, choć wielu osobom właśnie z tym się kojarzy. Działa tu kolej linowo-terenowa, a sam rejon od dawna związany jest też z szybownictwem, więc miejsce ma trochę inny charakter niż klasyczny, cichy beskidzki wierzchołek z ławką i tabliczką. I w sumie dobrze, bo dzięki temu ten szczyt ma własną osobowość. Jedni wpadają tu dla panoram, inni dla lotniczego klimatu, a jeszcze inni dlatego, że chcą połączyć znany cel z dalszym przejściem na Kiczerę — i właśnie ten ostatni wariant jest tu naprawdę sensowny.
Z Żaru na Kiczerę
Po opuszczeniu Żaru robi się od razu spokojniej. Ten fragment ma już bardziej grzbietowy i spacerowy charakter, co zresztą dobrze widać po samym przebiegu trasy, bo między Żarem a Kiczerą pojawia się odcinek oznaczony także jako szlak spacerowy. Dzięki temu po wcześniejszym podejściu można wejść w rytm bardziej równy, bez wrażenia, że cały czas walczysz o każdy kolejny metr. To właśnie tutaj ta wycieczka zyskuje balans — najpierw konkretnie, potem już trochę luźniej, ale nadal z poczuciem, że idzie się po górach, a nie po osiedlowym deptaku.
Od Żaru do Kiczery wychodzi około 1,8 km i mniej więcej 40 minut marszu, licząc przez odejście szlaku zielonego. Kiczera ma 827 m n.p.m., więc jest wyższa od Żaru, ale dojście na nią z tej strony nie sprawia wrażenia osobnej wielkiej wyprawy. To raczej naturalne przedłużenie trasy dla tych, którym szkoda byłoby zawrócić już z pierwszego szczytu. Sama Kiczera jest w Beskidzie Małym ceniona właśnie za spokojniejszy charakter i za widoki, które przy dobrej pogodzie potrafią naprawdę miło zaskoczyć, zwłaszcza w stronę Żaru i okolicznych pasm.
Kiczera bez zadęcia
Kiczera nie robi wokół siebie tyle hałasu co Żar i może właśnie dlatego dobrze wypada w takiej trasie. Po popularnym szczycie dostajesz miejsce, które nie próbuje być atrakcją samą z siebie, tylko po prostu działa jako górski cel. Nie ma tu efektu „wszystko naraz”, jest za to więcej zwykłej beskidzkiej ciągłości, czyli grzbiet, marsz i poczucie, że jeszcze kawałek warto dopisać. To dobry moment, żeby złapać oddech, ogarnąć powrót i uznać, że plan minimum został właśnie elegancko przebity.
Co ważne, ten wariant nie wymaga żadnego kombinowania z zejściem w inną dolinę czy kończeniem wycieczki daleko od punktu startu. Wracamy dokładnie tą samą drogą, więc wszystko jest proste logistycznie i nie trzeba bawić się w transport, przesiadki ani telefon do kogoś z tekstem, że „jednak wyszło trochę inaczej”. A takie rozwiązania w górach bywają piękne, szczególnie wtedy, gdy człowiek chce po prostu przejść trasę i wrócić bez dodatkowej matematyki.
Powrót do Kozubnika
Droga powrotna z Kiczery na Żar i dalej do Kozubnika ma ten plus, że już wiesz, czego się spodziewać. Najpierw wracasz spokojniejszym odcinkiem grzbietowym, potem jeszcze raz przechodzisz przez rejon Żaru, a na końcu schodzisz z powrotem w stronę Kozubnika. Taki układ sprawia, że ta trasa dobrze nadaje się nawet na wyjście bez wielkiego planowania — nie ma tu miliona niewiadomych, tylko czytelny schemat, który od początku do końca trzyma się kupy. A to w górach naprawdę bywa niedoceniane.
Zejście tą samą drogą ma jeszcze jedną zaletę: można spokojnie dawkować tempo i nie spieszyć się na siłę. Największa praca jest już wtedy wykonana, więc końcówka bardziej domyka wycieczkę, niż ją dopiero buduje. Jeśli ktoś szuka trasy na pół dnia, z jednym bardzo znanym miejscem i drugim, trochę spokojniejszym szczytem, to ten wariant z Kozubnika naprawdę dobrze to łączy. Bez przesady, bez sztucznego pompowania legendy, po prostu solidny beskidzki zestaw.
Mapa szlaku na Górę Żar i Kiczerę z Kozubnika
TRASA: Kozubnik – Żar – Kiczera – Powrót tą samą trasą
Inne szlaki na Górę Żar i Kiczerę
Ta trasa z Kozubnika dobrze pokazuje, że Żar i Kiczera dają się przejść na kilka różnych sposobów, a każdy z nich ma trochę inny rytm. Raz podejście jest bardziej konkretne od startu, innym razem dłużej wchodzi się w trasę, a są też warianty, które lepiej układają się w spokojniejszy, dłuższy dzień na szlaku.
Kto woli zrobić pełne kółko zamiast wracać tą samą drogą, może pójść szlak z Porąbki. Ta opcja ma bardziej wycieczkowy układ i dobrze sprawdza się wtedy, gdy chcesz przejść dwa szczyty bez poczucia, że druga połowa dnia wygląda dokładnie tak samo jak pierwsza.
Z kolei szlak z Międzybrodzia Żywieckiego to propozycja dla tych, którzy lubią krótsze i dość czytelne pętle. Tutaj wszystko składa się w prosty plan, więc łatwo ogarnąć taki wypad nawet wtedy, gdy ma to być po prostu solidne wyjście na pół dnia.
A jeśli bardziej pasuje Ci dłuższe przejście z większym oddechem po drodze, to inaczej pracuje szlak z Przełęczy Kocierskiej przez Kocierz. To już nie jest szybkie wyskoczenie na znany szczyt, tylko spokojniej budowana wycieczka, w której sam marsz gra równie ważną rolę jak dojście na Żar i Kiczerę.
Szlak na Górę Żar i Kiczerę z Kozubnika (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w Kozubniku, przy początku czarnego szlaku, bo właśnie stamtąd zaczyna się ten wariant podejścia na Żar. W praktyce najczęściej wybierany jest mały bezpłatny parking przy ul. Kozubnickiej, tuż za szkołą, a gdy nie ma miejsc, kierowcy stają też w zatoczkach przy głównej drodze.
Tak, ale pod warunkiem, że mówimy o początkujących w niezłej formie, a nie o kimś, kto dopiero sprawdza, czy buty górskie w ogóle mu się podobają. Sam odcinek z Kozubnika na Żar jest krótki, ale konkretny — na 2,8 km przypada około 403 m podejścia — dlatego łatwiejszy robi się dopiero dalszy fragment z Żaru na Kiczerę, który ma bardziej spacerowy charakter.
Tak, ale bardziej dla rodzin ze starszymi dziećmi, które już chodzą po górach i nie zniechęcają się po pierwszym dłuższym podchodzeniu. Najtrudniejszy jest początek na Żar, natomiast od Żaru w stronę Kiczery idzie się już znacznie spokojniej, więc sensowny układ to potraktować tę trasę jako rodzinny wypad dla dzieci, które lubią normalne górskie przejście, a nie spacer „byle było blisko parkingu”.
Nie, na tej trasie nie ma schroniska górskiego. Na samym Żarze działa za to zaplecze turystyczne przy górnej stacji kolejki, więc można trafić na restaurację, coś do jedzenia i toalety, ale to nadal nie jest klasyczne schronisko PTTK.
Tak, ten wariant nadaje się na wyjście z psem, bo nie ma tu odcinków technicznych ani miejsc, gdzie trzeba się wspinać czy przeciskać przez trudny teren. Najlepiej prowadzić psa na smyczy, bo szlak jest popularny, a w rejonie Żaru dochodzą jeszcze rowerzyści, spacerowicze i sporo ruchu wokół infrastruktury na szczycie.
Najbardziej charakterystyczne widoki łapie się na Żarze, gdzie dobrze otwierają się okolice Jeziora Międzybrodzkiego, zbiornik elektrowni szczytowo-pompowej i szerzej Beskid Mały; do tego często dochodzą szybowce i paralotnie, które robią tu własny spektakl. Kiczera daje spokojniejszy, bardziej górski finał tej wycieczki i właśnie stamtąd dobrze wypadają panoramy na grzbiet, rejon Żaru, górny zbiornik oraz przy dobrej pogodzie dalsze partie Beskidu Małego i okolice Jeziora Czanieckiego.
Najlepszy czas to wiosna, lato i jesień, bo wtedy ta trasa daje najwięcej z widoków, a odcinek grzbietowy między Żarem a Kiczerą po prostu najlepiej się wtedy idzie. Zimą też da się tu wejść, ale podejście z Kozubnika potrafi być śliskie i męczące, więc przy śniegu albo lodzie to już nie jest lekki wypad „na szybko”, tylko normalne wyjście, do którego trzeba podejść serio.





