Śmierć 4 latka w pożarze w Siemianowicach Śląskich – znane są szczegóły

foto. Ochotnicza Straż Pożarna w Siemianowicach Śląskich

W poniedziałek, około godziny 12:49, doszło do tragicznego pożaru w parterowym mieszkaniu przy ul. Kołłątaja w Siemianowicach Śląskich. Niestety, w wyniku tego dramatycznego wydarzenia, 4,5-letni Eryk stracił życie.

Straż pożarna otrzymała sygnał o pożarze i przybyła na miejsce w ciągu czterech minut, jednak mimo prób reanimacji i resuscytacji chłopca, nie udało się go uratować, informuje kapitan Sebastian Karpiński, rzecznik strażaków. Mieszkańcy budynku ewakuowali się sami jeszcze przed przybyciem straży. Dziś zbierają się przed pogorzeliskiem, opowiadając o dramatycznych wydarzeniach.

CZYTAJ TAKŻE:

Smutne okoliczności pożaru w Siemianowicach Śląskich

Niestety, okoliczności tego tragicznego pożaru budzą wiele pytań. Matka zostawiła dzieci same, udając się do urzędu pracy. Jej partner również był tam obecny, aby podpisać jakąś listę, ponieważ oboje byli bezrobotni. Ojciec dzieci pracował za granicą, ale związek rozpadł się pewien czas temu. 

W dniu tragedii w mieszkaniu pozostali 13-letnia Helena, 7-letni Igor i mały Eryk. To Helena miała opiekować się młodszymi rodzeństwem, ale sąsiedzi twierdzą, że nie miała najlepszej reputacji i bywała nieodpowiedzialna. Często policja musiała ją odstawiać do domu.

Wygląda na to, że pożar wybuchł w pomieszczeniu, w którym bawił się 4-latek. Informacje od sąsiadów wskazują, że Eryk próbował podpalić materac i przestraszony schował się do szafy, gdy ogień się rozprzestrzenił. Jego starsza siostra i brat byli wtedy w kuchni.

Przebieg zdarzeń w czasie trwania pożaru

Niestety, próby ratowania Eryka okazały się daremne. Siostra chciała go uratować, ale dym uniemożliwił jej dostanie się do pomieszczenia. W końcu pobiegła z Igorem po pomoc do sąsiadki i pobliskiego sklepu. 

Jeden z sąsiadów, pan Piotr, próbował pomóc, ale gęsta chmura dymu uniemożliwiła mu wejście do mieszkania. Strażacy w specjalnych maskach ostatecznie wynieśli Eryka i próbowali go reanimować, jednak bezskutecznie. 

Policja potwierdziła, że w pomieszczeniu, gdzie doszło do pożaru, znaleziono zapalniczkę. Matka i jej partner byli w tym czasie poza domem, załatwiając sprawy urzędowe. Mundurowi zbadali stan trzeźwości kobiety, potwierdzając, że była trzeźwa. Śledztwo wciąż trwa, a biegły będzie musiał wyjaśnić przyczyny pożaru.

Udostępnij na Facebooku:

Share on facebook
Facebook

Reklama

Zobacz również..

Reklama

STRONY

Nasze SOCIAL
Kontakt
Przewiń do góry