...
czwartek, 29 stycznia, 2026

Schronisko na Hali Boraczej: jagodowa legenda, która pachnie górami

W górach są miejsca, do których wraca się nie dlatego, że „zalicza się” kolejne punkty na mapie, ale dlatego, że coś w nich zostaje pod skórą. Czasem to zapach mokrej świerczyny po burzy, czasem skrzypienie śniegu pod butami, a czasem ciepło światła w oknie, kiedy w dolinie już dawno zapadł zmrok. W Beskidzie Żywieckim, na styku lasu i szerokiej, otwartej polany, jest schronisko, które potrafi zask avoiding: jednych historią, innych atmosferą, a większość… zupełnie niepozornym szczegółem, który nagle urasta do rangi wspomnienia na lata.

Schronisko na Hali Boraczej nie potrzebuje teatralnych opisów, żeby przyciągać. Wystarczy, że idziesz szlakiem, a wokół zaczyna się robić jaśniej, przestronniej, jakby góry na chwilę odsłoniły kulisy. Zanim dowiesz się, co dokładnie czeka na miejscu, czujesz już, że to nie będzie zwykły przystanek. To będzie opowieść — taka, którą góry lubią snuć najchętniej: powoli, warstwami, bez pośpiechu.

Hala Boracza — polana, która pamięta pasterzy i wędrowców

Hala Boracza nie jest szczytem, choć wiele osób mówi o niej tak, jakby była celem samym w sobie. W istocie to rozległa, otwarta przestrzeń w siodle, otoczona grzbietami, z których każdy prowadzi do innej beskidzkiej historii. Leży w Beskidzie Żywieckim, w rejonie Grupy Romanki i Lipowskiego Wierchu, a jej krajobraz jest typowo „halny”: szerokie łąki, pojedyncze drzewa, pasterskie zabudowania, panoramy, które zamiast dramatycznych ścian oferują łagodną wieloplanowość. To miejsce ma także bardzo konkretny kontekst przyrodniczy i krajobrazowy — znajduje się na terenie Żywieckiego Parku Krajobrazowego, gdzie tradycyjna gospodarka halna jest traktowana nie jako folklor, lecz jako element ochrony krajobrazu i dziedzictwa.

Sama nazwa „Boracza” też niesie w sobie nutę niepewności, która w górach bywa najciekawsza. Najczęściej powtarzane wyjaśnienie mówi o lokalnym nazwisku Borak, mającym związek z dawnymi właścicielami lub użytkownikami tych terenów. Nie jest to jednak opowieść zamknięta jednym zdaniem, bo beskidzkie nazwy często powstawały w obiegu mówionym, przenikały się z gwarą, z przydomkami, z tym, „jak się tu mówiło od zawsze”. Ta miękka niejednoznaczność pasuje do Hali Boraczej idealnie: niby wszystko jest tu czytelne, a jednak zawsze zostaje coś „pomiędzy”.

schronisko pttk na hali boraczej
fot. Schronisko PTTK na Hali Boraczej

Schronisko na Hali Boraczej — początki, które zaskakują nawet znawców Beskidów

Schronisko PTTK na Hali Boraczej stoi na wysokości 854 m n.p.m. i już sam ten fakt wiele tłumaczy: to wysokość, na której Beskidy potrafią być jednocześnie dostępne i „prawdziwie górskie”. Nie trzeba tu zdobywać tysiąca metrów przewyższenia, by poczuć zmianę powietrza, temperatury i nastroju, a jednak wystarczy kilka kroków poza zabudowania, by zobaczyć panoramę i zrozumieć, dlaczego właśnie w takim miejscu buduje się górskie przystanie.

Pochodzenie schroniska jest jedną z najbardziej niezwykłych kart w historii polskich schronisk. W latach 20. XX wieku za ideą własnej bazy w Beskidzie Żywieckim stanęło żydowskie środowisko turystyczno-sportowe, związane z bielskim „Makkabi”. Pierwszy obiekt na Hali Boraczej był niewielki, drewniany, osadzony na kamiennej podmurówce i pomyślany jako solidna, praktyczna baza dla narciarzy i turystów. Co ważne, początkowo schronisko funkcjonowało dość skromnie — bywało otwierane tylko w niedziele i święta, a dopiero z czasem stało się pełnoprawnym miejscem noclegowym dla większej liczby gości.

W tej historii pojawiają się też konkretne nazwiska i epizody, które nadają jej ludzką skalę. Zapamiętywany jest choćby gospodarz Rudolf Antoni, prowadzący schronisko do 1932 roku, w czasach kiedy beskidzka turystyka miała inny rytm: mniej sprzętu, mniej „logistyki”, więcej improwizacji, a przede wszystkim więcej zależności od pogody i pór roku. To były lata, w których hala żyła pastersko, a schronisko — turystycznie i narciarsko, bo łatwiejszy dostęp z dolin sprawiał, że Boracza szybko zyskała popularność.

schronisko pttk na hali boraczej
fot. Schronisko PTTK na Hali Boraczej

Pożar, odbudowa i ambicja „nowoczesności” po beskidzku

Góry lubią wystawiać ludzkie plany na próbę i na Hali Boraczej stało się to dosłownie. 12 kwietnia 1932 roku schronisko strawił pożar. W wielu miejscach byłby to koniec opowieści — drewniany budynek na hali, daleko od zaplecza, dojazdu i szybkiej pomocy, to gotowy przepis na przerwę na długie lata. Tutaj jednak wydarzyło się coś, co do dziś robi wrażenie skalą determinacji: zapadła decyzja o odbudowie, a później o budowie nowego, większego obiektu, i to w tempie, które jak na warunki górskie brzmi niemal niewiarygodnie.

W tej części historii pojawiają się liczby, które działają na wyobraźnię bardziej niż najbardziej poetyckie opisy. Materiały budowlane liczono w setkach tysięcy kilogramów, a transport na górę odbywał się wozami — mówi się o ponad 200 tysiącach kilogramów i setkach kursów, co pokazuje, jak wielkim przedsięwzięciem była sama logistyka. Hala Boracza nie miała wtedy „wygodnej drogi serwisowej” w dzisiejszym rozumieniu. Była praca, siła ludzi i zwierząt, upór oraz świadomość, że schronisko ma być czymś więcej niż tylko dachem nad głową.

Nowy budynek miał ambicję nowoczesności — w realiach gór średnich oznaczało to rozbudowane zaplecze, duże pomieszczenia wspólne, sensownie zaplanowane wnętrza, a nawet rozwiązania, które w latach 30. musiały robić wrażenie: prąd i oświetlenie w pomieszczeniach, infrastruktura wokół schroniska, myślenie o komforcie gości w czasach, gdy górska turystyka dopiero budowała masowość. Uroczyste otwarcie nowego schroniska odbyło się 18 grudnia 1932 roku i ta data stała się symbolicznym domknięciem jednego rozdziału oraz początkiem kolejnego — już bardziej „instytucjonalnego”, ale nadal mocno zanurzonego w realiach beskidzkich hal.

schronisko pttk na hali boraczej
fot. Schronisko PTTK na Hali Boraczej

Co dziś oferuje schronisko na Hali Boraczej — konkret, wygoda i beskidzka gościnność

Współczesne schronisko PTTK na Hali Boraczej działa przez cały rok, co w Beskidzie Żywieckim jest kluczowe, bo to pasmo ma dwa oblicza: letnie, halne, jagodowe oraz zimowe — śnieżne, wietrzne, czasem surowe, ale niezwykle atrakcyjne dla tych, którzy lubią spokojniejsze szlaki i światło odbite od śniegu. W środku czekają warunki, które dają poczucie „schroniskowości” bez udawania hotelu: wspólne przestrzenie, jadalnia-świetlica, sanitariaty z prysznicami i to, co dla wielu jest cichą definicją schroniska — możliwość ogrzania się, zjedzenia czegoś konkretnego i złapania oddechu przed dalszą drogą.

Jeśli chodzi o noclegi, liczba miejsc jest ograniczona i właśnie to buduje atmosferę. Schronisko dysponuje około 34–35 miejscami noclegowymi w pokojach o różnej wielkości, a doba noclegowa ma jasno określone ramy czasowe, podobnie jak cisza nocna — zasady proste, zrozumiałe i typowe dla obiektów, w których różni ludzie muszą się na chwilę „ułożyć” pod jednym dachem. Dla tych, którzy wędrują z psem, przewidziane są opcje pobytu zwierzęcia za opłatą, a w sezonie bywa też możliwość noclegu „bardziej terenowego”, gdy ktoś chce zachować namiotowy rytm, ale skorzystać z infrastruktury schroniska.

Jednak kiedy pada hasło „schronisko na Hali Boraczej”, ogromna część osób myśli o czymś jeszcze — o kuchni, a dokładniej o jagodziankach. To nie jest tylko sympatyczny detal, ale wręcz kulturowy znak rozpoznawczy miejsca. Wędrowcy potrafią planować godzinę wyjścia tak, by „wpaść na Boraczą” w porze, kiedy blacha zdążyła wyjść z pieca, a drożdżowe ciasto ma ten idealny moment miękkości. W tle jest prosta, beskidzka prawda: latem okolica obfituje w jagody, a schronisko żyje w rytmie sezonu — tak jak hala żyje w rytmie traw, wypasu i pogody.

schronisko pttk na hali boraczej
fot. Schronisko PTTK na Hali Boraczej

Jak dojść do schroniska na Hali Boraczej — szlaki, które prowadzą „z czterech stron świata”

Jednym z największych atutów schroniska jest to, że nie trzeba do niego „zdobywać góry” w klasycznym sensie. Można potraktować Boraczą jako cel rodzinnego wyjścia, spokojnej wycieczki na pół dnia, ale też jako węzeł przesiadkowy w dłuższej beskidzkiej wędrówce. Najkrótsze dojście prowadzi z Żabnicy Skałki szlakiem czarnym i zajmuje około 1 godziny 10 minut — to wariant, który wybierają ci, którzy chcą szybko znaleźć się na hali i usiąść przy stołach przed schroniskiem z widokiem na falujące grzbiety.

Są też trasy dłuższe i bardziej „górskie” w odczuciu, bo prowadzą grzbietami i przez kolejne hale. Z Węgierskiej Górki można dojść szlakiem niebieskim przez Prusów w około 3 godziny, z Milówki szlakiem zielonym w około 2 godziny 15 minut, z Rajczy również niebieskim w około 3 godziny, a jeśli ktoś chce połączyć Boraczą z Halą Redykalną, wchodzi w warianty, które budują piękne pętle krajobrazowe. Bardzo naturalnym pomysłem jest też przejście z Hali Lipowskiej na Halę Boraczą, bo to tylko około 1 godziny 30 minut marszu, a po drodze wędruje się jednym z najładniejszych, halnych odcinków Beskidu Żywieckiego.

Ta „węzłowość” ma jeszcze jedną zaletę: schronisko staje się miejscem spotkań różnych stylów wędrowania. Przychodzą tu rodziny z dziećmi, osoby zaczynające przygodę z górami, biegacze górscy na treningu, piechurzy robiący długie przejścia między schroniskami, a zimą — miłośnicy spokojniejszych, beskidzkich tras. W efekcie Boracza potrafi być jednocześnie gwarna i przytulna, bo ruch turystyczny rozkłada się na wiele kierunków, a ludzie siadają w jadalni z kompletnie różnymi historiami w plecakach.

schronisko pttk na hali boraczej
fot. Schronisko PTTK na Hali Boraczej

Bacówka, redyk i opowieści, które pachną dymem z ogniska

Hala Boracza jest jednym z tych miejsc w Beskidach, gdzie pasterstwo nie jest tylko wspomnieniem na starych zdjęciach. W pobliżu schroniska działa bacówka, a tradycja kulturowego wypasu owiec została tu realnie przywrócona i utrzymywana, co ma znaczenie nie tylko dla lokalnej tożsamości, ale i dla samego krajobrazu hali. Latem wędruje się więc wśród dźwięków, zapachów i obrazów, które pamiętają poprzednie pokolenia: dzwonki, owce, ścieżki wydeptane w trawie, a czasem możliwość kupienia wyrobów pasterskich wprost „u źródła”.

Z pasterskim rytmem wiąże się też wydarzenie o nazwie „łossod” — jesienne zakończenie wypasu, które w regionie bywa celebrowane jako spotkanie tradycji, muzyki, jedzenia i wspólnego świętowania. To nie legenda w sensie bajki, tylko żywa praktyka kulturowa, która wciąż potrafi ściągnąć ludzi na halę i nadać temu miejscu wymiaru większego niż zwykła turystyka. W takich chwilach Hala Boracza przestaje być „ładną polaną z schroniskiem”, a staje się sceną, na której spotykają się dwie energie: wędrowna i pasterska, gościnna i codzienna.

A jeśli ktoś lubi beskidzkie tajemnice w wersji „na własne nogi”, w okolicy jest jeszcze jeden motyw, który działa na wyobraźnię — Jaskinia w Boraczej. Niewielka, szczelinowa, typowa dla fliszu karpackiego, ma skromne parametry, ale dużą siłę przyciągania, bo w Beskidzie Żywieckim jaskinie nie są tak oczywiste jak w Jurze. Sama świadomość, że kilkaset metrów od halnego gwaru można znaleźć wejście do chłodnej szczeliny w piaskowcach, wystarcza, by dorzucić do planu wycieczki element „poszukiwania”. Jaskinia ma około 28 metrów długości i około 8 metrów głębokości, a jej położenie i podstawowe dane są dobrze opisane w rejestrach i opracowaniach speleologicznych.

W schronisku takie historie krążą same. Ktoś przy stole wspomni, że „widział wejście, ale nie wszedł, bo ślisko”, ktoś inny opowie, że zimą w środku potrafią tworzyć się lodowe formy, a jeszcze ktoś dorzuci, że najlepszy moment na Boraczą to dzień powszedni, kiedy hala jest prawie pusta, a w jadalni słychać tylko stukanie kubków i szum rozmów, które prowadzi się ciszej niż w mieście. I wtedy zwykle dzieje się rzecz najprostsza: ktoś wstaje po herbatę, ktoś dzieli się mapą, ktoś pyta o drogę na Lipowską, a zapach drożdżowego ciasta wraca jak refren. Właśnie w takich chwilach schronisko na Hali Boraczej pokazuje swoją najważniejszą funkcję — nie jest „atrakcją”, tylko bezpiecznym środkiem opowieści, miejscem, w którym można na moment przestać być w drodze, żeby potem znowu w nią wejść, tym razem może już nie czarnym szlakiem do Żabnicy, tylko dalej, w stronę hal, gdzie grzbiet zaczyna się podnosić, a ścieżka przechodzi w łagodny trawers i prowadzi w kierunku, w którym las robi się rzadszy, wiatr bardziej cierpliwy, i gdzie po kilkudziesięciu minutach marszu człowiek łapie się na tym, że idzie wolniej nie dlatego, że brakuje sił, tylko dlatego, że nie chce mu się kończyć tej przestrzeni, bo za następnym zakrętem zwykle pojawia się kolejny widok, a za nim kolejny, i wtedy plan „tylko do schroniska” zaczyna się rozciągać w coś, co w Beskidach dzieje się najczęściej: w spontaniczną decyzję, żeby jednak pójść jeszcze kawałek, choćby do miejsca, w którym znowu będzie widać całą halę jak na dłoni, a schronisko stanie się małą plamką ciepła na tle zieleni, i nagle przychodzi myśl, że można by podejść jeszcze pod Prusów, albo odbić tak, żeby zahaczyć o Halę Redykalną, Lipowską czy Rysiankę.

schronisko pttk na hali boraczej
fot. Schronisko PTTK na Hali Boraczej
- Reklama -

Podobne Artykuły

schronisko górskie pttk rysianka

Schronisko Górskie Rysianka: serce Hali Rysianka i brama do beskidzkich panoram

0
W Beskidzie Żywieckim są miejsca, które poznaje się jak dobrą opowieść: najpierw niejasny zarys na horyzoncie, potem dźwięk wiatru na polanie, a na końcu...
Schronisko PTTK Klimczok

Schronisko PTTK Klimczok: kamienny klasyk Beskidów i jego burzliwe losy

0
Są w Beskidach miejsca, do których wraca się jak do „swojego” stołu w kuchni: niby za każdym razem wchodzi się z plecakiem ubłoconym po...
schronisko pttk na przełęczy przegibek

Schronisko na Przełęczy Przegibek – beskidzki przystanek z duszą

0
Są w Beskidach takie przejścia między dolinami, gdzie człowiek nagle zwalnia, choć wcale nie musi. Jakby sama ścieżka podpowiadała: „Jeszcze moment, nie spiesz się,...
schronisko PTTK Markowe Szczawiny

Schronisko na Markowych Szczawinach – miejsce, które wciąga jak dobra opowieść

0
Są w polskich górach takie punkty, do których człowiek wraca w myślach jeszcze długo po zejściu ze szlaku. Nie dlatego, że były „najładniejsze” na...
Schronisko PTTK Skrzyczne

Schronisko PTTK na Skrzycznem – historia, klimat i najlepsze trasy dojścia

0
Kiedy w Beskidzie Śląskim robi się późne popołudnie, a światło zaczyna mięknąć, Skrzyczne działa jak magnes. Jedni ciągną tu dla widoków i „korony”, inni...