...

„Pod cieniem Malinowa” – O Jaskini Malinowskiej, w której podobno echo zna imię zbójnika

Wśród falujących grzbietów Beskidu Śląskiego, na stokach góry Malinów pomiędzy Malinowską Skałą a Przełęczą Salmopolską, znajduje się jedna z najbardziej zagadkowych jaskiń polskich Karpat fliszowych. Jaskinia Malinowska, zwana przez niektórych „jaskinią Ondraszka”, łączy w sobie urok górskiej przygody, ciekawą genezę geologiczną i bogaty krąg opowieści, którymi od pokoleń karmią się mieszkańcy okolicznych wsi i turyści. To miejsce nie jest jaskinią pokazową z poręczami i oświetleniem; to naturalna szczelina w piaskowcach, której surowość i prostota pobudzają wyobraźnię. A gdy do tej surowości dołożymy legendy o zbójnikach, ukrytych skarbach i tajemnych przejściach prowadzących aż pod Żywiec, robi się z tego jedna z najciekawszych historii górskiego pogranicza.

Geologiczna zagadka Beskidu Śląskiego – jak powstała Jaskinia Malinowska

Na tle polskich jaskiń Jaskinia Malinowska jest fenomenem, bo nie powstała na skutek rozpuszczania wapieni przez wodę, jak w typowym krasie, lecz jako rezultat ruchów mas skalnych w grubych ławicach fliszu karpackiego. W praktyce oznacza to, że jej korytarze to system szczelin i pęknięć ukształtowanych tektonicznie i osuwiskowo w warstwach piaskowców i zlepieńców. To dlatego jej przekroje są wąskie i wysokie, a ściany – szorstkie, pełne naturalnych spękań, bez klasycznych nacieków w formie stalaktytów i stalagmitów. Geneza osuwiskowa tłumaczy też obecność pionowych studni i „kominów”, którymi światło dzienne i wilgoć wnikają do wnętrza, oraz miejscowe zalewiska, pojawiające się po roztopach lub intensywnych opadach.

W naukowych opisach jaskinia figuruje jako przykład jaskini szczelinowej fliszu godulskiego. Ta jednostka litologiczna, charakterystyczna dla Beskidu Śląskiego, składa się z naprzemianległych warstw twardych piaskowców i miększych łupków, co sprzyja różnym typom deformacji. W rejonie Malinowa nałożyły się one na długotrwałe procesy grawitacyjne – powolne zsuwanie się bloków skalnych i klinów, które rozparły masyw, tworząc przestrzenie dostępne dziś dla turystów i speleologów. Nie bez znaczenia jest też ekspozycja otworu ku górze i jego położenie na wysokości około 1080 metrów nad poziomem morza: to zdradza, że jaskinia leży w pasie wychodni skalnych nieco poniżej grzbietu, gdzie naprężenia w skale łatwiej rozładowywały się szczelinami.

Mapa i położenie – gdzie szukać wejścia w zboczu Malinowa

Wejście do Jaskini Malinowskiej znajduje się nieopodal czerwonego szlaku prowadzącego z Przełęczy Salmopolskiej na Malinowską Skałę. To wygodny i popularny grzbiet, z którego krótkie odejście sprowadza do charakterystycznej, wąskiej szczeliny – głównego „portalu” do podziemi. W literaturze i na oficjalnych portalach turystycznych podaje się wysokość otworu około 1080 metrów nad poziomem morza; zdarzają się też pomiary mówiące o 1075 metrach, co wynika z różnic metodycznych i uśredniania danych. W obu przypadkach mowa o tym samym miejscu: południowo-wschodnich stokach Malinowa, kilka minut od głównej ścieżki.

Topografia miejsca pomaga zrozumieć, dlaczego jaskinia była od wieków „na oku” wędrowców i pasterzy. Grzbiet jest wyraźny, ścieżka czytelna, a wejście, choć niepozorne, znajduje się tuż pod linią szlaku. Napotkana w tym miejscu wielka szczelina jest dla niewprawnego oka czymś nieoczywistym: nie przypomina klasycznego otworu w skale, raczej naturalny, pionowy rozwar. To właśnie ta forma – szczelinowo-studniowa – jest kluczem do zrozumienia całego systemu podziemnych przejść, które dalej rozgałęziają się w kierunku dwóch zasadniczych ciągów.

Topografia podziemi – plan korytarzy, sale i szczeliny

Współczesne opisy i pomiary długości Jaskini Malinowskiej wahają się w okolicach 230–250 metrów, przy deniwelacji około 20–23 metrów między otworem a najniższym punktem. Różnice biorą się zarówno z metodologii pomiarów, jak i z interpretacji „użytecznych” lub niedostępnych dla przeciętnego wędrowca odcinków. Na planach jaskini widać dwa główne ciągi połączone zwężkami i kominkami. Jeden z nich prowadzi do największej sali, zwanej Galerią – podłużnej, wysokiej szczeliny, która w pionie potrafi zrobić wrażenie nawet na doświadczonych grotołazach. Jej proporcje – długa, wąska, miejscami kilkumetrowej wysokości – są typowe dla jaskiń szczelinowych, w których horyzontalny rozwój ustępuje miejsca pionowym pęknięciom.

Dno korytarzy tworzą luźne bloki piaskowca i gruz skalny z domieszką żwiru. Po intensywnych deszczach oraz w okresie roztopów w podziemnych obniżeniach pojawiają się kałuże, a z sufitu i spękań sączy się woda. Nie jest to więc przestrzeń statyczna – jaskinia, choć mała w skali polskiego podziemnego świata, żyje w rytmie pogody i sezonów. Wąskie przewężenia, miejscami wymagające przeciskania się bokiem, prowadzą do kolejnych odcinków, w których nad głową znów otwierają się strzeliste, połączone szczeliny. Całość układa się w wyraźnie „tektoniczny” obraz, odmienny od labiryntów korytarzy rozpuszczonych przez wodę w wapieniach.

Od Zejsznera po badaczy XXI wieku – ślady eksploracji i opisów

Historia badań Jaskini Malinowskiej jest zaskakująco długa. Już w XIX wieku pojawiają się w literaturze wzmianki o tej formacji – w połowie stulecia opisywał ją podróżnik i geolog Ludwik Zejszner, a pod koniec wieku Bogumił Hoff odnotował zarówno dojście, jak i krążące w okolicy podania. Na początku XX wieku Władysław Friedberg sporządził szkic planu, a w latach powojennych Kazimierz Kowalski przygotował pełny opis inwentarzowy. Kolejne dekady przyniosły bardziej precyzyjne pomiary speleologów, uzupełnienia planów i notatki naukowe dotyczące geologii fliszu w rejonie Malinowa.

Ten łańcuch opracowań pokazuje, jak bardzo jaskinia – mimo swojej skromnej długości – fascynowała badaczy zajmujących się Karpatami fliszowymi. Była i jest ważnym punktem odniesienia dla zjawisk szczelinowych, a także wygodnym „poligonem” obserwacyjnym, bo leży tuż przy popularnym szlaku. Z czasem, w miarę rozwoju turystyki górskiej, stała się również celem amatorskich wejść, co z jednej strony rozsławiło ją wśród wędrowców, a z drugiej – uświadomiło potrzebę ochrony i uporządkowania dostępu, zwłaszcza w kontekście montowanych w otworze drabinek i klamer.

Status ochronny i gospodarze miejsca – pomnik przyrody w sercu lasu

Jaskinia Malinowska objęta jest ochroną jako pomnik przyrody nieożywionej. W oficjalnych rejestrach przyrodniczych figurują decyzje administracyjne z przełomu lat 80. i 90., a ewidencja wskazuje zarządcę terenu w strukturze Lasów Państwowych. Rozbieżności dat – pojawiające się w różnych opracowaniach – wynikają z faktu, że ustanowienie i późniejsze akty potwierdzające lub aktualizujące status potrafią być różnie cytowane w lokalnych materiałach. Istotny jest jednak rezultat: to obiekt chroniony, którego wyjątkowość – zarówno geologiczna, jak i krajobrazowa – została formalnie uznana, a otoczenie jaskini podlega zarządowi leśnemu na terenie miasta Wisła.

Ochrona w praktyce oznacza nie tylko zapis w rejestrze, lecz także bieżące decyzje dotyczące udostępnienia, zabezpieczeń przy otworze i informacji dla odwiedzających. W ostatnich latach kilkakrotnie modernizowano i przywracano możliwość bezpieczniejszego zejścia do wstępnych partii, co wpisuje się w szerszy trend udostępniania wybranych walorów przyrodniczych w sposób kontrolowany. Jaskinia pozostaje jednak jaskinią naturalną, bez oświetlenia i infrastruktury charakterystycznej dla obiektów pokazowych, co jest spójne z jej statusem i ideą minimalnej ingerencji.

Fauna i mikroklimat – jak żyje podziemny ekosystem

Choć jaskinia nie słynie z bogatej szaty naciekowej, jest interesująca przyrodniczo z innego powodu: stanowi schronienie dla drobnych bezkręgowców i nietoperzy. Zimą i w chłodniejszych miesiącach wewnątrz panuje stabilna, niska temperatura, a wilgotność utrzymuje się na poziomie sprzyjającym mikrofaunie związanej z mrokiem i wilgocią. W literaturze popularnonaukowej i regionalnych opracowaniach wspomina się o obecności pająka sieciarza jaskiniowego oraz owadów związanych z otworem strefy półmroku, które korzystają z łagodnego mikroklimatu pierwszych metrów korytarzy.

Niezależnie od zmian w pogodzie na powierzchni, jaskinia „oddycha” w rytmie pór roku. Wiosną, gdy topnieją śniegi, a potoki niosą dużo wody, w szczelinach słychać kapanie, a w najniższych partiach gromadzą się niewielkie jeziorka. Latem, przy długotrwałej suszy, poziom wilgoci spada, ale nie na tyle, by jaskinia utraciła swój chłodny charakter. Ten mikroklimat i względny spokój głębszych partii sprawiają, że to dobre miejsce zimowania drobnych ssaków latających, co również było argumentem za objęciem obiektu ochroną.

„Jaskinia Ondraszka” – najżywotniejsze legendy i ich możliwe źródła

Nazwa „jaskinia Ondraszka” powraca uparcie w opowieściach i artykułach o Malinowskiej. Ondraszek – symboliczny zbójnik Śląska Cieszyńskiego i Żywiecczyzny – bywa w ludowej narracji przypisywany wielu skalnym kryjówkom. Według popularnej wersji miał wykorzystywać Malinowską jako schowek na łupy i punkt wypadowy, a gdzieś w szczelinach pozostawić zakopany skarb. Z takimi historiami w pakiecie idą zwykle dodatkowe „smaczki”: mowa o przejściu prowadzącym aż pod Żywiec, o omijaniu strażników grzbietu dzięki podziemnym korytarzom, o echo-głosach, które miały mylić pogoń. Dla historyka są to tropy słabo weryfikowalne, dla kultury regionu – żywe elementy wyobraźni.

Skąd te opowieści? Po pierwsze, geografia. Malinów leży na trasie między dolinami Wisły i Żylicy, na ruchliwym od wieków pograniczu handlowym. Po drugie, psychologia miejsca. Otwór jaskini jest teatralny: pionowa szczelina, w którą znika światło, działa na wyobraźnię. Po trzecie, pamięć kulturowa: w Beskidzie Śląskim postać Ondraszka zrosła się z krajobrazem na tyle, że każda bardziej okazała grota czy turnia dorabiała się „zbójeckiej” anegdoty. W przypadku Malinowskiej siła tej legendy jest większa niż gdzie indziej, bo jaskinia leży przy uczęszczanym szlaku i opowieść ma szansę żyć w każdym pokoleniu wędrowców.

Ciekawy jest też wątek religijny i konfesyjny, obecny w starszych przekazach. W czasach napięć wyznaniowych w Karpatach bywało, że odludne jaskinie służyły za tymczasowe schronienia, miejsca modlitwy albo kryjówki w czasie zbrojnych zajść. Trudno dziś oddzielić faktografię od legendy, ale to, że Malinowska pojawia się w takich kontekstach, nie dziwi: dostępna, a jednak ukryta – idealna, by przeczekać zawieruchę lub spotkać się w tajemnicy.

Podania i realia – gdzie kończy się opowieść, a zaczyna fakt

Najbardziej „filmowa” legenda mówi o korytarzu wiodącym aż pod Żywiec. Geolog, patrząc na budowę fliszu i rozciągłość horyzontalną jaskiń szczelinowych, uśmiechnie się pod nosem: to nierealne. Ale sens tej opowieści jest inny niż literalna prawda. Mówi ona, że góry, choć dzielą, dają też przejścia; że kto zna teren, temu świat się skraca. W czasach, gdy mapy były rzadkością, „krótkie drogi” miały status wiedzy zastrzeżonej i łatwo było przypisać je podziemiom, których przebiegu nikt zwykły nie potrafił ocenić.

Nieco bliżej realiów jest legenda o ukrytych łupach i skrytkach. Wąskie półki i suche nisze w szczelinach rzeczywiście są naturalnymi „skrytkami”, a krajobraz Malinowa – pełen rumowisk i zakamarków – mógł służyć zbójom i przemytnikom za bazę; każde takie miejsce w Karpatach musiało więc prócz geologii dorobić się także opowieści. W tym sensie legenda o Ondraszku jest bardziej „parasolową narracją regionu” niż konkretną historią potwierdzoną wykopaliskami. Nie umniejsza to jednak jej roli: to ona sprawia, że zejście do pierwszych metrów jaskini nie jest tylko doświadczeniem przyrodniczym, ale też spotkaniem z żywą, lokalną mitologią.

Jaskinia w oczach wędrowców – kiedy geologia spotyka wyobraźnię

Jednym z powodów popularności Jaskini Malinowskiej jest połączenie dwóch światów: łatwo dostępnego, widokowego grzbietu oraz surowego, „dzikiego” wnętrza. W ciągu jednego popołudnia można dotknąć piaskowca spękanego przez potężne siły tektoniczne, a po chwili znów stać na grani, gdzie wiatr przegania chmury nad Skrzycznem i Pilskiem. Ta bliskość światów od dawna inspirowała lokalne przewodniki i blogi wędrowne, które powtarzają to, co w Malinowskiej najważniejsze: jest prawdziwa. Nie ma tu dekoracji, które oddalają nas od pierwotnej natury gór; są za to ślady ich pracy – pęknięcia, uskoki, rozwarte szczeliny, po których można czytać jak po księdze z twardych kart.

Tę „prawdziwość” wzmacnia jeszcze jedno doświadczenie: echo. Wąskie szczeliny i wysokie, gładkie ściany potrafią przetwarzać dźwięk tak, że głosy wędrowców wracają nie z tej strony, z której się ich spodziewają. To drobiazg, ale w zestawieniu z półmrokiem i chłodem działa na wyobraźnię. Nic dziwnego, że w takich warunkach rodziły się opowieści o duchach zbójników czy skrzatach pilnujących skarbów. Jaskinia Malinowska jest jednym z tych miejsc, gdzie fizyka i folklor podają sobie rękę.

Sens miejsca – co zostaje po wyjściu na światło

Gdy wraca się z Malinowskiej na grzbiet, trudno oprzeć się wrażeniu, że to więcej niż „atrakcja”. To fragment gór, który opowiada o ich budowie, o pamięci krążącej między dolinami i o tym, jak człowiek od wieków próbuje oswoić to, co nieznane. Jaskinia przypomina, że góry są żywe – że pękają, zsuwają się, zmieniają w czasie, a my możemy być ich gośćmi, jeśli przyjmiemy zasady gospodarzy: ciszę, szacunek i uważność. Tym, co zostaje najdłużej, bywa nie widok, lecz opowieść: o zbójniku, o skarbie, o ścieżce, która nagle schodzi z grzbietu i znika w szczelinie.

I może właśnie dlatego Jaskinia Malinowska ma tak silne miejsce w wyobraźni regionu. Jest blisko – niemal „po drodze” każdemu, kto wybiera się z Przełęczy Salmopolskiej na Malinowską Skałę – a jednocześnie pozostaje symboliczną bramą do innego świata. Świata pęknięć, mroku i chłodu, gdzie dźwięk niesie się inaczej, a opowieści – nawet te najbardziej nieprawdopodobne – brzmią całkiem wiarygodnie. Góry lubią takie sprzeczności; w ich cieniu rodzą się legendy, które potem, już na świetle dziennym, stają się częścią lokalnej tożsamości.

- Reklama -

Podobne Artykuły

Beskid Żywiecki

Co kryją nazwy gór w Beskidzie Żywieckim? Zbójnickie i diabelskie historie

0
W Beskidzie Żywieckim nazwy gór często żyją w dwóch równoległych obiegach: w tym, który porządkuje mapę, i w tym, który porządkuje pamięć miejscową. Legendy...
diabelski kamień łodygowice

Diabelski Kamień koło Łodygowic: kamień, który „nie dotarł” na miejsce i...

0
Diabelski Kamień w okolicy Łodygowic to skała, która funkcjonuje jednocześnie jako realny punkt w terenie i jako „adres” dla kilku legend krążących po Żywiecczyźnie...
Malinowska Skała

Malinowska Skała: legendy o kogucim pianiu, niedokończonej pracy i kamieniu pozostawionym...

0
Malinowska Skała to miejsce, w którym warstwa geologii, dawne nazwy grzbietów i utrwalone w pamięci lokalne opowieści nakładają się na siebie wyjątkowo wyraźnie: z...
Szczyrk, Wisła czy Ustroń na ferie? Jedno miejsce wygrywa dla większości — sprawdź, które i dlaczego

Szczyrk, Wisła czy Ustroń na ferie? Jedno miejsce wygrywa dla większości...

0
Beskid Śląski ma trzy miejscowości, które regularnie trafiają na zimowe zestawienia: Szczyrk, Wisłę i Ustroń. Każda z nich daje inny zestaw atrakcji i inny...