„Nie zgubić tradycji wśród kwiatów” – palmy wielkanocne z Lipnicy Murowanej – 67. edycja konkursu

Pierwsze tygodnie marca w Lipnicy Murowanej – niewielkiej wsi na pograniczu Pogórza Wiśnickiego i Beskidu Wyspowego – to czas intensywnych przygotowań do Niedzieli Palmowej, z której miejscowość znana jest w całej Polsce. To właśnie tutaj, w ten jeden dzień w roku, można obejrzeć stawianie najwyższych na świecie palm wielkanocnych.

Konkurs Lipnickich Palm i Rękodzieła Artystycznego im. Józefa Piotrowskiego powstał w 1958 r. i jest to niewątpliwie perełka w tradycji regionu, Wizytówka Małopolski oraz widowisko, na które przybył sam prezydent Polski (Andrzej Duda – 2016 r.). Oprócz tego wydarzenie wpisane jest na Krajową Listę Niematerialnego Dziedzictwa Kulturowego, a kto wie, czy niedługo nie pojawi się też na liście UNESCO.

Na rynku wokół figury św. Szymona, patrona wsi, gromadzi się w Niedzielę Palmową nawet 15 tys. ludzi – miejscowych i turystów. „Najważniejsza część konkursu rozpoczyna się z samego rana” – mówi główna organizatorka eventu, dyrektorka Gminnego Ośrodka Kultury w Lipnicy Murowanej, Agnieszka Żołna-Zdunek. „Stawianie palm to widowisko, w każdym momencie któraś z nich może się złamać” – kontynuuje. Każdą z palm trzeba podnieść i postawić siłą ludzkich rąk; wykluczone są wszelkiego rodzaju mechaniczne dźwigi i podnośniki. Te wiklinowe arcydzieła mogą ważyć nawet 150 kg, a ich wysokość nierzadko przekracza 30 m.

Najwyższe palmy wielkanocne ustawia się w pionie tuż przy otaczających rynek lipach, często przy pomocy lin. Sznury przeciąga się przez zamontowane kilka dni wcześniej „wzwyżki” – drewniane instalacje pomagające zyskać dodatkową wysokość, jeszcze ponad korony drzew. Wyobraźmy sobie więc grupę ludzi: jedni trzymają w miejscu tykę palmy wielkanocnej, drudzy, próbując utrzymać swoje pozycje na drzewach, starają się w ściśle skoordynowany sposób manipulować linami tak, by palma powoli „wstawała”. Każdy niewłaściwy ruch może jednak złamać giętką palmową tykę, co oczywiście wyklucza ją z udziału w wybranej kategorii konkursu.

Chcąc zrozumieć istotę lipnickich palm, musimy zapomnieć o dziecięcych wrażeniach ze święconki, którym towarzyszą najczęściej bazie, bukszpan i mała, za to bardzo kolorowa palemka spleciona z ususzonych, farbowanych zbóż. Palma lipnicka to całkowite przeciwieństwo „cepeliowych” palemek tworzonych na wzór tych ususzonych, wileńskich. Wysokość palmy wielkanocnej w Lipnicy Murowanej to nawet kilkadziesiąt metrów. Zwycięzca z 2019 r. – Andrzej Goryl – zbudował palmę sięgającą 37,78 m. To absolutny, światowy rekord. Takie wyczyny nie byłyby jednak możliwe, gdyby nie jeszcze jedna charakterystyczna cecha palm lipnickich – ich giętkość.

„Palma musi być elastyczna, inaczej złamałaby się” – mówi Ryszard Mech, który tworzeniem wiklinowych cudów zajmuje się od dziesięcioleci. Odwiedzając go przy pracy, obserwuję, jak uważnie dobiera wierzbowe witki, które następnie układa na drewnianej tyczce. „Najpierw trzeba przygotować drewnianą belkę. Musi być wysuszona i ociosana tak, aby była smukła i mieściła się w dłoniach. Ta tutaj tyka jodłowa ma prawie 25 metrów”.

Zasady konkursu są surowe: palmy lipnickie nie mogą być tworzone przy pomocy sztucznych elementów, takich jak gwoździe, druty i syntetyczne sznurki, a wszystkie wiązania trzeba wykonać przy pomocy dratwy i wierzbowych witek. Pan Ryszard układa na tyce jodłowej wyselekcjonowane, grubsze łodygi wierzbowe i co jakiś czas obwiązuje je cieńszymi witkami wikliny – taka konstrukcja trzyma się doskonale. „Przygotowuję palmy co rok, od wielu, wielu lat, od dziecka. Tata nauczył mnie je robić. Najlepiej mieć jednak kogoś do pomocy, bo to wymagające zajęcie. Mnie pomaga żona – to ona robi kwiatki z bibuły, którymi potem zdobi się konstrukcję” – kontynuuje pan Ryszard.

Dlaczego palmy w Lipnicy Murowanej są takie wysokie? Według tradycji wysokość ich wysokość związana była z zamożnością gospodarza: „Jeśli morgów dziesięć – dziesięć metrów palmy”, jak pisał w wierszu „Tradycja” Józef Piotrowski, pomysłodawca konkursu. Gospodarze w Lipnicy musieli mieć się jednak całkiem dobrze, bo po jakimś czasie zbyt wysokie palmy nie mieściły się już w kościele. „Jak ludzie tymi palmami w kościele zaczynali machać, to ryzyko pożaru było już naprawdę duże – naruszali oświetlenie kościoła, wtedy jeszcze przecież płonące świece” – mówi pani Maria Krzyszkowska, znana twórczyni palm. Miejscowy ksiądz kazał skracać palmy, a ich tradycja mogłaby zaniknąć, gdyby nie pomysł konkursu aktywizujący też miejscową młodzież.

Tradycja lipnickich palm ewoluuje. Kiedyś palmy zdobione były tylko wiechą – trawą wodną na samym czubku wiklinowej tyki – oraz przyczepionymi do niej kolorowymi wstążkami. Dziś fragmentarycznie obudowywane są kwiatami i gałązkami bukszpanu. „Niektórzy zarzucają nam, że nasze palmy podobne są do tych kurpiowskich – ale nie, nasze nie są tak gęsto zdobione, a jednym z głównych kryteriów oceny palm w konkursie jest schludne ułożenie wikliny” – mówi Agnieszka Żołna-Zdunek. „Sposób zdobienia palm zmienia się, komisja konkursu powinna poświęcać więcej uwagi palmom z mniejszą ilością kwiatów” – twierdzi Maria Krzyszkowska, której cała rodzina związana jest z lipnickim palmiarstwem. „Nie możemy tradycji zgubić wśród kwiatów” – dodaje pani Maria.

Na pytanie, czym jest tradycja lipnickiego palmiarstwa, staram się uzyskać odpowiedź u jeszcze jednego twórcy, 24-letniego Mateusza Leszczyńskiego, który fachu nauczył się od swojego taty. Palmy od lat robi już sam, a tworzy je rok w rok, teraz często już przynajmniej 20-metrowe. „Nie sztuka zrobić palmę wysoką, sztuka zrobić spójną i ładną” – mówi.

Przekazywanie tradycji tworzenia palm jest silną cechą lipnickiej społeczności. Wygląd palm wielkanocnych ulega lekkiej ewolucji, nie zmienia się jednak pielęgnowany przez lipniczan nawyk ich tworzenia przez całe rodziny. Najlepiej świadczy o tym liczba zgłaszanych do konkursu arcydzieł: palm większych, robionych przez młodzież i dorosłych, jest ok. 50–80 szt. każdego roku, palm dziecięcych – nierzadko ponad 200 sztuk!

Kto chce pobić rekord konkursu, rywalizuje i ukrywa przed sąsiadami wysokość swojego dzieła aż do Niedzieli Palmowej. Okazuje się jednak, że wielu twórców nie po to bierze udział w konkursowym widowisku. Pan Ryszard tworzy palmy co rok „na chwałę Pana”, pani Maria „dla tradycji i uczczenia Niedzieli Palmowej”, Mateusz zajmuje się robieniem palm „dla przyjemności, z tradycji, z nawyku” i wydaje się, że właśnie ten „nawyk” to cecha wspólna lipnickich twórców. „Można powiedzieć, że robienie palm, bycie twórcą to już po prostu część mnie. Co powiedzieliby wszyscy w Lipnicy, gdybym na Niedzielę Palmową przyszedł bez własnoręcznie zrobionej palmy? Na pewno byliby mocno zaskoczeni” – mówi dwudziestoczterolatek. Po tym stwierdzeniu aż chce się krzyknąć: „Nie możemy kwiatów zgubić wśród tradycji!”, choć najlepiej oczywiście nie gubić jednego i drugiego. Tradycja to siła ludzi, którzy kontynuują pewien proces.

Autor wpisu: Patrycja Markiewicz-Nastula

- Reklama -spot_img

Podobne Artykuły

Żywiec zaprasza przedszkolaki do konkursu. Tematem są wielkanocne tradycje regionu

0
Serwis Coolturalny Żywiec rozpoczął konkurs plastyczny skierowany do najmłodszych mieszkańców regionu. Do udziału zaproszono dzieci w wieku od 4 do 6 lat, a motywem...
Magurka Challenge 2026

Magurka Challenge 2026 – uczestnicy znów wyruszą na szlak

0
W kwietniu wraca Magurka Challenge 2026, czyli bezpłatne wyzwanie dla osób, które chcą regularnie zdobywać Magurkę Wilkowicką pieszo lub rowerem i zbierać przewyższenia przez...
Ślubny Dzień Otwarty w Złotym Szałasie

Ślubny Dzień Otwarty w Złotym Szałasie. 29 marca pojawią się wystawcy...

0
Przyszłe pary młode będą mogły w jednym miejscu zapoznać się z ofertą firm działających w branży ślubnej i weselnej. W niedzielę 29 marca o...
edk 2026 beskidy

EDK 2026 w Beskidach. Nocne przejścia wracają na górskie szlaki już...

0
27 marca 2026 roku pątnicy ponownie wyruszą na trasy Ekstremalnej Drogi Krzyżowej. Jubileuszowa, dziesiąta edycja wydarzenia obejmie cały kraj, a mocno zaznaczy się także...