DŁUGOŚĆ SZLAKU
12.4KM
SUMA WZNIESIEŃ
628m
CZAS PRZEJSCIA
4:00h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Mały
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
918m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★☆☆☆
Opis szlaku
Jeśli masz ochotę na trasę, która nie kombinuje na siłę, tylko po prostu daje przyjemne górskie wejście z konkretnym celem po drodze, ten wariant z Ponikwi naprawdę dobrze się broni. To klasyczne podejście na Leskowiec, po którym od początku wiadomo, że trzeba swoje podeptać, ale bez szarpania się z dziwnymi odbiciami, asfaltową epopeją i kombinowaniem, gdzie teraz właściwie skręcić. Większość podejścia biegnie w lesie, więc długo idzie się w cieniu, a otwarcie terenu i lepsze widoki przychodzą dopiero bliżej górnej części trasy.
To dobra opcja dla tych, którzy lubią spokojnie wchodzić rytmem „krok za krokiem”, a po drodze mieć jeszcze schronisko i dwa mocne punkty programu, czyli Groń Jana Pawła II oraz sam Leskowiec. Całość w obie strony zamyka się w około 12,4 km i mniej więcej 4 godzinach marszu, więc to wycieczka akurat na pół dnia: nie za krótka, nie za długa, po prostu taka, po której nogi czują, że były w górach, ale bez pretensji do właściciela.
Start w Ponikwi i pierwsze podejście
Zaczynamy w Ponikwi, skąd niebieski szlak prowadzi najpierw przez fragment wsi i okolice zabudowań. Początek nie jest jeszcze typowo górski w stylu „od razu dzika ścieżka i pełne odcięcie od świata”, bo najpierw trzeba spokojnie wyjść z miejscowości, ale to trwa krótko. Pojawia się szeroka, miejscami utwardzona droga, a potem szlak coraz wyraźniej wchodzi w leśny rytm i zaczyna się normalne beskidzkie podejście. Przy starcie działa też praktyczny plus tego wariantu, bo w Ponikwi da się zostawić auto w okolicy centrum i szkoły, więc nie trzeba urządzać logistycznych łamigłówek jeszcze przed pierwszym krokiem.
Ten dolny odcinek robi robotę głównie tym, że dość szybko odcina od drogi i wprowadza w spokojniejszy teren. Idzie się lasem, momentami szerzej, momentami bardziej zwyczajną ścieżką, ale bez wrażenia, że co chwilę lądujemy na długim asfaltowym przelocie. To właśnie taki odcinek, na którym najlepiej złapać własne tempo i nie szarpać się od początku, bo podejście jest regularne i potrafi przypomnieć, że Beskid Mały wcale nie musi być taki całkiem mały.
Przełęcz pod Gancarzem i dalsza droga w stronę Gronia
Po dłuższym podejściu dochodzimy do Przełęczy pod Gancarzem. To ważne miejsce na trasie, bo właśnie tutaj spotykają się szlaki i od tego punktu niebieski biegnie dalej razem z zielonym w stronę Gronia Jana Pawła II. Sama przełęcz leży między Gancarzem a Groniem i ma też swoje miejsce w historii beskidzkiego znakowania, bo niebieski wariant od strony Wadowic i Ponikwi należał do najwcześniej wytyczonych w tej okolicy.
Dalej nadal trzymamy się głównie leśnego charakteru trasy, ale górna część podejścia stopniowo robi się trochę bardziej otwarta. Pojawiają się miejsca, gdzie las odpuszcza na moment i daje oddech, a potem znów wracamy między drzewa. To fajny fragment, bo nie męczy monotonią od początku do końca, tylko dorzuca trochę zmiany scenerii akurat wtedy, kiedy nogi zaczynają pytać, czy schronisko to już, czy jeszcze to jedno „niewinne” podejście.
Groń Jana Pawła II po drodze
W rejonie Gronia Jana Pawła II robi się już bardziej charakterystycznie, bo to nie jest zwykły punkt mijany bez emocji. Pod szczytem stoi kaplica Matki Bożej Królowej Gór, a wokół jest całe sanktuarium związane z pamięcią o Janie Pawle II. To miejsce zna praktycznie każdy, kto choć trochę chodzi po tej części Beskidu Małego, i nawet jeśli ktoś nie idzie tu z nastawieniem pielgrzymkowym, zwykle i tak zatrzymuje się choć na chwilę.
Sam Groń Jana Pawła II ma około 890 m n.p.m. i przez lata był znany jako Jaworzyna. Dziś przyciąga nie tylko samą kaplicą, ale też położeniem tuż nad schroniskiem i tym, że jest naturalnym punktem po drodze na Leskowiec. To jedno z tych miejsc, które nie potrzebują wielkiego rozmachu, żeby zostać w głowie, bo łączą prostotę górskiego przystanku z czymś więcej niż tylko tabliczką z nazwą.
Polana Beskid i schronisko pod Leskowcem
Im wyżej, tym robi się przyjemniej pod kątem przestrzeni. W okolicy Polany Beskid szlak wychodzi z dłuższego leśnego prowadzenia i wreszcie daje więcej otwarcia, a to właśnie tu zwykle zaczynają się te widoki, na które wcześniej trzeba było cierpliwie zapracować. To bardzo przyjemny fragment tej trasy, bo po dłuższym marszu w cieniu człowiek w końcu dostaje nagrodę bez konieczności wspinania się jeszcze na pięć dodatkowych pagórków tylko dlatego, że góry lubią drobne złośliwości.
Chwilę później dochodzimy do schroniska PTTK Leskowiec, które stoi na dawnej hali pasterskiej pod Groniem Jana Pawła II. To jedno z tych schronisk, które na tej trasie naprawdę pasuje do układu dnia, bo nie pojawia się ani za szybko, ani za późno. Dla wielu osób to właśnie tutaj wypada naturalna przerwa przed ostatnim podejściem na Leskowiec, a samo miejsce znane jest też z szerokich panoram obejmujących między innymi Beskid Żywiecki, Makowski, Wyspowy, Gorce, a przy dobrej pogodzie również Tatry.
Ostatni odcinek na Leskowiec
Ze schroniska ruszamy jeszcze kawałek w stronę Przełęczy Władysława Midowicza. To nieduża przełęcz między Groniem Jana Pawła II a Leskowcem, ale ważna orientacyjnie, bo właśnie stąd zaczyna się końcówka podejścia na szczyt. Ten fragment nie jest długi, więc po przerwie w schronisku nie ma mowy o jakimś wielkim drugim starcie życia — raczej o spokojnym domknięciu całej wycieczki.
Sam Leskowiec ma 922 m n.p.m. i należy do najbardziej znanych szczytów Beskidu Małego. Na górze czeka rozległa polana, wiata, krzyż i punkt, w którym naprawdę warto chwilę posiedzieć, bo właśnie tutaj szerzej otwierają się panoramy. Przy dobrej widoczności da się stąd wypatrzyć między innymi Beskid Żywiecki, Beskid Wyspowy, Gorce i Tatry, więc finał tej trasy nie jest tylko formalnym „odhaczeniem szczytu”, ale pełnoprawnym zwieńczeniem całego wejścia.
Powrót tą samą drogą
Powrót prowadzi dokładnie tym samym wariantem, co w praktyce jest całkiem wygodne. Nie trzeba kombinować, nie trzeba pilnować dodatkowych odbić, nie trzeba też nagle zastanawiać się, czy zaraz przypadkiem nie skończymy na asfalcie kilka kilometrów od auta. Schodzimy więc z powrotem przez Przełęcz Midowicza, okolice schroniska, Polanę Beskid i dalej przez Przełęcz pod Gancarzem do Ponikwi.
To też dobry wybór dla osób, które wolą znać teren przy zejściu, bo po wejściu dokładnie wiadomo już, czego się spodziewać. W dolnej części znów wracają leśne odcinki i fragmenty bliżej zabudowań, więc końcówka ma spokojny, uporządkowany charakter. Nie ma tu efektu, że trasa na zejściu nagle wymyśla sobie zupełnie nową osobowość – i czasem właśnie to jest najlepsze.
Mapa szlaku na Leskowiec z Ponikwi
TRASA: Ponikiew – Góra Jana Pawła II – Leskowiec – Powrót tą samą trasą
Inne szlaki na Leskowiec
Wejście z Ponikwi ma swój spokojny, dość klasyczny rytm, ale Leskowiec można ugryźć też z trochę innej strony – krócej, dłużej albo w bardziej pętlowym układzie, zależnie od tego, na jaki dzień w górach akurat masz ochotę.
Gdy liczy się prostszy i krótszy wypad, dobrze wypada szlak od strony Rzyk. Ten wariant szybciej prowadzi do konkretów i lepiej pasuje wtedy, gdy chcesz wejść na Leskowiec bez rozciągania wycieczki na pół dnia.
Trochę inny klimat ma pętla z Targoszowa, bo tutaj sama trasa jest bardziej zróżnicowana i nie zamyka się tylko w jednym schemacie podejścia i powrotu. To dobra opcja dla tych, którzy wolą, żeby po drodze coś się jeszcze zmieniało, a nie wszystko było rozegrane od startu do mety w jednym tonie.
Z kolei szlak ze Świnnej Poręby ma więcej spokojnego marszu i lepiej siada wtedy, gdy celem nie jest samo szybkie dojście na szczyt, tylko trochę pełniejszy dzień na szlaku. Tu od początku czuć, że to wariant dla osób, które wolą iść swoim rytmem i bez pośpiechu zbierać kolejne odcinki trasy.
Szlak na Leskowiec z Ponikwi (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w centrum Ponikwi, przy szkole i potoku, bo stąd masz blisko do wejścia na niebieski szlak i nie trzeba dokładać sobie dodatkowego dojścia na start. Są też miejsca postojowe bliżej kościoła i pod cmentarzem, ale wtedy do właściwego początku szlaku trzeba jeszcze kawałek podejść.
Tak, bo to wariant umiarkowany: podejście jest dość długie, ale czytelne, bez technicznych trudności i bez stromych, niewygodnych odcinków typowych dla bardziej szarpanych tras. Na wejście do samego Leskowca trzeba liczyć około 6,2 km i mniej więcej 2 godziny 26 minut marszu, więc to dobry wybór dla osoby, która chce zrobić normalną górską wycieczkę bez porywania się od razu na coś cięższego.
Tak, ale najlepiej dla dzieci, które już chodzą po górach i są w stanie spokojnie przejść ponad 12 km w obie strony, bo cała wycieczka nie jest krótka mimo łagodniejszego charakteru. Dużym plusem jest to, że trasa idzie głównie lasem, a po drodze jest schronisko, więc można rozłożyć wejście na etapy i zrobić wygodny przystanek przed końcówką na szczyt.
Tak, po drodze masz Schronisko PTTK Leskowiec i dojdziesz do niego po około 5,3 km oraz mniej więcej 2 godzinach i 6 minutach marszu od startu. To bardzo naturalne miejsce na odpoczynek, bo schronisko stoi jeszcze przed ostatnim podejściem na Leskowiec, więc można tu zrobić przerwę bez rozbijania rytmu całej wycieczki.
Na sam szlak jak najbardziej możesz iść z psem, bo to normalna beskidzka trasa leśna i wiele osób chodzi tam właśnie z czworonogami. Trzeba tylko pamiętać, że Schronisko PTTK Leskowiec nie przyjmuje psów, więc pies może przejść trasę, ale nie zakładaj, że wejdziesz z nim do środka schroniska.
Na tym wariancie przez sporą część podejścia idzie się lasem, więc szerzej otwiera się dopiero wyżej, w rejonie Polany Beskid, schroniska i końcowego odcinka na szczyt. Z Leskowca i okolic schroniska przy dobrej pogodzie widać między innymi Babią Górę, Pilsko, Tatry oraz kilka pasm Beskidów, więc najlepsze panoramy przychodzą tutaj raczej na górze niż od pierwszych minut marszu.
Najwygodniej iść od późnej wiosny do jesieni, bo wtedy ten długi leśny odcinek jest po prostu przyjemniejszy, a na górze łatwiej trafić na widoki zamiast mleka za oknem natury. Zimą ten wariant też jest chodzony, ale śnieg i błoto potrafią mocno spowolnić wejście, więc przy gorszych warunkach trzeba liczyć więcej czasu niż suche, letnie około 4 godziny na całość.





