DŁUGOŚĆ SZLAKU
7.2KM
SUMA WZNIESIEŃ
420m
CZAS PRZEJSCIA
2:30h
TYP TRASY
Pętla
REGION
Beskid Śląski
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
886m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★☆☆☆
Opis szlaku
Wisła Jawornik ma tę fajną cechę, że zanim człowiek zdąży się porządnie rozgrzać, już jest w górach „na serio”. Ten wariant na Soszów Wielki to klasyk: krótko, konkretnie, z konkretnym przystankiem w schronisku i z widokami, które potrafią zaskoczyć, jak na wycieczkę w tej długości.
To jest trasa dla tych, którzy chcą się przewietrzyć bez robienia z tego całodniowej ekspedycji. Całość domyka się w pętlę, ma 7,2 km i zwykle zajmuje około 2 godz. 30 min spokojnego marszu, więc da się ją ogarnąć nawet wtedy, gdy dzień zaczyna się „dopiero po kawie”.
Start w Wiśle Jawornik i pierwsze metry „na rozruch”
Zaczynasz w Wiśle Jawornik przy ul. Soszowskiej, gdzie najczęściej zostawia się auto przy jednym z parkingów w okolicy startu szlaku (w tym bywa też parking przy restauracji U Fojta). Dobrze jest mieć z tyłu głowy, że to popularny punkt wypadowy – w weekendy łatwiej tu o miejsce rano niż „po obiedzie”.
Pierwsze minuty są takie, jak lubi większość kolan: bez dramatu, bardziej rozgrzewkowo niż sportowo. Na początku trafiają się twardsze, „cywilizowane” odcinki (dojścia drogą i utwardzenia), ale ten komfort nie trwa wiecznie – góry mają swoje zasady i po chwili zaczyna się bardziej terenowo.
Zielonym na Przełęcz Beskidek: wchodzisz w las i robi się bardziej górsko
Trzymasz się zielonych znaków i powoli zostawiasz zabudowania za plecami. Tu najczęściej robi się spokojnie: las, ścieżka, miejscami kamieniste fragmenty i to uczucie, że telefon nagle przestaje być najważniejszą rzeczą na świecie. Podejście do Przełęczy Beskidek potrafi być momentami wyraźniejsze, ale nadal jest to ten typ trasy, gdzie idziesz swoim tempem i nie musisz nikomu nic udowadniać.
Sama Przełęcz Beskidek to charakterystyczne siodełko między rejonem Wielkiej Czantorii a Małym Soszowem – miejsce, które wielu kojarzy choćby dlatego, że przewija się tu Główny Szlak Beskidzki. To dobry punkt „resetu”: łapiesz oddech, poprawiasz sznurówki i ruszasz dalej, bo najlepsze dopiero przed Tobą.
Czerwonym w stronę schroniska: pojawia się klimat Soszowa
Z przełęczy wchodzisz na czerwony szlak i kierujesz się w stronę Schroniska na Soszowie. W praktyce idzie się tu wygodniej: odcinki są czytelne, a podejście rozkłada się tak, że można złapać rytm. To też ten moment, gdy w głowie pojawia się myśl: „ciekawe, czy w schronisku będzie coś konkretnego do jedzenia”, i nagle tempo robi się podejrzanie równe.
Schronisko na Soszowie ma porządną historię – działa tu od 1932 roku i do dziś jest kojarzone jako jedno z najstarszych w Beskidzie Śląskim. Leży w świetnym miejscu, bo blisko grzbietu i węzła szlaków, a do tego okolica ma zimą narciarski charakter – na stokach od strony Wisły Jawornika działa stacja narciarska z wyciągami.
Krótkie podejście na Soszów Wielki: „szczyt w zasięgu ręki”
Ze schroniska robisz szybkie podejście na Soszów Wielki. Sam wierzchołek leży na grzbiecie granicznym, więc masz tu typowy „beskidzki balkon” – przy dobrej pogodzie zwykle widać sporo pasm dookoła i fajnie czuć otwartą przestrzeń po wcześniejszym lesie.
Soszów Wielki ma około 886 m n.p.m. i jest popularnym celem krótszych wypadów z Wisły i Ustronia, właśnie dlatego, że daje szybki efekt „było warto”. Chwila na górze, zdjęcie „żeby nie było, że tylko na herbatę”, i wracasz tą samą drogą do schroniska.
Powrót przez Pod Jaworem: spokojniej, ale nadal z charakterem
Po powrocie do schroniska zaczynasz domykać pętlę w stronę Pod Jaworem, trzymając się wariantu niebiesko-zielonego. To odcinek, na którym zwykle idzie się już luźniej: nogi robią swoje, a głowa zaczyna planować, co zjesz po powrocie (to normalne, każdy tak ma).
Zejście w kierunku Jawornika potrafi być bardziej „leśno-terenowe” – miejscami kamienistą drogą przez las schodzi się w dół i tu warto uważać, gdy jest mokro albo ślisko. W końcówce, gdy znów zbliżasz się do ul. Soszowskiej, wraca bardziej cywilna nawierzchnia i czujesz, że pętla ładnie się dopina bez kombinowania.
Mapa szlaku na Soszów Wielki z Wisły Jawornik
TRASA: Wisła Jawornik – Soszów Mały – Soszów Wielki – Wisła Jawornik
Inne szlaki na Soszów Wielki
Na Soszów można podejść na więcej niż jeden sposób i właśnie to jest tu fajne — jeden wariant prowadzi bardziej wprost, inny pozwala przy okazji zahaczyć o jeszcze jeden szczyt i zrobić z wyjścia trochę dłuższą pętlę.
Od strony Jawornika podejście jest dość konkretne i szybko wprowadza w rytm marszu, ale nie każdemu taki start pasuje. Dla odmiany można wybrać wejście na Soszów od strony Jurzykowa, które daje trochę inny początek trasy i może lepiej podejść osobom, które wolą mniej oczywisty wariant niż ten najczęściej wybierany.
Jest też opcja dla tych, którzy nie chcą kończyć wycieczki na jednym szczycie. Trasa na Soszów i Stożek Wielki z Wisły ma bardziej wycieczkowy charakter i dobrze sprawdza się wtedy, gdy zamiast krótszego podejścia chodzi po prostu o dłuższe przejście grzbietem.
Szlak na Soszów Wielki z Wisły Jawornik (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto przy ul. Soszowskiej w Wiśle Jawornik, w okolicy wejścia na szlaki i rejonu restauracji „U Fojta” — to najczęściej wybierany punkt startowy na Soszów. Parking bywa płatny, a w weekend lepiej podjechać wcześniej, bo miejsce znika szybciej niż ciepła herbata w schronisku.
Tak, to bardzo łatwa pętla jak na Beskid Śląski, bez stromych „ścian” i bez technicznych niespodzianek. Wystarczy iść spokojnie swoim tempem, bo to nie są zawody, tylko szybki górski wypad.
Tak, rodziny ogarniają go bez problemu, bo podejścia są do przejścia nawet z młodszymi dzieciakami, jeśli nie ma ciśnienia na tempo. Dużym plusem jest schronisko po drodze, bo daje naturalny „przystanek motywacyjny” w połowie wycieczki.
Tak — po drodze mijasz Schronisko na Soszowie, które leży tuż pod grzbietem i bardzo blisko podejścia na Soszów Wielki. To klasyczne miejsce na przerwę, ciepłe jedzenie i chwilę oddechu zanim wyskoczysz na sam szczyt.
Tak, ten wariant nadaje się na wyjście z psem, bo to normalne szlaki turystyczne i sporo osób chodzi tam z czworonogami. W samym schronisku pies też jest akceptowany, więc nie trzeba kombinować z postojem „na zewnątrz w smutku”.
Po drodze często otwierają się prześwity na dolinę Wisły i okoliczne grzbiety, a im bliżej grzbietu i szczytu, tym częściej łapiesz szersze panoramy. Na Soszowie Wielkim zwykle stoi się już na otwartym fragmencie grzbietu, więc przy dobrej widoczności można długo „skanować” Beskid Śląski i czeską stronę.
Najlepiej w stabilną pogodę, bo wtedy widoki robią robotę, a trasa jest po prostu przyjemnym spacerem po górach. Da się ją zrobić cały rok, tylko zimą i przy roztopach bywa ślisko na utwardzonych i ubitych fragmentach, więc dobre buty i odrobina ostrożności załatwiają temat.





