DŁUGOŚĆ SZLAKU
11.2KM
SUMA WZNIESIEŃ
689m
CZAS PRZEJSCIA
4:00h
TYP TRASY
Tam i z Powrotem
REGION
Beskid Śląski
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1117m.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★★☆☆☆
Opis szlaku
Wariant z Brennej Bukowej na Klimczok ma fajny balans: startujesz nisko, szybko łapiesz górski rytm, a po drodze wpadasz w dwa klasyki Beskidu Śląskiego — Przełęcz Karkoszczonka i rejon schroniska PTTK Klimczok. To taka trasa, którą da się zrobić „na spokojnie”, ale też bez nudy, bo co chwilę zmienia się tempo i charakter podejścia.
Najbardziej „robi robotę” to, że od początku idziesz czytelnie oznaczonym szlakiem, z przerwą w miejscu, gdzie wielu kończy spacer (Karkoszczonka), a ty dopiero rozkręcasz się na właściwą górę. Klimczok nie jest z tych szczytów, które straszą techniką — raczej zaprasza: podejdź, usiądź, rozejrzyj się, a potem skocz jeszcze na herbatę do schroniska.
To propozycja dla osób, które chcą konkretną górską wycieczkę bez wspinaczkowych atrakcji i bez kombinowania z logistyką. Całość ma około 11,2 km i zwykle zamyka się w okolicach 4 godzin marszu, więc dzień nadal zostaje na inne przyjemności (albo na to, żeby zjeść coś „zasłużonego” bez wyrzutów sumienia).
Start w Brennej Bukowej: spokojne wejście w teren
Zaczyna się w Brennej Bukowej i to jest dobry start, bo od razu wchodzisz w tryb „idziemy w góry”, a nie „przebijamy się przez miasto”. W praktyce da się zostawić auto tuż przy początku podejścia — parking jest blisko wejścia na szlak, co jest miłe, bo plecy jeszcze świeże, ale po co je męczyć wcześniej niż trzeba.
Pierwszy odcinek do Przełęczy Karkoszczonka często idzie szeroką drogą — momentami to twarda, wygodna nawierzchnia, a część bywa asfaltowa, zanim szlak na dobre wciągnie w las. To ten typ podejścia, gdzie nogi same znajdują rytm, a w głowie pojawia się myśl: „No dobra, dziś to będzie przyjemne”.
Przełęcz Karkoszczonka i Chata Wuja Toma: obowiązkowy przystanek
Karkoszczonka leży na 729 m n.p.m. i jest jednym z tych przejść, które od dawna „spinają” strony Beskidu Śląskiego — łączy kierunek z Brennej w stronę Szczyrku i nic dziwnego, że ludzie tak chętnie tu zaglądają. To przełęcz wygodna, szeroka i bardzo „towarzyska”: łatwo tu spotkać i rodziny, i osoby, które idą dalej w grzbiet.
No i jest Chata Wuja Toma — miejsce, o którym wielu mówi po prostu „klasyk”. Działa jak naturalny przystanek: nawet jeśli planujesz iść dalej, dobrze zrobić tu krótką pauzę i nie udawać, że nie kusi. Klimat jest typowo beskidzki, bez przesadnego zadęcia: przełęcz, chata, szlaki krzyżują się w jednym punkcie i masz wrażenie, że góry właśnie zaczynają się „na serio”.
Dalej grzbietem: czerwony szlak podprowadza pod Klimczok
Po Karkoszczonce robi się bardziej górsko w tym sensie, że teren zaczyna pracować pod nogą trochę wyraźniej. Trzymasz się dalej znaków i idziesz w stronę siodła pod Klimczokiem — to odcinek, na którym najczęściej dominuje las i leśne dukty, czasem z fragmentami bardziej otwartymi, gdy trafiają się przecinki albo miejsca, gdzie wzrok ucieka w stronę Skrzycznego.
To dobry moment, żeby nie przyspieszać na siłę. W Beskidzie Śląskim „szybko” często oznacza tylko tyle, że szybciej robisz przerwę, bo łydki przypomną ci o istnieniu. Lepiej iść równo, pilnować oddechu i zostawić trochę zapasu na końcówkę, bo wejście na sam Klimczok to już krótszy, ale bardziej konkretny fragment.
Klimczok: 1117 m i jeden z najbardziej znanych szczytów pasma
Klimczok ma 1117 m n.p.m. i jest jednym z najpopularniejszych szczytów w tej części Beskidu Śląskiego — między innymi dlatego, że prowadzi tu sporo wariantów tras, a dojście jest przyjemne i bez technicznych niespodzianek. Ciekawostka „z gatunku: warto wiedzieć”: przez szczyt biegną granice administracyjne, a historycznie przebiegała tu też granica między Śląskiem i Małopolską.
Sam wierzchołek jest raczej łagodny, a najlepsze wrażenia widokowe często łapie się w miejscach, gdzie las się przerzedza. Przy dobrej pogodzie bywa, że wypatrzysz Skrzyczne, a czasem nawet odleglejsze pasma — Klimczok lubi dawać „coś do popatrzenia”, tylko nie zawsze dokładnie z samego czubka, więc warto się rozejrzeć w okolicy.
Schronisko PTTK Klimczok: przerwa z historią w tle
Po szczycie naturalnie kusi zejście w stronę schroniska PTTK Klimczok, które leży na wysokości około 1050 m n.p.m. i działa tu od XIX wieku. To jedno z tych miejsc, gdzie masz wrażenie, że schroniska w Beskidach to nie moda, tylko tradycja: pierwsze obiekty pojawiły się tu już w 1872 roku, a później historia dopisywała kolejne rozdziały.
Samo schronisko jest położone tak, że świetnie pasuje jako „nagroda” po podejściu: chwila odpoczynku, coś ciepłego, krótka regeneracja i dopiero potem powrót tą samą drogą. I tak, to jest ten moment, kiedy rozsądek mówi „weź coś lekkiego”, a druga część mózgu przypomina, że w górach kalorie mają podobno specjalne zasady. Podobno.
Powrót tą samą trasą: znajome miejsca, ale inny rytm
Wracając tą samą drogą, wszystko układa się w bardziej płynny spacer. Te same odcinki, które wcześniej robiły za podejście, teraz częściej pozwalają złapać tempo i iść bez ciągłego „czy to już koniec pod górę?”. Karkoszczonka znowu pojawia się w idealnym momencie — jakby przełęcz miała wbudowany radar na potrzeby przerwy.
Końcówka do Brennej Bukowej to już domykanie wycieczki: las, szeroka droga i coraz bliżej punktu startu. Jeśli na początku był asfaltowy fragment, to na powrocie zwykle czuć go w kolanach bardziej niż w oczach — taka drobna przypominajka, że nawet „łatwe” szlaki potrafią być konkretne, gdy robi się je w całości.
Mapa szlaku na Klimczok z Brennej
TRASA: Brenna – Krzełęcz Krakoszczonka (Chata Wuja toma) – Klimczok – Schronisko PTTK Klimczok – Powrót tą samą trasą
Inne szlaki na Klimczok
Wejście na Klimczok z Brennej dobrze pokazuje, że ten szczyt da się zrobić bez pośpiechu i bez kombinowania, ale w jego okolicy jest też kilka wariantów o trochę innym rytmie — jedne są krótsze i bardziej oczywiste, inne prowadzą szerzej grzbietem albo od razu dokładają do wycieczki kolejny fragment pasma.
Ze Szczyrku wychodzi się szybciej i konkretniej, więc komu zależy na prostym dojściu bez długiego rozkręcania wycieczki, temu może bardziej podejść krótszy szlak od strony Szczyrku. To dobra opcja, kiedy chcesz zrobić Klimczok sprawnie i bez dokładania sobie dłuższego marszu.
Inny klimat ma pętla z Bystrej przez Magurę, bo zamiast wracać tą samą drogą, domykasz trasę innym wariantem. Dzięki temu wycieczka jest bardziej zmienna i mniej przewidywalna od startu do samego końca.
Z kolei szlak z Mesznej przez Magurę ma już trochę więcej górskiej roboty i dłuższy przebieg, więc lepiej siada wtedy, gdy masz ochotę na pełniejszy dzień w terenie, a nie tylko szybkie odbicie na szczyt. To wariant, który bardziej buduje wycieczkę niż sam finał na Klimczoku.
Jeśli sam Klimczok to za mało, to dłuższa pętla przez Szyndzielnię i Błatnią zmienia zwykłe wejście w konkretny grzbietowy spacer. Tu bardziej liczy się całe przejście i przechodzenie z jednego miejsca w drugie niż szybkie zdobycie jednego punktu na mapie.
Jest jeszcze szlak z Dębowca przez Szyndzielnię, który dobrze sprawdza się wtedy, gdy lubisz klasyczne beskidzkie przejścia ze schroniskami po drodze i szerokim, wygodnym odcinkiem grzbietowym. Ma w sobie mniej przełęczowego klimatu Brennej, a więcej spokojnego, równego prowadzenia przez znane miejsca tej części pasma.
Szlak na Klimczok z Brennej (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto w Brennej Bukowej na bezpłatnym parkingu na końcu drogi, dosłownie kilkadziesiąt metrów (około 50 m) przed początkiem żółtego szlaku na Karkoszczonkę. Alternatywnie działa też parking przy Karczmie pod Skalicą, jeśli chcesz start mieć „bardziej przy cywilizacji”.
Tak, bo podejścia są normalne, górskie, ale bez technicznych trudności, a ścieżki i drogi są czytelne. Trzeba tylko pamiętać, że to nie jest krótki spacer: całość ma około 11,2 km i zwykle zajmuje w okolicach 4 godzin marszu.
Tak, zwłaszcza jeśli dzieci mają już obycie z chodzeniem po górach i potrafią przejść dłuższy odcinek bez marudzenia „że to już powinno być za chwilę”. Najbardziej rodzinny jest odcinek do Karkoszczonki (często wybierany właśnie jako łatwy wariant), a dalej po prostu dochodzi dystans i suma podejść.
Tak — po drodze wpadasz do Schroniska PTTK Klimczok (rejon około 1030–1050 m n.p.m.), więc jest gdzie zrobić dłuższą przerwę i zjeść coś „schroniskowego”. To klasyk Beskidu Śląskiego i dla wielu właśnie ten przystanek jest połową przyjemności całej wycieczki.
Tak, samą trasę spokojnie da się przejść z psem na smyczy, bo to popularne, spacerowe rejony Beskidu Śląskiego. W schronisku najbezpieczniej nastawić się na taras i przerwę „na zewnątrz”, bo zasady wpuszczania do środka potrafią się różnić w zależności od dnia i obłożenia.
Po drodze najczęściej łapie się widoki z prześwitów i polan w okolicy grzbietu, a przy dobrej widoczności wypatruje się Skrzycznego i dalszych pasm. Na samym wierzchołku Klimczoka widoki bywają częściowo ograniczone przez drzewa, ale w sprzyjających warunkach da się zobaczyć m.in. Beskid Żywiecki i nawet Tatry.
Najwygodniej celować w okres od wiosny do jesieni, kiedy podłoże jest stabilniejsze i łatwiej utrzymać równe tempo na dłuższym odcinku. Zimą da się to zrobić, ale wtedy warto brać poprawkę na oblodzenia na twardszych fragmentach podejścia (na początku od strony Brennej zdarzają się odcinki asfaltowe i szeroka droga, które potrafią „zrobić się śliskie”).





