DŁUGOŚĆ SZLAKU
6.1KM
SUMA WZNIESIEŃ
340m
CZAS PRZEJSCIA
2:00h
TYP TRASY
Tam i z powrotem
REGION
Beskid Żywiecki
SCHRONISKO
Tak
NAJWYŻSZY PUNKT
1080.n.p.m.
TRUDNOŚĆ
★☆☆☆☆
Najkrótszy szlak na Krawców Wierch z Przełęczy Glinka
Jeśli masz ochotę na górską wycieczkę, która szybko daje satysfakcję, to podejście na Krawców Wierch z Przełęczy Glinka jest dokładnie z tej kategorii. Startujesz praktycznie na granicy, wchodzisz w las i po chwili orientujesz się, że „o, to serio już się dzieje”. A potem nagle las się kończy, robi się przestrzeń, pojawia się hala i cała ta przyjemna świadomość, że za chwilę będzie i szczyt, i bacówka.
To jest trasa dla kogoś, kto chce krótko, konkretnie i z fajnym celem po drodze. W sam raz na szybki wypad, na rozruszanie nóg, albo wtedy, gdy w planie jest bardziej „górska kawa z widokiem” niż bicie rekordów przewyższeń. Całość (tam i z powrotem tą samą drogą, z podejściem do bacówki i powrotem na start) zamyka się w około 6,1 km i mniej więcej 2 godziny marszu, więc spokojnie da się to ogarnąć bez wyścigu z zegarkiem.
Start na Przełęczy Glinka: szybko w góry, bez kombinowania
Zaczyna się na Przełęczy Glinka, tam gdzie jeszcze czuć klimat dawnego przejścia granicznego i gdzie obok stoją drogowskazy, które mówią wprost: „tu jest góra, tu jest szlak, nie ma wymówek”. Na miejscu da się zostawić auto na parkingu tuż przy przełęczy, więc logistycznie to jeden z tych startów, które lubią osoby ceniące święty spokój i brak krążenia po okolicy w poszukiwaniu wolnej zatoczki.
Pierwsze minuty są dość „cywilizowane”: idzie się wygodną drogą, na początku z asfaltem pod stopami. Ten asfalt nie trwa jednak wiecznie, więc nie zdążysz się przywiązać. Dość szybko robi się bardziej terenowo i wchodzisz w klimat granicznego grzbietu, gdzie graniczne słupki potrafią być najlepszym potwierdzeniem, że idziesz dobrze – takie niepozorne „checkpointy” bez aplikacji i bez baterii.
Niebieskim wzdłuż granicy: od drogi do leśnej ścieżki
Po krótkim rozruchu przychodzi moment, w którym wygodna droga zostaje za plecami i trzeba odbić w lewo w węższą, leśną ścieżkę. To jest ten fragment, gdzie zmienia się też charakter podłoża: zamiast równej nawierzchni robi się bardziej „prawdziwie górsko”, z korzeniami i leśnym chodnikiem, który raz jest miękki, raz twardszy – zależnie od miejsca.
Idąc niebieskim, trzymasz się grani i jednocześnie samej granicy polsko-słowackiej, więc marsz ma w sobie coś z wędrówki „po krawędzi mapy”. Po drodze pojawia się Pientkuľa (często spotkasz też nazwę Jaworzyna) – wierzchołek w okolicach 1043 m, który jest takim wyraźnym akcentem na trasie. Nie ma tu dramatu w stylu pionowej ściany, ale nogi zauważą, że to jednak podejście, a nie przechadzka po deptaku. Ot, górska wersja przypomnienia: „dzień dobry, łydki też są uczestnikiem wycieczki”.
Krawców Wierch: szczyt, który lubi towarzystwo hali
Krawców Wierch ma 1075 m n.p.m. i jest jednym z tych miejsc, gdzie sam szczyt jest ważny, ale równie ważne jest to, co dzieje się tuż obok. Bo cała magia tej okolicy mocno kręci się wokół Hali Krawcula – polany pod wierzchołkiem, która od lat przyciąga ludzi właśnie za przestrzeń i widoki „z natury”, bez konieczności stawania na czubku drzewa. To dawna hala pasterska; sama nazwa „hala” nie wzięła się znikąd, tylko z tradycji wypasu. W północnej części zdarzają się młaki i torfowiska, więc czasem warto patrzeć pod nogi, nawet jeśli głowa już ucieka w panoramy.
Z takich miejsc często ogląda się szerokie horyzonty: przy dobrej pogodzie widać pasma Beskidu Żywieckiego, a wzrok potrafi polecieć też dalej, w stronę słowackiej Małej Fatry. I to jest ten typ przestrzeni, w której człowiek nagle orientuje się, że przestał mówić pełnymi zdaniami, bo w głowie zostaje tylko „o”. Spokojnie, to normalne objawy kontaktu z szerokim widokiem.
Bacówka PTTK Krawców Wierch: krótki skok i dobra meta
Z Krawcowa robisz krótki „zjazd” żółtym do Bacówki PTTK na Krawcowym Wierchu, stojącej na Hali Krawcula. To nie jest wielkie schronisko-moloch, tylko bacówka – czyli ten bardziej kameralny, górski format, który wiele osób lubi właśnie za klimat. Sama bacówka powstała w latach 1975–1976 jako część idei budowy sieci bacówek PTTK w Karpatach, z myślą o turystyce wędrownej, takiej „z plecakiem i planem na szlak”, a nie o wjechaniu pod drzwi.
Fajne jest to, że bacówka stoi na tyle blisko grzbietu, że nawet krótka wizyta potrafi być konkretną nagrodą na trasie. Po drodze nie ma miejskich rozpraszaczy, więc gdy już docierasz w to miejsce, łatwo złapać ten prosty rytm: chwila postoju, spojrzenie po hali, ogarnięcie, gdzie dalej. No i jest też przyjemna świadomość, że nawet jeśli ktoś przyszedł „tylko na chwilę”, to ta chwila dziwnie lubi się przedłużać.
Powrót tą samą drogą: znane miejsce, inne spojrzenie
Wracając, idziesz dokładnie tak, jak przyszedłeś, więc nie ma zagadek nawigacyjnych ani loterii z wyborem wariantu. Żółty odcinek z bacówki znów wyprowadza w stronę Krawcowego, a potem niebieski bierze cię z powrotem na graniczny grzbiet. To jest miły rodzaj powrotu, bo znane miejsca często wyglądają inaczej „w drugą stronę” – nawet jeśli tylko dlatego, że teraz to ty masz inną perspektywę, a droga przestaje być obietnicą celu, a staje się spokojnym domknięciem pętli.
W końcówce z powrotem pojawia się wygodniejszy fragment drogi, ten z bardziej twardą nawierzchnią, a na sam koniec znów trafia się asfaltowy odcinek przy przełęczy. I wtedy zwykle przychodzi ta krótka myśl: „to już?” – co jest całkiem dobrym znakiem, bo znaczy, że trasa zdążyła dać frajdę, zanim zdążyła zmęczyć.
Dla kogo jest ta trasa?
Trudno tu mówić o jakichkolwiek technicznych wyzwaniach, bo ta trasa jest po prostu bardzo łatwa. Śmiało można ją potraktować jak dłuższy spacer z górskim akcentem, bez stromych niespodzianek i bez momentów, w których trzeba się zastanawiać, czy to już „za dużo”. Dzięki temu świetnie sprawdzi się dla dzieciaków, które dopiero zaczynają swoją przygodę z górami, ale też dla dorosłych, którzy chcą wyjść w teren bez presji i bez zadyszki po pięciu minutach. To taki szlak, który bardziej zachęca do gór niż testuje formę — i właśnie na tym polega jego urok.
Mapa i GPX szlaku
GPX SZLAKU: TUTAJ
TRASA: Przełęcz Glinka – Pientkula – Krawców Wierch – Bacówka PTTK Krawców Wierch – Powrót tą sama trasą
Najkrótszy szlak na Krawców Wierch z Przełęczy Glinka (FAQ)
Najwygodniej zostawić auto na parkingu bezpośrednio na Przełęczy Glinka (zwanej też Przełęczą Ujsolską), tuż przy granicy i znakach niebieskiego szlaku. To start „bez kombinowania” – wysiadasz z auta i po chwili jesteś już na trasie. W weekendy i w ładne dni warto przyjechać wcześniej, bo miejsc ubywa najszybciej właśnie przy samej przełęczy.
Tak, to jedna z najłatwiejszych i najkrótszych opcji w tej okolicy: całość ma ok. 6,1 km w obie strony i zwykle zamyka się w ok. 2 godziny marszu, przy sumie podejść ok. 340 m. Początek idzie wygodniejszą drogą (na starcie jest nawet krótki asfalt), a dopiero później wchodzi się w leśną ścieżkę, bez trudności technicznych i bez stromych „niespodzianek”. Nawigacyjnie też jest prosto, bo trzymasz się niebieskich znaków wzdłuż granicy.
Nadaje się, bo jest krótki, czytelny i ma łagodny charakter, więc spokojnie można go potraktować jako rodzinny spacer „z górskim klimatem”. Trzeba tylko pamiętać, że to jednak wyjście w góry – jest podejście (łącznie ok. 340 m w górę), a fragment leśny bywa nierówny od korzeni, więc wózek odpada i lepiej celować w nosidło lub dzieci, które już chodzą same. Fajnym motywatorem dla dzieci jest bacówka na Hali Krawcula jako konkretna „meta” po drodze.
Tak – na Hali Krawcula stoi Bacówka PTTK na Krawcowym Wierchu i to właśnie ona jest najpopularniejszym celem na tej trasie. Z okolic wierzchołka schodzi się do niej krótkim odcinkiem żółtego szlaku, więc nie musisz robić żadnych długich obejść ani dodatkowych kilometrów. W praktyce wygląda to tak: idziesz niebieskim na grzbiet i w rejon szczytu, „zahaczasz” bacówkę i wracasz tą samą drogą na przełęcz.
Tak, ten wariant dojścia jest normalnie wybierany także przez osoby wędrujące z psem, a sama bacówka akceptuje psy (warto mieć smycz, bo idziesz też otwartą halą, gdzie łatwo o spotkania z innymi turystami). Jeśli planujesz wejść do środka lub nocleg, w bacówce funkcjonują zasady i ewentualna opłata za pobyt psa – najlepiej założyć z góry, że pies ma być pod kontrolą i nie przeszkadzać innym. Na trasie nie ma odcinków wymagających przenoszenia psa czy „wspinania”, więc logistycznie to bardzo wygodna opcja.
Większość podejścia idzie w lesie i wzdłuż granicznego grzbietu, więc „panoramy po drodze” są raczej w formie prześwitów niż stałego widoku. Największe otwarcie robi się dopiero na Hali Krawcula – tam pojawia się szeroka przestrzeń i klasyczne beskidzkie panoramy na okoliczne pasma Beskidu Żywieckiego, a przy dobrej przejrzystości powietrza spojrzysz też w stronę słowackich gór. Sam szczyt jest ważny, ale najlepszy efekt „wow” daje właśnie hala i rejon bacówki, gdzie łatwo przystanąć i nacieszyć się horyzontem.
Najprzyjemniej wypada późna wiosna, lato i wczesna jesień, bo hala jest wtedy najbardziej „widokowa”, a ścieżka leśna zwykle suchsza i mniej śliska. Po deszczu warto liczyć się z błotem w lesie i mokrymi fragmentami na hali (zdarzają się tam podmokłości), więc dobre buty robią dużą różnicę. Zimą trasa też jest możliwa, ale czas przejścia potrafi wyraźnie się wydłużyć przez śnieg i oblodzenia – wtedy przydają się raczki i ostrożność na podejściach oraz w okolicy otwartej hali, gdzie bywa wietrznie.




